• Wpisów:730
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 17:15
  • Licznik odwiedzin:59 373 / 2486 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kurwa mać co za tydzień, a jeszcze się nie skończył.

W Wielkanoc pojechałam z P. i paroma innymi osobami na imprezę do klubu. W. też tam był (napisałam mu smsa gdzie jest dzisiaj i stąd wiedziałam) więc gdy zgubiłam resztę ekipy poszłam do niego. Był z kolegami no i po paru minutach poszliśmy do samochodu pić (w ogóle z jednym z nich tańczyłam, lol). Chyba miałam słabszy dzień bo prawie natychmiast zachciało mi się spać, albo po prostu połączenie wcześniej wypitej Wyborowej arbuzowej z czystą i bodajże bimbrem po prostu nie było dobrym pomysłem. Sam zgon to jeszcze pół biedy, ale ja zaczęłam rzygać. I za pierwszym razem nie zdążyłam otworzyć drzwi na czas i trochę je zapaskudziłam. Nie wiem czy bardziej mi wstyd że W. widział mnie w takim stanie, że zapaskudziłam mu samochód (niby trochę ale mimo wszystko), że jego koledzy przy naszym zapoznaniu widzieli jak zgonowałam czy tego że znowu rzygałam po alkoholu (no bo przecież mądra Kapibarka musi wlać w siebie końską dawkę). Niby W. nie wyglądał na wkurzonego, nawet odstawił mnie do domu, ale jak pisałam w pon że jeszcze raz go przepraszam za to wszystko to wyglądał na wkurzonego... Nie wiem czy przez to że był pijany, zajęty czy jednak był wkurzony. Cóż, poczekam do następnej rozmowy.

Dobrze chociaż że mogłam wytłumaczyć przespanie połowy poniedziałku katarem i bólem zatok (od tygodnia jestem przeziębiona) i rodzice nie zauważyli że mam kaca.

Ale dzisiaj to już w ogóle była masakra. Pojechałam dzisiaj na kolejny warsztat do przedszkola ale na miejscu okazało się że temat który miał być dzisiaj był tydzień temu. Ja wielkie WTF, byłam przekonana że to miało być dzisiaj, przecież parę razy sprawdzałam termin przed świętami żeby się nie pomylić... Napisałam do babki która to prowadzi i odpisała mi że na stronie był termin 23, nie 30 marca. Nie mam pojęcia czy ja to źle przeczytałam czy co się stało ale byłam święcie przekonana że tydzień temu nie ma warsztatu. Przecież kilka razy sprawdzałam żeby się nie pomylić! Jak ja mogłam tak odjebać?! Ale jak wysyłałam wczoraj sprawozdanie to zdziwiło mnie że babka mówiła że ten temat warsztatów już był... Ale nie miałam jak odpisać bo byłam zajęta, a późno wróciłam do akademika... Tak to może chociaż nie jechałabym do Warszawy na próżno.

I kurcze nikt mi nic nie powiedział ani nie spytał dlaczego mnie nie było... I tak sobie żyłam w przeświadczeniu że wszystko jest ok... Za tydzień ostatnie warsztaty ale chyba i tak umrę tam ze wstydu... Miało być tak fajnie a musiałam to zjebać... Tak się cieszyłam z tego wolontariatu... Dlaczego ja wszystko muszę zjebać... Czuję się jak gówno...

Żeby było śmieszniej to dziś w nocy śnił mi się Przemek. Serio, Przemek? Nie pamiętam co dokładnie się działo ale pamiętam że "przypadkiem" mnie przytulał. Tak, po prostu przytulał. Tjaa, mogę sobie mówić że jestem "silna i niezależna" ale i tak potrzebuję przytulenia. I zaopiekowania się mną. Chociaż trochę. No ale przecież nikt mnie nie chce więc marne szanse na to.

Chyba jedyne co trochę poprawia mi humor to fakt że chyba(?) znalazłam pracę i że Rammstein gra w wakacje we Wrocławiu. Chociaż tyle dobrego.
 

 
Tak w ogóle to nie napisałam o newsie miesiąca a nawet roku.

Otóż... Moja współlokatorka nie jest już z Przemkiem

Zaczęłam się domyślać że coś jest nie tak bo tuż po feriach współlokatorka cały czas była nie w sosie, prawie się nie odzywała, nie mówiła gdzie wychodzi ani nic. W weekend nie wróciła na noc w piątek i sobotę (zostałam na weekend bo w sobotę miałam szkolenie). No i Przemka ani widu ani słychu a tak to 3-4 razy w tygodniu u nas był. W tamtym tygodniu zaczęła zachowywać się jak zwykle no i w końcu spytałam czemu Przemek nie odwiedza naszego pokoju. Chciałam zrobić to wcześniej ale nie bardzo wiedziałam co zrobić, czasami jest tak że człowiek potrzebuje po prostu świętego spokoju i żeby nikt o nic nie pytał (ja często tak mam). W sumie nie wiem w końcu czemu ze sobą zerwali bo mętnie to wyjaśniła a ja już nie dopytywałam. podejrzewam że to on odwalił bo stwierdziła "że jest głupi". No ale niby rozstali się pokojowo, nie zrywają kontaktu, zostaną przy relacjach koleżeńskich. Niezbyt w to wierzę no ale niech będzie

Najwyraźniej karma wraca. I nie mam satysfakcji z powodu ich rozstania bo to nie jest fajne, sama o tym dobrze wiem. Ale sprawdziły się moje przeczucia co do Przemka i cieszę się że dobrze go oceniłam. Moja intuicja działa jak należy I wydaje mi się że atmosfera nieco się "oczyściła" bo nie ukrywam że podświadomie czułam złość z powodu tej całej sytuacji.
 

 
Zwolnili mnie z pracy.

Ok, sam fakt to jeszcze pół biedy. Ale sposób w jaki to zrobili... Mało elegancki to bardzo łagodne określenie.

Zrobiłam sobie prawie wolne na ferie bo byłam w pracy we wtorek a w środę jechałam na szkolenie z wolontariatu więc dobrze się złożyło.

Nie zostałam uwzględniona w grafiku tydzień później (czyli obecny tydzień) bo niby za późno wysłałam dyspozycyjność. Ok, powinnam wysłać do piątku do północy ale zrobiłam to w sobotę po południu. Ok, uwierzyłam. Chociaż nieraz wysyłałam taką informację w sobotę i jakoś byłam w grafiku.

Nie zostałam uwzględniona w grafiku na następny tydzień mimo że wysłałam dyspozycyjność w piątek o 16. Napisałam do kierowniczki lokalu - cisza (tydzień wcześniej miała argument że za późno wysłałam dyspozycyjność). Napisałam do koleżanki czy jest grafik - cisza. Stwierdziłam że pierdolę i nie będę pisać do każdego po kolei.

Do tego parę dni temu zauważyłam że usunięto mnie z grupy pracowniczej na fb (a musiał zrobić to ktoś z współpracowników bo szefa tam nie ma i nie mógł tego zrobić).

Dziś szef zadzwonił do mnie i powiedział że musi mnie zwolnić bo kierownictwo tak zadecydowało bla bla bla, bo 'nie osiągnęłam spodziewanego poziomu samodzielności i aktywności".Nie no, serio? Rozumiem że mam mniej doświadczenia niż dwu- trzyletni pracownicy ale uważam że dość dobrze sobie radziłam, a nauczona doświadczeniem nie zamierzałam sobie flaków wypruwać bo i tak nikt tego nie docenia. Co miałam robić to robiłam, starałam się ogarniać na bieżąco co trzeba i nie uważam że robiłam to gorzej niż reszta. Mnie naprawdę nie trzeba uczyć roboty.

Podejrzewam że z nieznanej mi przyczyny chcieli mnie zwolnić a to wszystko to jest argument w stylu "nie spełnia Pani naszych standardów, musimy Panią zwolnić". Niech się cieszą że nie byłam na miejscu bo zrobiłabym awanturę na pół Piotrkowskiej. Ale powiedziałam przez telefon co myślę o tej całej sytuacji bo nie pozwolę na pomiatanie mną. Nie kurwa, nie będę już więcej tą cichą Kapibarką która na wszystko pozwalała.

Ale kurde czułam że coś jest nie tak i że chyba mnie zwolnią. Jednak czasami moje histeryzowanie to po prostu cholerna intuicja.

Także zabieram się za szukanie nowej pracy. W końcu nie pierwszy raz mnie zwalniają i pewnie nie ostatni.
  • awatar Amfitryta: Dobrze ze mu powiedziałaś co myślisz ! Będę 3mac kciuki żeby następna praca okazała się lepsza ....
  • awatar Princess!~!: szukali czegoś na ciebie, nienawidzę takich pokrętnych tłumaczeń... znajdziesz coś lepszego :)
  • awatar a small fucker: co za chamstwo:/ ale takie zycie, co poradzisz, ci 'na gorze' maja zawsze racje. powodzenia w szukaniu pracy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- dieta
* kolejne podejście do miesiąca bez słodyczy
* jeść siemię lniane (co najmniej łyżka dziennie)
* jeść więcej surówek i najlepiej robić je samej (taniej i zdrowiej)
* zabrać się za hodowlę kiełków
* zrezygnować z margaryny i używać do kanapek oleju/hummusu/białego serka
- trening
* dwa razy w miesiącu biegać 20 minut
* trzy razy w tygodniu trening brzucha i nóg z Mel B
- opracowywać na bieżąco notatki z zajęć żeby mieć łatwiej w czasie sesji
- jak kwestia mojego ubezpieczenia się wyjaśni to iść do lekarza
- wystawić w końcu niepotrzebne ciuchy na Vinted
- mam też szafę do sprzedania bo wymieniałam na większą a poprzednia jeszcze stoi w pokoju
- zrobić kilka projektów koszulek i wprowadzić je w życie
I aktualizacja: znaleźć pracę
http://b3.pinger.pl/862578dcf13149580976416cc8d9eb27/1a.png

http://b2.pinger.pl/9cc3b8de5f2f02258eeba05a0aa21a1c/2.jpg

http://b1.pinger.pl/f73151b8a8cbc78b49a5db7578e6a870/3.jpg

http://b2.pinger.pl/d57ab75a22a6b030ff77fdb4607ffdb2/4.jpg

http://b1.pinger.pl/c41b01c1da2a01b697a5da80a420edb4/5.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cele, plany i postanowienia na luty
http://kapibarka.pinger.pl/m/27038961

Wymiary zaktualizuję jak wrócę do domu i będę miała dostęp do wagi i centymetra

Podsumowanie celów:
- dieta
* miał być miesiąc bez słodyczy a wyszło pół wróciłam do domu na ferie co nie sprzyjało unikaniu słodyczy no i miałam sporo sytuacji w których zajadałam gniew/smutek/stres słodyczami
* kupiłam ksylitol i używam do kawy (bo jak gotuję sama to i tak nie używam cukru )
- trening
* rozpisywanie treningów idzie całkiem nieźle o ile ćwiczę
* razem wyszło mi dwa tygodnie treningów więc nie jest źle, tylko ciężko się wraca po dłuższej przerwie
- zdjęć sylwetki nie robiłam bo i tak nie było postępów zacznę z tym od marca
- muszę przełożyć wizyty u lekarzy bo w systemie znowu wyskakuje że jestem nieubezpieczona (dłuuuuga historia) i trzeba to wyjaśnić
- zdałam wszystkie egzaminy i zaliczenia w sesji za pierwszym razem, i to nawet z niezłymi ocenami
- farby i barwniki zamówione, czekam na przesyłkę
- udało mi się przerobić część ciuchów które miały iść do przeróbki
- wzięłam udział w szkoleniu "Psychologia w dietetyce" (i było zajebiste )









 

 
Jeżeli na myśl o wstaniu z łóżka i ruszenia tyłka na zewnątrz żeby pozałatwiać to co mam do załatwienia chce mi się płakać to znaczy że jest ze mną źle.

Nie wiem czy te Walentynki jednak mnie dobiły, czy to stres przed audytem w pracy (na szczęście wszystko było ok), po raz n-ty wygrzebane wspomnienia z Damianem, zamartwianie się wyjazdem do Warszawy czy może wszystko naraz. Czułam się tak chujowo że miałam ochotę się rozpłakać, ewentualnie najebać lub poruchać żeby choć na chwilę o tym wszystkim zapomnieć. W dodatku zostawiłam kartę płatniczą w Tesco (zauważyłam to gdy chciałam kupić bilety w biletomacie będąc w Warszawie, na szczęście udało mi się ją odzyskać), nie mogłam ogarnąć przystanków w Warszawie (w przejściach pod Dworcem Centralnym można się nieźle pogubić a sam dworzec jest z pięć razy większy od tych w Łodzi). Ale jakoś wszystko ogarnęłam a wczoraj zmusiłam się i pozałatwiałam wszystko co trzeba.

W końcu nie mogę pozwolić żeby te spadki nastroju mnie hamowały. Staram się je zwalczać jak najszybciej i cieszyć się z tego co mi wychodzi. W końcu będę brać udział w wolontariacie i zdałam wszystkie egzaminy w sesji za pierwszym razem. Z żywienia dostałam 5 (nie spodziewałam się aż takiej oceny chociaż czułam że dobrze mi poszło) a z angielskiego 4, a biorąc pod uwagę fakt że na licencjacie nie miałam tyle medycznego słownictwa to jest to naprawdę dobry wynik. Szkoda tylko że rzuciłam w pizdu dietę i treningi no ale nie można mieć wszystkiego jak wrócę do Łodzi to będzie mi łatwiej odżywiać się "po swojemu" no i trzeba bujnąć cztery litery i wrócić do ćwiczeń.
  • awatar Amfitryta: Z facetem czy babka ?
  • awatar muskaryna: o matko od października? to weź idź prywatnie na badanie krwi w kierunku ciązy. to nie kosztuje chyba dużo, bo ja bym na twoim miejscu już dygała sie ze strachu
  • awatar muskaryna: może po prostu ci sie okres zbliża? ja tak mam ostatnimi czasy, co by sie nie dizało ja czuje sie jak gówno :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Wiem że to głupie ale... Zabolało. I będę teraz rozmyślać czy wstawił to tak po prostu czy z kimś świętował... I czy jest to ta Ukrainka z pracy czy jego przyjaciółka. Bo mam cholerne przeczucie że nie zostawił mnie "ot tak".


Czy to jest kolejna aluzja? Ale dzisiaj pół dnia był z kolegami i nawet nie wspomniał o spotkaniu... Nie wiem co mam o tym myśleć...

Także no, Walentynki spędzam tak

i mam wyjebane na wszystko
 

 

No dobra, mogę się już pochwalić swoimi planami

Jednak moje CV i list motywacyjny dały skutek bo dostałam maila z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną. A już myślałam że znowu nie będzie efektu. Wczoraj byłam na rozmowie i do środy mają dzwonić czy dostałam się do następnego etapu. Trochę się stresowałam ale jakoś to poszło. Tylko nie jestem do końca przekonana do tego miejsca bo poczytałam trochę opinii na necie i boję się że będę musiała wciskać ludziom suplementy a jestem temu przeciwna. Także jeśli się nie dostanę to chyba nie będę płakać z tego powodu

Znalazłam też ogłoszenie o naborze do wolontariatu. Początkowo miałam tego nie robić bo musiałabym jeździć do Warszawy ale jednak zdecydowałam że się zgłoszę. Wczoraj dostałam maila że się dostałam i w środę jadę do Wawy na spotkanie wprowadzające i szkolenie teoretyczne z prowadzenia warsztatów. Kiedyś uciekałabym na sam widok słów "prowadzenie warsztatów" ale stwierdziłam że trzeba się przełamać, no i w obecności przedszkolaków nie będę się tak stresować Razem z drugim wolontariuszem mam poprowadzić sześć warsztatów o zdrowym żywieniu, mamy też wziąć udział w spotkaniu edukacyjnym dla rodziców. Mam nadzieję że będzie to fajne doświadczenie zawodowe

Najlepsze jest to że nigdy nie byłam sama w Warszawie, a ogólnie ostatnio byłam tam w... pierwszej klasie podstawówki Ale skoro nie zginęłam w Łodzi to i w Warszawie nie powinnam zginąć
 

 

Artur napisał mi żebyśmy pozostali przy kumpelskich relacjach.

Nie żebym już coś do niego czuła, po prostu miałam nadzieję że lepiej się poznamy i coś może z tego być. Ale luzik, nic się nie stało. Tylko trochę chce mi się płakać. Ale cóż, żadna nowość dla mnie.

Napisałam mu że nie chcę żadnych relacji i żeby się ode mnie odwalił. Odpisał że wie że piszę pod wpływem emocji dlatego poczeka i nie odpowie na to. Heh, nie wiem co z nim zrobić. Zobaczę.

Wiem tylko że już w nic się nie zaangażuję, a jak znowu będę miała na coś nadzieję to najpierw pierdolnę się w swój pusty łeb. Im szybciej pogodzę się z tym że nikt mnie nie chce tym lepiej dla mnie. Muszę przestać się oszukiwać.

Chyba że będę znowu żyć nadzieją że Damian jednak zrozumie że źle wtedy zrobił ale to tak naprawdę oszukiwanie samej siebie. Chociaż parę dni temu napisał do mnie... Bo był chory i mu się nudziło. A idź pan w chuj... Także chyba nie mam na co liczyć. Napisał że "to że nam nie wyszło nie znaczy że mnie nie lubi" także no...

Wczoraj (a w sumie przedwczoraj) byłam na domówce u siostry współlokatorki a potem piłam z jakimiś gośćmi z polibudy (którzy też byli na tej imprezie) w ich akademiku. Tylko wcale nie czuję się lepiej. Ale mniejsza, przynajmniej nie zrobiłam nic głupiego. Teraz muszę się skupić na swoich planach którymi mam nadzieję już wkrótce się pochwalę.
  • awatar Pink Cadillac: dziewczyno! po co Ci związki? jesteś na studiach, baw się i korzystaj z życia! nic na siłę. odpowiedni facet sam się znajdzie i choćbyście się zapierali nogami i rękami i tak was będzie do siebie ciągnąć... a jak koleś taktuje Cię jak kogoś do popisania z nudów, OLEJ GO, NIE JEST CIEBIE WART!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kurde, może ja jestem przewrażliwiona i w ogóle ale krępuje mnie jak ktoś się przy mnie migdali. Nie irytuje, wkurza czy coś ale po prostu krępuje. Chyba że jestem pijana to jest mi wszystko jedno co ktoś obok robi.

Nieważne czy gdzieś w szkole, na ulicy, w akademiku czy gdziekolwiek. Jak jakaś para siedzi czy tam leży przytulona i gada to spoko luzik, ale jak już coś więcej się dzieje to po prostu źle się czuję. I nie jest to kwestia Przemka czy tego że jestem sama, bo nawet jak jestem w związku to takie coś mnie krępuje.

Dlatego jak Przemek siedzi u nas w pokoju (czyli jakieś 2-3 razy w tygodniu) to chowam się za laptopem, zajmuję swoimi sprawami i udaję że mam wyjebane. Tym bardziej że nie lubię czuć się jak piąte koło u wozu a wiem że chętnie by się mnie pozbyli, w końcu głupia nie jestem. Chyba że jestem w pracy albo w domu na weekend. Przynajmniej nie widzę co tam się dzieje tylko słyszę co mówią ewentualnie inne odgłosy.
  • awatar muskaryna: mam tak samo! chyba że jestem pijana to mogę się migdalić i mnie nie rusza. dzisiaj przed egzaminem nasza "koleżanka" z roku przyprowadziła sobie chłopaka. boże, jak momentami sie macali, czy chichrali to aż mi było głupio.
  • awatar Pink Cadillac: mnie z kolei krępuje migdalenie w obecności osób trzecich, no ale niektórzy się nie wstydzą jak widać. w końcu jakiś czas mieszkałam w akademiku więc rozumiem Cię. ja w takich sytuacjach dodatkowo zakładałam słuchawki :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- dieta
* kontynuować cele ze stycznia
* zrobić miesiąc bez słodyczy
* kupić ksylitol i używać go zamiast cukru (zwłaszcza do kawy)
- trening
* trzy razy w tygodniu robić trening brzucha z Mel B
* dwa razy w tygodniu biegać 20 minut, nawet ślimaczym tempem
* rozpisać sobie treningi z wyprzedzeniem biorąc pod uwagę zajęcia na uczelni, pracę i inne rzeczy
- co dwa tygodnie robić zdjęcia sylwetki w celu notowania postępów
- iść do ginekologa i wrócić do tabletek antykoncepcyjnych, mam też nadzieję że dostanę skierowanie na badanie hormonów. Chciałabym też zrobić kilka innych badań bo czuję że coś jest mocno nie tak z moim zdrowiem
- iść do okulisty na badanie wzroku bo nie byłam tam wieeeeki temu, nie licząc badań wstępnych do pracy zastanowię się też nad nowymi okularami
- zdać resztę egzaminów na uczelni
- dokupić kilka farb i wrócić do malowania koszulek
- przerobić ciuchy które odłożyłam do przerobienia
- iść na szkolenie "Psychologia w dietetyce"
http://b3.pinger.pl/d6b61502f9d7b0f13367a5262dfd082c/1.png

http://b3.pinger.pl/7872bfe29dd1c945dc92c5ffb788ebaf/2.jpg

http://b2.pinger.pl/eff933e83d77d543d0c8bfe26b425c5c/3.jpg

http://b4.pinger.pl/056155d37e2b919e4d8d0e0ee4c7c159/4.jpg

http://b2.pinger.pl/66e7d3074e7ad5f5befa22e11aecf35d/5.jpg
  • awatar Salute, new me is comin ♛: Powodzenia! Będę trzymać kciuki, jedziesz mała! :D
  • awatar muskaryna: @ no ja sama wiem ile te oceny kosztowały mnie męki, nieprzespanych nocy i wszystkiego, także tak, nie nadaję się ;D a jesteś przekonana do tabletek? czy to w ramach regulacji hormonow?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cele, plany i postanowienia na styczeń
http://kapibarka.pinger.pl/m/27000792

Wzrost - 171 cm
Waga - 70,4 kg
Biust - 93 cm
Pod biustem - 76 cm
Talia - 74 cm
Biodra - 103 cm
Udo - 58 cm
Łydka - 41 cm

Podsumowanie celów:
- dieta
* unikanie kanapek pracowniczych szło mi dobrze, jednak pod koniec miesiąca wymiękłam i parę razy jadłam w pracy tym bardziej że ostatnio mam straszną ochotę na tłuste. Tak, tłuste. I myślę z czego to może wynikać
* tylko raz kupiłam czekoladę chociaż zdarzyło mi się jeść słodycze od kogoś
- mam upatrzonych kilka blenderów, myślę że niedługo wybiorę się na zakupy
- ćwiczenia
* udało mi się zrobić około 10 treningów brzucha z Mel B
* śnieg niezbyt zachęcał do biegania, ale raz wyruszyłam na bieganie i nie było najgorzej, musiałam tylko uważać żeby się nie poślizgnąć teraz pogoda jest lepsza
- ważę 70,4 kg więc spadło około 1,5 kg. Zapewne to tylko woda a nie tłuszcz ale od czegoś trzeba zacząć
- zrobiłam przegląd szafy i wiem które ciuchy chcę sprzedać, tylko muszę zrobić im porządne zdjęcia i wystawić na sprzedaż
- powoli zużywam zalegające w szafce kosmetyki
- wróciłam do noszenia kolczyków, z wyjątkiem dni gdy po 4-5 godzinach snu nie chciało mi się kombinować co założyć
- jak na razie zdaję wszystkie egzaminy i kolokwia
http://b4.pinger.pl/5f7c92f1d7a20f8282ee2365f0dad382/10.png

http://b2.pinger.pl/ceb8e54fcf35741bf3867a494948c4bd/7.jpg

http://b2.pinger.pl/65d87a200923ed5a59c221f070c51dec/8.jpg

http://b3.pinger.pl/d639fbf3b6ccd845575ecc1a557ea4f7/9.jpg

http://b3.pinger.pl/c9840888cf0e291f0ba6ddde833a2290/6.jpg
  • awatar muskaryna: gratuluję kolokwiów :* A odnośnie kolczyków nie myślałas o takich typowo uniwersalnych kuleczkach? Ja kupiłam chyba 20 par w sinsayu za 10zł i zmieniam je jak się mi znudza/zgubią :D
  • awatar Salute, new me is comin ♛: No i ładnie, powolutku do celu :D też robię brzuszek z Mel B. ; ) A ja do sprzedaży ubrań jakoś nie mogę się zmotywować, a jak już to brak chętnych do kupna XD I brawo za egzaminy i kolokwia! Powodzenia dalej :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wiem że to chamskie.
Wredne.
I w ogóle.
Ale...
Moja współlokatorka nie zdała egzaminu z fizjologii żywienia.
A ja tak
Na 4+
Będąc po dwóch godzinach snu.
I mam z tego powodu dziką satysfakcję
Wiem, nie powinnam się cieszyć z cudzego nieszczęścia, zresztą rzadko to robię, ale nie umiem sobie odmówić tej przyjemności
  • awatar AdoringLove: Brawo !
  • awatar Hortie.: To chyba bardziej cieszysz się swoim szczęściem, a nie kogoś nieszczęściem xD a tu już całkiem normalne :)
  • awatar Salute, new me is comin ♛: Ja tak samo wrednie myślałam po maturze, w ciągu 3 dni spałam może łącznie z 4 godziny, wszyscy gadali jacy to nie są przygotowani itd, ja podeszłam na wyjebce i miałam jedne z najlepszych wyników xD więc znam te uczucie :D No i gratuluję :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ok, ochłonęłam.

Znalazłam inne ogłoszenie, moim zdaniem lepsze od tamtego, tylko muszę napisać list motywacyjny. Oczywiście pisanie o sobie w pozytywny sposób jest dla mnie naprawdę "łatwe" no ale muszę jakoś przez to przebrnąć. Jeśli to nie wypali to szukam innych ogłoszeń. W końcu muszę być twarda prawda?

Najbardziej w tej sprawie wkurzyło mnie to że znowu trafiło na moją współlokatorkę. Pewnie z kilkadziesiąt osób wysłało CV i bach! Akurat ona się dostała. Na roku mamy ponad czterdzieści dziewczyn i co? Przemek musiał być akurat z nią! Czasami mam wrażenie że to jest jakaś wyjątkowa złośliwość losu...

Jeszcze przez Przemka prawie zjebała się sprawa z Arturem... Gdy na urodzinach Adama siedzieliśmy w pokoju to jakiś czas drzemaliśmy w łóżku jego współlokatora. Nie chcieliśmy zostać tam całą noc, po prostu się zdrzemnęliśmy. Później do pokoju wpadł właściciel łóżka i był z kimś ale nie pamiętam kim no i się zmyliśmy. Rozmawiałam później z nim, wyjaśniłam całą sytuację i przeprosiłam bo było mi głupio że tak wyszło. Gadałam z Arturem ostatnio o tej imprezie i okazało się że to on mu towarzyszył! I widział mnie i Przemka, ale nie wiedział że to ja.

Zrobiło mi się strasznie głupio bo pewnie pomyślał że do każdego się tak kleję, jeszcze napisał że był zły i smutny że okazało się że to ja... Chciał nawet zrezygnować z naszej znajomości. Heh, może tak byłoby łatwiej? Nie musiałabym się głowić co dalej z tym wszystkim i żyłabym sobie dalej swoim singielskim życiem? I nie myślałam że ta jedna głupia sytuacja wywoła taką lawinę zdarzeń...

No ale piszemy ze sobą, byłam już z nim na kawie (pierwszy raz byłam z kimś na kawie!), w środę byliśmy grupą w klubie, dawno się tak nie wytańczyłam a Przemek nie omieszkał oznaczyć mnie na zdjęciu xD Szkoda że swojego nie oznaczył A w piątek pół dnia siedzieliśmy u Artura na mieszkaniu. Ogólnie uznaliśmy że spotykamy się po kumpelsku i staramy się trzymać dystans. No właśnie, staramy Różnie nam to idzie no ale trzeba się najpierw lepiej poznać i zobaczymy jak to się potoczy. Jak na razie dobrze mi się z nim gada ale muszę przemyśleć wiele rzeczy zanim zdecyduje się wpakować w jakikolwiek związek.

W ogóle to Damian polubił nasze zdjęcie z klubu o.O I co ja mam o tym myśleć?
  • awatar Poznaje życie: nie możesz się poddawać nawet na sekundę, no proszę Cię gdzie Twoja pewność siebie ? :P ładnie wyszłaś na zdjęciu :)
  • awatar muskaryna: ponoć powiedział, ale ja tam nie wiem, nie ogarnęłam czy to on do końca, bo słońce mi jebało w oczy, a ja sie śpieszyłam :v zresztą słuchawki miałam na uszach. Te ostatnie akapity to były o Przemku? Że z nim się starasz trzymać dystans, ale nie wychodzi, czy o Arturze? Zgubiłam się :(
  • awatar Amfitryta: Damian szuka zaczepki....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Fuck this shit.

Wysłałam w tamten weekend CV do firmy cateringowej bo znalazłam ogłoszenie na fb. Pisanie tekstów na fanpejdża i takie tam, ale związane z dietetyką więc wiadomo, zawsze jakieś doświadczenie. Zrobiłam ładne CV, no piękne po prostu i byłam z siebie zajebiście dumna.

W pon zadzwonili ale nic konkretnego nie powiedzieli, mieli odezwać się następnego dnia w sprawie rozmowy kwalifikacyjnej. Nie zrobili tego no i miałam do nich zadzwonić z pytaniem czy to w ogóle aktualne... No ale oczywiście zbierałam się i się nie zebrałam. Napisałam tylko maila wczoraj licząc że to coś da.

Wróciłam dzisiaj z pracy i co się dowiaduję? Moja współlokatorka też wysłała do nich CV... I w czwartek idzie na rozmowę kwalifikacyjną.

Chce mi się ryczeć bo znowu zjebałam sprawę. Czyli odcinek numer 24223536 z serii "znowu jestem gorsza" i 3463768 z serii "Kapibarka zjebała bo nie zadzwoniła". Miałam taki dobry humor bo miałam iść jutro do klubu a wcześniej spotkać się z Arturem i wszystko poszło się jebać.

Najchętniej schowałabym się pod kołdrę i płakała no ale przy współlokatorce nie mogę...
  • awatar muskaryna: a ona wiedziała, że tam składasz?
  • awatar araptorus: jakaś chora rywalizacja, musi być niezłą pindą że chce tego co ty.
  • awatar No Way.: nie martw się. u mnie, na jakieś 200 wysłanych cv, odezwały się może ze 4 osoby.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Akurat gdy zaczyna się sesja moje życie towarzyskie się rozkręca W tamten weekend byłam u koleżanki z innego akademika na kartach, była też współlokatorka i Przemek. Piliśmy piwa i ogólnie było wesoło. W sobotę mieliśmy iść do klubu i u tej samej koleżanki był before... Ale współlokatorka się najebała, trochę wymiotowała no i z wyjścia nici

Ponieważ Przemek nocował w naszym pokoju w piątek a w sobotę wszyscy nocowaliśmy u koleżanki to po takim maratonie mam wyjebane zarówno na niego jak i jego związek

Napisałam do Artura czy nie chce wybrać się z nami do klubu ale nie mógł bo musiał kuć na egzamin z chemii organicznej ale od tej pory piszemy właściwie na okrągło i całkiem dobrze mi się z nim gada i był na tyle miły że wkręcił mnie na imprezę w akademiku jego kolega który mieszka dwa pokoje ode mnie oblewał obronę magisterki

W ogóle w piątek byłam w pracy do trzeciej rano, po dwóch godzinach snu pojechałam na egzamin, poszłam na ćwiczenia, wróciłam, poszłam spać i po obudzeniu ogarniałam się na imprezę wypiłam sporo ale na szczęście obyło się bez wiszenia nad kiblem

W ramach niekomplikowania sobie życia uczuciowego całowałam się z Arturem. I spaliśmy półnago w moim łóżku (na szczęście współlokatorka pojechała do domu). Brawo ja. A historia z Przemkiem chyba będzie mi się odbijać do końca studiów. Ale to już temat na osobny wpis bo sytuacja pojebała się jeszcze bardziej.
  • awatar Amfitryta: Spoko ... taka już chyba nasza natura, że uwielbiamy sobie komplikować. Co do wiszenia nad kiblem - im więcej mam problemów, tym słabsze hamulce. Jak zacznę pić w takiej sytuacji robię się obojętna i jest mi wszystko jedno. Na drugi dzień pluję sobie w brodę. Czekaj ... jest na to określenie fachowe chyba - głupota.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie wierzę. Normalnie nie wierzę.

Moja współlokatorka jest z Przemkiem.

Telenowela, po prostu telenowela.

Nie mam pojęcia co o tym myśleć.

Przynajmniej już wiem dlaczego byli razem na Sylwestrze i dlaczego nocował w jej łóżku.

W sumie czułam że jakaś chemia jest między nimi ale uznałam że nic z tego bo, moim zdaniem, do siebie nie pasują. A tu proszę.

Właściwie to mam na to wyjebane (chyba) tylko wkurzyły mnie dwie rzeczy... Pierwsza to taka że pewnie będę widywać Przemka częściej niż zwykle. Nie żeby jego obecność mi przeszkadzała ale nie cieszy mnie ta perspektywa. Druga to taka że mówił że nie kręci z koleżankami z roku bla bla bla... A ja "uwielbiam" ludzi którzy jedno mówią a drugie robią. Ok, cała ta sytuacja z nim była głupia bo tak naprawdę chciałam zapomnieć o Damianie, ale skoro nie chciał wychodzić poza koleżeństwo to mógł chociaż nie kłamać albo nie być hipokrytą.

Że też ja zawsze muszę się pakować w takie pojebane sytuacje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

W naszej ostatniej rozmowie Pan Pedagog napisał mi że nie doceniał mnie i chyba już zawsze będzie mnie kochał. Fuck, szkoda że dopiero po rozstaniu to sobie uświadomił.

Damian napisał do mnie w Wigilię z życzeniami świątecznymi. Nie spodziewałam się tego ale oczywiście pół dnia miałam banana na ryju z tego powodu. Sama miałam napisać mu życzenia ale po południu no i nawet nie liczyłam na odpowiedź z jego strony. W trakcie rozmowy przyznał że rzucił pracę, dwa tygodnie ćpał z kolegami a mama ściągnęła go do domu kilka dni przed Wigilią (gdy jeszcze się spotykaliśmy to powiedział że po liceum miał okres gdzie często ćpał ale udało mu się z tym skończyć. Widzę że jednak nie do końca). Oraz że czuje się zerem i prawie z nikim nie ma kontaktu. Oferowałam mu swoją pomoc ale napisał że nie chce z nikim rozmawiać (i żebym nie brała tego do siebie) oraz że "chyba za wszelką cenę chcę pomagać ale tak się czasami nie da". Odpisałam tylko że nadal mi zależy i że będę czekać... W Sylwestra też napisał z życzeniami i że pozdrawia z klubu... Oczywiście od razu przypomniały mi się nasze imprezy tam...

W drugi dzień świąt spotkałam się z W. Po seksie siedzieliśmy wtuleni w siebie i rozmawialiśmy. Znowu powiedział mi że fajna ze mnie dziewczyna i zmieniłam się ale na lepsze... I spytał czy myślałam o tym żeby wrócić do siebie o.O ale odniosłam wrażenie że chodzi o to żeby nasze spotkania były bardziej "oficjalne" (bo niewiele osób wie o tym że się spotykamy) a ich charakter niewiele by się zmienił. Więc ciężko mi powiedzieć jaki jest jego motyw. Muszę o to spytać przy jakiejś okazji.

Ja tego wszystkiego nie ogarniam. Nagle wszyscy zdali sobie sprawę z tego że mnie nie doceniali i jestem wspaniałą dziewczyną. A ktoś z kim chciałam (chcę?) być i na kim mi zależy nie chce mnie. Dlaczego tak jest, kurwa, dlaczego? To jest niesprawiedliwe...

Boję się że W. serio chce do mnie wrócić. I że w pewnym momencie stwierdzę że ja też tego chcę. Bo tak jest... Bezpieczniej? Bo dość dobrze go znam i wiem czego mniej więcej się po nim spodziewać? I czuję się przy nim swobodnie?

Boję się że kocham Damiana. I że nie będzie chciał odnowić kontaktu. I że nie będę umiała wybić go sobie z głowy. Dałam radę przestać kochać B. ale gdy depresja minęła miałam jeszcze nadzieję że spotkam kogoś kogo będę umiała tak pokochać. Teraz już nie mam tej nadziei. Nie chcę nikogo innego, chcę Damiana. Mimo sposobu w jaki zakończył naszą znajomość i mimo tego że obiecałam sobie "nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki" byłabym w stanie dać mu drugą szansę. Gdyby chciał takową dostać... To chyba musi coś znaczyć...


Z ostatniej chwili: D. się dzisiaj do mnie odezwał. A już myślałam że obraził się na dobre o.O
 

 
- dieta:
* jeśli najdzie mnie ochota na czekoladę to zamiast czekolad mlecznych i nadziewanych kupować czekoladę gorzką lub orzechy/nasiona/suszone owoce
* brać jedzenie do pracy, korzystać z kanapek pracowniczych tylko w wyjątkowych sytuacjach
* za każdym razem gdy powstrzymam się od kupienia czekolady/słodyczy/kanapki pracowniczej wrzucić 3 zł do specjalnej skarbonki, a jak uzbiera się większa suma to kupić sobie coś fajnego
* poszukać fajnego i taniego blendera
- ćwiczenia
* trzy razy w tygodniu robić trening brzucha z Mel B
* dwa razy w tygodniu biegać 20 minut, nawet ślimaczym tempem
- zużyć kosmetyki (balsamy, kremy itp.) które zalegają w szafce
- zejść do wagi 70 kg, czyli zrzucić około 1,5-2 kg
- zrobić przegląd szafy, rzeczy w których na 99% nie będę chodzić wystawić na Vinted
- nosić kolczyki, odzwyczaiłam się od tego i notorycznie o nich zapominam, jeszcze trochę i mi dziurki w uszach zarosną
- zdać styczniowe egzaminy i kolokwia za pierwszym podejściem









  • awatar Amfitryta: Jeśli chodzi Ci o blender taki ręczny, to polecam z Lidla. Raz na jakiś czas wrzucają z Silvercresta i są na prawdę dobre. Tylko pamiętaj żeby miał metalową końcówkę.
  • awatar black5775: Fajne postanowienia, ja też robię listy miesięczne a czasami nawet tygodniowe ale nie wszystko umieszczam na blogu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- schudnąć co najmniej 10 kg (wieeeem, już trzeci rok z rzędu to wstawiam )
- ogarnąć dietę (na początek muszę odstawić słodycze i nie jeść ciągle Subway'owych kanapek w pracy, potem zobaczymy)
- ćwiczyć (na początek ćwiczenia na brzuch i nogi z Mel B, zabrać się porządnie za bieganie)
- wrócić do antykoncepcji hormonalnej, iść do ginekologa po skierowanie na badanie hormonów bo jestem przekonana że coś jest z nimi nie tak
- iść do okulisty zbadać wzrok i chyba ogarnę nowe oprawki i szkła (ogólnie mam wadę wzroku na prawe oko i nosiłam okulary od przedszkola, ale w ostatnich latach zaniedbałam tą kwestię. Głównie dlatego że lewym okiem dobrze widzę więc nie utrudnia mi to życia )
- oddać krew i zarejestrować się jako dawca szpiku
- zrobić porządki w szafie, ciuchy które przestały mi się podobać i których nie noszę wystawić na sprzedaż a odłożone do przeróbki przerobić. Za kasę ze sprzedanych ciuchów kupić sobie parę fajnych rzeczy
- brać w udział w szkoleniach, zarówno tych darmowych (Biuro Karier, Młodzi w Łodzi i inne) oraz tych związanych z dietetyką ale płatnych i organizowanych przez centra szkoleniowe (mam już upatrzone dwa. Podoba mi się też wiele innych ale muszę je dobierać rozsądnie bo kasa). Chciałabym też wziąć udział w konferencji jak w listopadzie zeszłego roku

Opcjonalnie:
- kupić jakiś fajny i tani samochód (ale najpierw przeanalizuję czy będzie mi potrzebny, na wakacje by się przydał ale jak wrócę do Łodzi to już nie będę go tak często używać... I czy ewentualnie dam radę go utrzymać)
- wybrać się na Woodstock (kolega z akademika tam jeździł więc może uda mi się zakręcić wokół jego ekipy )

To jest to co przychodzi mi do głowy w pierwszej chwili. Chyba będę robić miesięczne listy z konkretnymi i krótkoterminowymi celami. I myślę że wrócę do podsumowań miesiąca, tylko w nieco innej formie

 

 

Z Sylwestrem wyszło tak że przespałam północ i ogólnie prawie całą imprezę przespałam w swoim łóżku. Impreza była na korytarzu akademika, na ponad 50 osób, ze znajomych miałam tylko Adama i jego współlokatora, część osób znałam z widzenia a reszty w ogóle nie znałam. Na początku było trochę sztywno ale jak wypiłam parę kolejek to zaczęłam gadać z kolesiem siedzącym obok. Takie tam pierdoły typu co studiuje, czy jest z akademika czy "z zewnątrz" itp. Potem z jego kolegą poszliśmy na klatkę schodową bo chciał zapalić. No i ja też się skusiłam na papierosa. Wróciliśmy, piliśmy dalej, a w międzyczasie skusiłam się jeszcze na tabakę. Znowu piliśmy z ludźmi dookoła i w pewnym momencie powiedziałam że idę do łazienki bo poczułam parcie na pęcherz. Wszystko spoko fajnie ale mój żołądek zaczął się buntować no i z opuszczenia łazienki nici. Nie mam pojęcia ile wisiałam na kiblu ale w pewnym momencie usłyszałam swoje imię i nadal wisząc na kiblu otworzyłam drzwi. Okazało się że to Artur (ten z którym paliłam). Szukał mnie bo zauważył że długo mnie nie ma, ktoś mu powiedział że poszłam do łazienki no i tak mnie znalazł. Chciał mnie stamtąd zgarnąć ale zaczęłam rzygać. Na szczęście długo to nie trwało, udało mi się wstać i odprowadził mnie do pokoju. Zajebisty początek znajomości, nie ma co. Położyłam się do łóżka, Artur upewnił się że wszystko ok, zapobiegawczo postawił wiadro koło łóżka i się zmył.

Gdy pierwszy raz się obudziłam zauważyłam że w pokoju jest moja współlokatorka (była na imprezie w innym akademiku) i Przemek (swoją drogą to też ciekawa historia). Nie wiem po co byli w pokoju ale długo nie byli. O co chodzi z Przemkiem? Przed imprezą siedzę ze współlokatorką w pokoju, ona już wyszykowana bo niedługo miała iść, ja nieumalowana i z ręcznikiem na głowie a tu do pokoju wchodzi nie kto inny jak on. Ja zrobiłam wielkie oczy bo przecież mówił że jedzie do Poznania na Sylwestra. No i okazało się że współlokatorka idzie na imprezę z nim. Nie mam pojęcia z jakiej paki, muszę ją o to zapytać.

Gdy obudziłam się po raz drugi było koło godziny pierwszej a w pokoju tym razem był Artur. Zapytał jak się czuję i zasugerował żebym zamknęła pokój. Odpowiedziałam że nie mogę bo moja współlokatorka wróci i nie będzie mogła wejść. Posiedział chwilę na łóżku i spytał czy może się położyć obok a ja powiedziałam że nie ma problemu. Przytulił się do mnie i głaskał mnie po włosach. I chyba powiedział że mnie kocha, ale mam nadzieję że się przesłyszałam.

Gdy obudziłam się po raz trzeci w pokoju znowu była współlokatorka z Przemkiem. Piąte przez dziesiąte widziałam jak idzie się przebrać do "łazienkokuchni" (czyli po prostu części pokoju z umywalką vel rzygownikiem), kładzie się do swojego łóżka a Przemek (uwaga, uwaga) razem z nią. Ogólnie budziłam się jeszcze parę razy bo muzyka grała na full (do jakiejś 10 rano) i musiałam co jakiś czas przekręcić się na drugi bok mając na uwadze fakt że nie jestem sama w łóżku. Jak nie spałam to słyszałam pojedyncze słowa i urywki zdań dochodzących z łóżka współlokatorki. Swoją drogą miałam z nich niezłą bekę I ciekawe czy też będzie miał kaca moralnego po tym noclegu. Bardzo mnie to ciekawi.

Koło 8 rano obudziłam się na dobre, Artur też i jak zgarnął swoje rzeczy to odprowadziłam go do klatki schodowej, dostałam buziaka w policzek a wcześniej poprosił o numer telefonu. Koło południa napisał z pytaniem jak się czuję i podziękował za nocleg. Mam nadzieję że nie będzie do mnie zarywał czy coś, wolę nie komplikować sobie życia uczuciowego jeszcze bardziej i znowu mieć wyrzutów sumienia bo dałam komuś kosza. No i zwyczajnie mi wstyd że widział mnie w takim stanie.
 

 
http://kapibarka.pinger.pl/m/22973889

W 2015 roku udało mi się zrobić dwie ważne rzeczy: zdać prawo jazdy i wyprowadzić się do akademika. Były to rzeczy na których bardzo mi zależało i jestem szczęśliwa że udało się to zrobić.

Resztę planów udało się wypełnić częściowo lub sprawy potoczyły się nie do końca tak jak chciałam (np. kwestia praktyk). Muszę popracować jeszcze nad kwestią diety, ćwiczeń, wyglądu i ubioru bo nadal zdarzają się potknięcia i upadki.

Pod względem uczuciowym ten rok był porażką... Zakończyłam związek z Panem Pedagogiem, co wtedy nie było dla mnie łatwą decyzją ale uważam że dobrze zrobiłam. Boli tylko kolejny nieudany związek... W wakacje poznałam Damiana i naprawdę miałam poczucie że tym razem może się udać... Czułam się jakbym poznała bratnią duszę, a rzadko zdarza mi się coś takiego. Jak się skończyło - wszyscy wiedzą. I mimo że mam nadzieję że uda się wznowić kontakt to nie mam ochoty na pakowanie się w kolejne relacje damsko-męskie i komplikowanie sobie życia uczuciowego. Obecny bałagan mi wystarczy.

Skoro nie wychodzi mi z facetami to skupię się na studiach, samorozwoju, wyglądzie oraz będę szukać okazji do łapania doświadczenia w zawodzie. I oby udało się zrobić to co sobie postanowię
  • awatar Barbie ♥: Ja wierzę, że każdy znajdzie kogoś dla siebie i mam nadzieję, że z Tobą też tak będzie :). Życzę powodzenia i duuużo szczęścia w nowym roku ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Jeżeli moja współlokatorka zauważa że jestem w dobrym humorze i pyta o przyczynę to znaczy że naprawdę coś jest na rzeczy no ale przecież nie powiem że miałam zajebisty seks ze swoim byłym więc powiedziałam że jakoś tak mam od jakiegoś czasu

Zresztą w sumie to prawda, o dziwo od dłuższego czasu mam dobry nastrój i chęć do działania. Małym minusem jest fakt że dużo śpię (prawie zaspałam na zajęcia o 9.45 w piątek, brawo ja), znowu wyjebało mi krosty na pół twarzy a dzisiaj muszę jeszcze dokończyć dwie prezentacje i naukę na jutrzejszy egzamin.

Ale nie jest źle, mogłam się wyżyć seksualnie więc do szczęścia brakuje mi tylko porządnej dawki napojów alkoholowych niedługo przerwa świąteczna więc w końcu spotkam się z P. na dłużej niż parę minut i może w końcu pójdziemy się napić i oby udało się ogarnąć jakiegoś fajnego Sylwestra. A potem będzie karnawał
  • awatar muskaryna: tlyko na wolontariat trzeba mieć czas. i nie być takim aspołecznym. a ja nie spełniam ani jednego z tych kryteriów. ja ostatnio nie mam czasu nawet jeść, nie mówiąc o spaniu, a co dopiero na wolonatairat. i chyba mam "zbyt miękka skórę" na takie coś. jak ja sie potrafie poryczec oglądając dokuemnt w tv
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Mogłam się spodziewać takiego obrotu spraw z Przemkiem.

W czwartek wieczorem byłam w pracy, chwilowo nie miałam co robić więc siedziałam sobie na zapleczu i wtedy napisał Przemek. Z pytaniem czy może zabrać osobę towarzyszącą. Nie robiłam problemu bo Adam miał zabrać swoją dziewczynę (ostatecznie nie mogła przyjść), ale zaniepokoiło mnie to że nie chciał powiedzieć kto to i ogólnie robił wielką tajemnicę z tego. Coś mi mówiło że przyprowadzi jakąś laskę, do tego ładną szczupłą itp. No i się nie pomyliłam. Jeszcze pół posiadówy a to ją łapał za kolano a to o czymś gadali po cichu itp. Niby koleżanka z kursu tańca. Ja pierdolę. Dobrze że byłam po kilku(nastu) kolejkach i miałam wtedy wyjebane. Później wyszło tak że mijaliśmy się na korytarzu pomiędzy toaletą a naszym pokojem i zamieniliśmy kilka słów na osobności. Powiedział że nie kręci z koleżankami z roku bo parę razy się na tym przejechał (dowiedziałam się później że jego była jest z nami na roku), że jestem spoko, możemy się kolegować itp. Nie no, super, przynajmniej w końcu powiedział to wprost. Potem on z tą laską poszli do klubu, koleżanka też się zwinęła, współlokatorka poszła spać a ja odprowadziłam Adama do pokoju i trochę u niego posiedziałam. Jak wracałam to tak mnie zemdliło że wylądowałam w toalecie. Nie wiem ile czasu tuliłam kibel ale nie miałam siły wstać, jeszcze byłam załamana i prawie płakałam. I rzygałam aż mi nosem poszło. Cholera, do tej pory jeden jedyny raz wymiotowałam po alkoholu. Co za wstyd, dobrze że nikt tego nie widział. Doczłapałam się jakoś do pokoju i poszłam spać.

Następnego dnia do południa leżałam w łóżku bo żołądek nadal dawał o sobie znać, ale na szczęście mnie przeszło. Tym bardziej że W. skończył wcześniej zajęcia i przyjechał mnie odwiedzić w akademiku. A współlokatorki nie było jakiś czas także wiecie... Od razu mi się humor poprawił

W sobotę była większa impreza bo współlokatorka zaprosiła sporo więcej osób. Na szczęście Przemek przyszedł sam. Trochę "siłą" wyciągnęłam go na korytarz żeby pogadać. Byłam ciekawa po co przyprowadził tą dziewczynę na moje urodziny. Niby miał "kaca moralnego" po tym noclegu i dlatego że zinterpretowałam to bardziej niż powinnam a on nieraz tak nocował (fuck, wiedziałam) i głupio mu było przyjść samemu. Spoko fajnie, tylko mógł to wszystko rozwiązać inaczej. Ja piątkową sytuację odebrałam jako oscentacyjne pokazanie że to wszystko nic nie znaczyło. Jak wróciliśmy to mnie unikał, tańczył z moją współlokatorką i z koleżanką a ze mną już nie. Spoko, łaski bez. Adam uważa go za cwaniaka który sam nie wie czego chce i niby chciałby się z kimś spotykać ale szybko traci zainteresowanie i tak w kółko. Chyba coś w tym jest. Poza tym nie lubię facetów otoczonych wianuszkiem koleżanek. Nie i chuj, nie po doświadczeniach z B. W niedzielę też miałam wrażenie że mnie unika bo wpadł do nas do pokoju żeby oddać współlokatorce legitymację i gadał głównie z nią i naszą koleżanką bo też była.

Od tej pory nie piszę do niego, on do mnie też nie, a na uczelni widzieliśmy się może raz. I w sumie mam wyjebane na to wszystko, przeszło mi już. W sumie bardziej niż to martwi mnie fakt że pewnie wyszłam na desperatkę ganiającą za facetami a ja nie uważam żebym się tak zachowywała. I współlokatorka i Adam pierdolili mi o tym że dziewczyna powinna być niedostępna. Nosz kurwa, czy ja jestem dostępna czy nie to i tak mi nie wychodzi więc mam wyjebane i nie będę się bawiła w jakieś durne gierki. Zresztą i tak zostanę starą panną, znaczy kobietą silną i niezależną.

Głupio mi jeszcze bo przez chwilę słabości napisałam do Damiana że za nim tęsknię. Oczywiście przeczytał, ale nie odpisał. Pięknie. W sumie Przemek był chyba bardziej po to żeby odciągnąć swoje myśli od niego, a że się skończyło to znowu tęsknię za Damianem... Kurwa. Nie wiem co zrobić żeby przestać...
  • awatar ~ no more destruction ~: @black5775: Dokładnie, też tak uważam :) Odpocznij sobie!
  • awatar Amfitryta: Nie no ja to wszystko pamiętam. Ale skoro teraz jest inaczej i dobrze się rozumiecie w pewnych kwestiach to może dałoby się zbudować coś więcej ??? :)
  • awatar Amfitryta: A ja mam tylko pytanie ... jedna rzecz mi nie daje spokoju .... dlaczego nie jesteś z W. ???
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›