• Wpisów:730
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 17:15
  • Licznik odwiedzin:59 372 / 2486 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

" (...)Nie wierzę mu jak mówi że jestem piękna, wspaniała, że mnie nie zawiedzie i postara się żebym nie płakała przez niego, że damy razem radę i kiedyś zamieszkamy ze sobą..."

Znalazłam to w poprzednich wpisach o Damianie i stonowałam swój entuzjazm. Bądź rozsądna, bądź rozsądna, bądź rozsądna... Nie uzależniaj swojej motywacji od innych bo się na tym przejedziesz. Tym razem może się udać ale też nie musi, pamiętaj o tym. Nie daj znowu złamać sobie serca. Hormony ci szaleją ale to jeszcze nic nie znaczy.

Czuję się trochę jak na huśtawce. Raz cieszę ryja jak głupia i jestem pełna optymizmu a raz panikuję że może ja to wszystko nadinterpretuję? Może ma koleżanek na pęczki a takie "noclegi" to norma? Nie znam go i większości ludzi z roku, nie wiem jakie są między nimi relacje i jak było w poprzednich latach, a na kilkadziesiąt osób jest kilku chłopaków więc wiadomo... Przy odpowiedniej bajerze wianuszek dziewczyn gwarantowany.

W piątek robię małą posiadówę z okazji urodzin a współlokatorka w sobotę imprezę urodzinową. Przemek będzie na obu. Zobaczę jak będzie wtedy, tym bardziej że będę w gronie znajomych i będę się czuć pewniej, tym bardziej po alkoholu Bo przy ludziach z roku jakoś zaczęłam się krępować z nim gadać czy coś, mam wrażenie że zaraz coś zauważą i będą gadać. Zobaczę jak będzie się zachowywał.

Nie pisałam do Damiana ostatnio więc się nie odzywa, nawet jak widzę że jest aktywny na fb. Kij mu w oko. Kurwa. Będzie dobrze jeśli będę jeszcze w stanie zaufać jakiemuś facetowi.
 

 

No to się wpakowałam xD

W czwartek wybrałam się do klubu studenckiego ze współlokatorką i jej koleżankami, no i miał być też Przemek z kolegą tańczyłam z jego kolegą ale namówiłam go na odbijanego i potem tańczyłam z Przemkiem mam nadzieję że nie załamał się kompletnie moim brakiem umiejętności tanecznych, chociaż twierdzi że radziłam sobie lepiej od niego Pod koniec imprezy potowarzyszyłam im przy paleniu papierosów a potem odprowadziłam ich na przystanek. Jako że nie brałam płaszcza ani nic (klub jest w budynku mojego akademika) to dostałam od Przemka kurtkę żebym nie zmarzła <3 do pokoju wróciłam po trzeciej gdy zazwyczaj o pierwszej miałam dosyć imprezy A wczoraj napisał z pytaniem czy się nie przeziębiłam (oddałam mu kurtkę chociaż trochę protestował) i trochę popisaliśmy. No i od wtorku, czyli tej imprezy urodzinowej chodzę i cieszę ryja jak głupia

Jak nic skończy się to płaczem ale jest mi tak fajnie że chciałabym żeby to trwało wiecznie Mam powera do działania, odbicie w lustrze już nie wkurwia, wzięłam się za naukę i nawet grzywka mi się ułożyła Oczywiście współlokatorka ma ze mnie pompę i pewnie niedługo wszyscy zauważą że coś się święci no ale trudno może przynajmniej ogarnę w tym czasie parę istotnych rzeczy w moim życiu
  • awatar cryforthemoon: Nawet takie chwile są ważne, bo potrafią przynajmniej przez pewien czas poprawić zdecydowanie humor ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Jednak rżnięcie poprawiło mi humor i (trochę) samoocenę Szkoda tylko że jak W. odwoził mnie na stację to złapał 8 punktów karnych i trzy stówy mandatu za przekroczenie prędkości

W sobotę dostałam sporo życzeń. Nawet B. złożył mi życzenia! Ok, co prawda w jego stylu, grumpy cat z podpisem "wszystkiego najgorszego" no ale były A i tak cały dzień czekałam żeby Damian cokolwiek napisał. I nic... Głupia narobiłam sobie nadziei bo polubił piosenkę którą wstawiłam na fb...

Ale napisałam do niego. Odpisał. Wymieniliśmy kilka wiadomości bo znowu dużo pracuje... Ciekawe jak to się dalej potoczy.

Wczorajsze urodziny kolegi z roku zaliczam do udanych, chociaż na początku było drętwo, właściwie nie znaliśmy jego znajomych więc siedziałam ze współlokatorką i Przemkiem (kolejnym kolegą roku). Wiedziałam że porządne picie poprawi mi nastrój I wyszła taka sytuacja że spałam z Przemkiem w jednym łóżku W sumie nie musiał bo mieszka w Łodzi i mógł wrócić na mieszkanie no ale żartowałam że go przenocujemy w pokoju i tak wyszło Do niczego nie doszło, po prostu spałam wtulona w niego Jak siedzieliśmy w pokoju jubilata to też po jakimś czasie siedziałam oparta o niego. Chyba brakowało mi tego bo psychicznie czuję się lepiej. Tylko nie wiem co o tym wszystkim myśleć i co będzie jak się spotkamy jutro na wykładach
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
http://b1.pinger.pl/58ef0196101f66c9c96d79fc3ac76244/12115681_552330654925041_57595444.jpg

No właśnie... Czas mija a ja zamiast mieć wyjebane to coraz bardziej tęsknię...

W sobotę są moje urodziny. Chciałabym żeby napisał cokolwiek, nawet życzenia na fb. Jeśli nie to sama do niego napiszę, nawet głupie "hej". A potem niech się dzieje wola nieba.

Czuję się tak w chuj nijako... Niby wszystko poszło tak jak chciałam, jestem na studiach dziennych, mieszkam w Łodzi, mam pracę... A czuję się źle. Bo mam poczucie że to jest takie... Przeciętne. Ile osób studiuje dziennie, pracuje i mieszka w akademiku? Chciałabym być JAKAŚ. W czymkolwiek. Osiągnąć coś naprawdę zajebistego. Mam ciągłe poczucie że nie jestem wystarczająco dobra, a wszyscy są lepsi ode mnie. Tylko to wcale mnie nie motywuje, a wręcz przeciwnie. Bo nawet jeśli będę dążyć do jakiegoś "wzorca" to ta osoba i tak zawsze będzie przede mną. Nie doścignę jej. Co bym nie zrobiła to zawsze będzie mnóstwo osób lepszych ode mnie. Niby wiem że to normalne, zawsze znajdzie się ktoś lepszy i ktoś gorszy, ale odbiera mi to chęci do działania. Miotam się i z jednej strony zapisuję się na szkolenia, w sobotę idę na konferencję Trends in dietetics, chodzę na zajęcia i staram się sama czytać o różnych rzeczach, ale z drugiej najchętniej siedziałabym cały dzień w pokoju z laptopem i miała wyjebane na wszystko.

Napisałam D. że związku z nas nie będzie. Chciałam porozmawiać na żywo ale widząc jak się najarał na nasze spotkanie nie miałam sumienia dłużej czekać. Nie wiem co dalej, chyba się na mnie obraził. Próbowałam z nim rozmawiać ale średnio to szło. Nienawidzę mówić komuś takich rzeczy, nawet jeśli to jedyne wyjście. Mam wtedy cholerne wyrzuty sumienia bo wiem jak boli odtrącenie.

Potrzebuję porządnego najebania się. Albo porządnego rżnięcia. Byleby choć na chwilę o tym wszystkim nie myśleć. Ostatnio często mam dni gdy mam ochotę przypierdolić swojemu odbiciu w lustrze.
  • awatar muskaryna: wiem, że nie świadczy, ale i tak zabolało w chuj. nie nie mam w ogóle z nią zajęc na wydziale. tylko mnie wkurwia samo to, że przyjechała do Krakowa. MOJEGO Krakowa. i jest tak blisko... za blisko. ale czy jej nie spotkam w sklepie? na imprezie? na spacerze? tego już nie wiem. nie mam pewności. a humor będe miala zjebany. będzie mi sie przypominać to wszystko... każda rozmowa, każde słowo.
  • awatar cryforthemoon: Chyba mogłabym się pod tym podpisać, bo mam ostatnio tak samo. Ciągłe poczucie bycia przeciętną, o ile w ogóle. Ale wiesz, o to chodzi, gdy się ma jakiś 'wzorzec'. Nie o to, abyś była identyczna bądź lepsza, a tylko się na nim opierała. I też najchętniej bym się najebała czy cokolwiek innego, by przestać tylko myśleć na chwilę.
  • awatar muskaryna: ja tez ich troche nie ogarniam, co z kim dlaczego, którego chcesz. najeb sie! nie ruchaj. może powinnas odpoczać troche własnie od ruchania
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 


Ostatnio słucham tego na okrągło. Bo kojarzy mi się z Damianem. Prawie słyszę jak mi to śpiewa.

Męczę też Poparzonych Kawą Trzy. Bo nasze ostatnie spotkanie było na festynie na którym grali.

"We were born to be together" kurwa mać...

Nie wiem dlaczego tak mocno wgryzł mi się w psychikę. Chce mi się płakać. Z jednej strony chciałabym żeby się odezwał a z drugiej chciałabym go nigdy nie spotkać.

Czuję że straciłam kogoś ważnego. Swoją bratnią duszę. przypominają mi się wszystkie nasze chwile razem. Gdy widzę go na fb liczę po cichu że napisze cokolwiek, mimo że wiem że to głupie. Nie wiem co mam robić... Powinnam zapomnieć i iść do przodu...
  • awatar Princess!~!: @araptorus: Właśnie też się tak zastanawiałam :D
  • awatar araptorus: Trochę Cię nie rozumiem :c tydzień temu nie chciałaś żeby D. zrywał z Tobą kontakt, łaknęłaś z nim kontaktu, żeby Cię przytulił itp. Przedwczoraj chyba pisałaś, że musisz mu wyjaśnić że Ty nic więcej nie chcesz. Teraz wspominasz i tęsknisz. Pani, czy to ten sam D.?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

W ramach programu "Młodzi w Łodzi" idę w czwartek na darmowe szkolenie z autoprezentacji i budowania wizerunku. Skoro mam być samotna to chociaż będę wykształcona Poza tym skoro na praktykach kwestia kontaktów z klientem kulała to będę się starała nad tym pracować.

Pochwalę się też że znalazłam pracę ok, nic specjalnego, wysłałam CV do Subwaya i odezwali się, wczoraj byłam pierwszy dzień na szkoleniu. Trochę sprzątałam, trochę byłam na kasie i trochę robiłam kanapki (a to wcale nie jest takie łatwe ). Jak nauczę się składów kanapek i w miarę sprawnego ich robienia to będzie git no i będę miała okazję do kontaktów z klientem i może uda mi się przełamać niektóre bariery. I kilka stówek miesięcznie zawsze wpadnie
 

 

W piątek wieczorem pojechałam do Ani na spotkanie towarzyskie z jej narzeczonym oraz dwoma znajomymi z pracy przy kabelkach (oni tam jeszcze pracują, Ania niedawno znalazła inną pracę i ma już "normalną" umowę) i siedzieliśmy do trzeciej nad ranem pijąc wino i gadając. W sobotę w południe wróciłam do domu, po południu spotkałam się z P, posiedziałyśmy u niej i pogadałyśmy bo nie widziałyśmy się dłuższy czas. Wieczorem spotkałam się z W, wiadomo w jakim celu potem siedzieliśmy w tym samochodzie w lesie mokrym od deszczu i gadaliśmy. W niedzielę po południu przyjechał po mnie D, siedzieliśmy u niego w pokoju i oglądaliśmy film, potem odwiózł mnie na pociąg. W końcu zebrał się na odwagę i mnie pocałował Wróciłam do Łodzi, i jeszcze siedząc w pociągu napisałam do Pana Pedagoga że trzeba się spotkać, a że spytał czy dzisiaj to dotarłam do akademika "nieco" później niż zamierzałam

W ten weekend wyrobiłam kilkumiesięczną normę spotkań towarzyskich I kiedy tu się uczyć, no kiedy?

Ogólnie sprawa z Panem Pedagogiem załatwiona... Nie mogłam się zebrać żeby powiedzieć mu to w oczy (moje cholerne miękkie serce!) więc napisałam mu po spotkaniu... Nie chcę żeby wracał. Za bardzo mnie zawiódł, poza tym tak naprawdę do siebie nie pasujemy... Jesteśmy z różnych światów, z różnych środowisk, byliśmy inaczej wychowani, mamy różne zainteresowania... Myślałam że jego "specyficzność" sprawi że się dogadamy, ale mimo że uważam swój umysł za otwarty to czasami nie potrafię go zrozumieć... To nie było to. Po prostu nie to. Muszę jeszcze porozmawiać z D... Jest w porządku ale moje uczucia nie wychodzą poza nic więcej niż koleżeństwo. I wątpię że się to zmieni...
 

 

Przyjaciółce Damiana udało się z nim pogadać... Napisał jej tyle co mi, że "zerwał" ze mną bo nic do mnie nie czuł i uznał że tak będzie lepiej. Jak to przeczytałam to poczułam ukłucie w sercu... Takie fizyczne. Heh, a już myślałam że go nie mam...

Wiem, nadzieja matką głupich ale nadal mam nadzieję że jednak zrozumie... Skoro co niektórzy mają opóźniony zapłon i rozumieją niektóre rzeczy po jakimś czasie...

Pisałam kiedyś z Anią o moich perypetiach uczuciowych i zażartowałam że brakuje jeszcze żeby Pan Pedagog się odezwał... i kto się wczoraj odezwał? Zaskoczył mnie. Pytał co u mnie i nawet chciał się spotkać, więc pomyślałam że spoko, czemu nie. Przyjechali z bratem, dostałam trzy wielgachne róże (!!!), pojechaliśmy jeszcze po brata jego żony, byliśmy w galerii handlowej a potem na mieszkaniu, jedliśmy i piliśmy wino. Z jego zachowania wnioskuję że chce do mnie wrócić. Nie wiem co mu się stało, nie mieliśmy zbytnio możliwości żeby pogadać w cztery oczy.

Ja pierdolę, co się dzieje... Nie ogarniam. Do tego tęsknię za Damianem... Chcę żeby mnie przytulił lub cokolwiek...
  • awatar muskaryna: ale po takim czasie sie juz wie, czy nic z tego nie wyjdzie...
  • awatar muskaryna: nie chce cię dobijac, ale myslę, że jak ktoś mówi wporst, że nie kocha [nie ze nie wie] to nie ma co się nastawiać...
  • awatar Amfitryta: Ja tam Ci zazdroszczę ... może Pan Pedagog się wreszcie ogarnął i do niego dotarło ? A do Damiana co ma dotrzeć skoro otwarcie deklaruje brak uczuć ???
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Pierwsza impreza w klubie studenckim a ja już spotykam gościa który chce się ze mną spotkać i lepiej poznać o.O i mieszka 10 km ode mnie o.O oczywiście zachwyty nade mną że jestem ładna, fajna, dobrze się ruszam... Taa...

Niby chciał się spotkać w weekend ale w końcu nie napisał nic konkretnego jeśli chodzi o spotkanie a ja nie dopytywałam bo jakoś średnio miałam ochotę... Jakoś nie do końca mi podpasował. I chyba po prostu trafił na zły moment.

Spotkałam się dzisiaj z D. Siedzieliśmy w jego pokoju, oglądaliśmy filmy, jedliśmy pizzę i wypiliśmy po piwie. W sumie takie zwykłe koleżeńskie spotkanie. Nawet zbytnio się do mnie nie przystawiał, podczas oglądania filmu wtuliłam się w niego a jak mnie odprowadził na pociąg to dostał buziaka. Tylko ciągle robi jakieś aluzje do bycia parą i małżeństwa xD

Odezwała się przyjaciółka Damiana. Też nie miała z nim kontaktu, ale obiecała że da znać jeśli się czegoś dowie. Wieem, zachowuję się jak desperatka ale chcę chociaż wiedzieć dlaczego podjął taką a nie inną decyzję. Czuję że muszę coś zrobić bo to nie daje mi spokoju... Intuicja mówi mi że źle z nim i powinnam mu pomóc...
 

 


Nie tego się spodziewałam... Jak rano odczytałam tego smsa to odechciało mi się wstawać z łóżka. Pół dnia na wykładach miałam łzy w oczach. W akademiku siedziałam z dwoma piwami 7,5%, czekoladą i wypłakiwałam się koleżance przez fb. Dobrze że współlokatorka wraca dzisiaj to nie musiała oglądać tego żałosnego widoku, a ja mogłam mieć wszystko w dupie i spokojnie płakać.

Nie wiem co robić. Mam ochotę pierdolnąć to wszystko, ale z drugiej strony złość nie pozwala mi tego tak zostawić. Muszę jakoś do niego pojechać i powiedzieć co o tym wszystkim myślę (bo smsy to pewnie odczyta i oleje). A jeśli naprawdę ma takiego doła i tylko dlatego tak napisał to powinnam mu pomóc. Bo co jeśli jeszcze nie wszystko stracone?

Ale jeśli to nic nie da to pierdolę wszelkie związki i facetów. Nie mam już siły. Wolę być sama. Będę spotykać się z W. i tak będzie dla mnie najlepiej.
  • awatar Amfitryta: Ja bym raczej olała temat ... teraz masz nowe życie, nowe perspektywy ... może czeka na Ciebie przystojny medyk ??? Korzystaj z młodości !
  • awatar ~ no more destruction ~: No to facet zjebał.
  • awatar muskaryna: pożarliśmy się i ja reki na zgodę nie wyciągnę. i nie wiem, czy chciałabym żeby on wyciągał, bo mnie strasznie zdenerwował.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Telenoweli z W. ciąg dalszy... Tydzień temu brał udział w zawodach strażackich i były zdjęcia na fb, a że jego widok w mundurze jara mnie jak cholera no to napisałam mu w żartach że brałabym go, no i tak pisaliśmy i w końcu zaproponował spotkanie, zresztą nie pierwszy raz odkąd poznałam Damiana... Kusiło mnie strasznie (mundur!!!) ale nie, nie mogłam... Nie chciałam i nie chcę robić Damiana w chuja i nie chciałam robić głupot bo byłam zestresowana i czułam się samotna.

Tylko kurcze, chyba trochę żałuję że się nie spotkaliśmy. A jeszcze gorsze jest to że gdyby nie resztki mojej przyzwoitości i zasad to wpakowałabym się w trójkąt bez wyrzutów sumienia... No bo czemu nie? Nie jesteśmy oficjalnie parą, a gdybyśmy już byli to pewnie i tak by mi to nie przeszkadzało, zresztą pewnie i tak prędzej czy później mnie zostawi. Nie chcę stać się suką bez serca. Nie chcę...

Żeby nie było tak ponuro to D. napisał do mnie po dłuuuugim czasie. Poprosił o mój numer bo gdzieś go zapodział i napisał że będzie mnie podrywać A jak spytałam po co to napisał że chce się ze mną ożenić o.O No tego to ja się nie spodziewałam. Oczywiście nic nie planuję z nim ale jestem ciekawa jak to się dalej potoczy

A Damian ma grypę i zapalenie gardła, do piątku ma leżeć w łóżku a jeśli mu się pogorszy to mają dzwonić po karetkę (poważnie, tak lekarz powiedział), prawie nie piszemy bo chyba albo śpi albo nie jest w stanie i nawet nie mam jak go odwiedzić... Może uda mi się coś wymyślić w weekend. Muszę coś wymyślić...
  • awatar ~ no more destruction ~: Jak byłam w podstawówce i miałam ten "najgorszy" okres obniżonej odporności, to też przechodziłam takie zapalenie gardła z grypą.. Nie polecam. Fajnie chyba mieć zawsze takie wyjście jakby awaryjne, mówię o W. Ale nie wydaje mi się to dobre na dłuższą metę. Nie do końca potrafię ten wniosek uzasadnić.
  • awatar homeless soul: @ nie mierze się już od dłuższego czasu ... bo zwyczajnie się boje.. nie mieszcze się w większość swoich ubrań i mi to wystarcza..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ok... Z dobrych wiadomości... Od poniedziałku oficjalnie jestem panią dietetyk <3 obroniłam licencjat na pięć, a uczyłam się do egzaminu dyplomowego weekend przed Stwierdziłam że mam wyjebane bo i tak zawalę przez stres Jednak nie było najgorzej, stres nieco dawał się we znaki ale dałam radę.

Z chujowych wiadomości... Narobiłam niezłego meksyku moją decyzją. Mama robi aferę że nie chciałam iść na zaoczne, że sobie nie poradzę, że wrócę po kilku miesiącach bez kasy i nie skończę studiów, że teraz nie będzie spać po nocach bo nie będzie wiedziała co się ze mną dzieje, a jak będę wracać późno z pracy to już w ogóle, i że wszyscy chcą ją wykończyć(!). A ja muszę zacisnąć zęby i mówić sobie że to tylko szantaż emocjonalny, chociaż serce mi się kraje i chce mi się płakać. Tata częściowo mnie popiera ale po cichu no bo przy mamie wiele nie zdziała. Dobre i to...

Nie widziałam się z Damianem w weekend... Z piątku na sobotę miał nockę, w sobotę prawie nic nie spał i jeszcze szedł na jedną nockę więc nawet nie pytałam o spotkanie, tylko przykro mi było że nie mógł mnie wspierać przed obroną... teraz przez kilka dni prawie nic nie pisał, myślałam że to przez pracę (magazyn i miał jeszcze gdzieś dorabiać), ale okazało się że od dwóch dni nie wstaje z łóżka i śpi na okrągło. Pewnie to wszystko z przemęczenia... Ale kurcze, mógł chociaż jedną durną wiadomość napisać! Tak to nie miałabym pojęcia co się z nim dzieje! I w weekend też się nie spotkamy bo wątpię że wyzdrowieje na tyle że będzie w stanie kierować a ja nie mam jak jechać... Samochodu na bank nie dostanę... Miałam prosić W. o podwózkę (oddałabym mu za paliwo) ale jedzie na wykłady na uczelnię... Próbuję znaleźć połączenie komunikacją publiczną ale nie mam pojęcia czy się uda...

Zakończyłam praktyki, muszę jeszcze tylko dopełnić formalności czyli zanieść dokumenty do szkoły i ogarnąć resztę... No i było podsumowanie które mnie dobiło... Jestem inteligentna, mam wiedzę ale jestem bardzo zamknięta w sobie... I było czuć opór z mojej strony więc opiekunka praktyk nie zrobiła części tego co robiła z innymi. Poczułam się gorsza od poprzednich praktykantów... Ja wiem że to była konstruktywna krytyka i nie mówiła co jest źle ale co trzeba poprawić (a nie wiem czy wiecie ale jest różnica pomiędzy tymi sformułowaniami) ale kurcze... Znowu mam wrażenie że walka z moimi słabościami nic nie daje... Skoro nadal nie jest tak jak trzeba...

Gdybym miała praktyki w lipcu lub sierpniu i to usłyszała to chyba pierdolnęłabym te całe studia... I Łódź i Warszawę... Skończyłabym na licencjacie... Wiedzę mogę zdobyć sama a papier nie sprawi automatycznie że będę pewna siebie więc po co się za to brać? No ale skoro już się wpakowałam to skończę magisterkę i może nie umrę z poczucia winy...

Byłam już na pierwszych zajęciach i w akademiku ale to już temat na osobny wpis.
  • awatar Amfitryta: Bardzo dobry wybór ! W którym akademiku mieszkasz ? Na Lumumbowie ? :)
  • awatar muskaryna: więc myślę, że po prostu tobie przyda się praktyka. im więcej będziesz robić, tym bardziej się do tego po prostu przyzwyczaisz
  • awatar muskaryna: @próbowałam tak, ale teraz mam tylko nauszne słuchawki, w nich się nie da spać. zresztą w tamtych tez ciężko, bo bardzo potem uszy bolą... no ale cóż. jak się im zachce to dostane stypendium tka naprawdę XD ale pod koniec listopada, a do tego czasu, wielka wielka dupa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Praca na stołówce już nieaktualna, mieli dużo pracy więc nie bardzo mogli na mnie czekać... Czyli teoretycznie dylemat się rozwiązał.

Ale i tak będę mieć bitwę myśli przez ten weekend... iść na studia czy zrobić rok przerwy i iść do pracy... A nie chcę podejmować decyzji pod wpływem strachu, emocji, poczucia winy itp. Bo oczywiście są pretensje do mnie że poszłam na te praktyki i odeszłam z pracy. Taa, przecież umowa-zlecenie to zajebista gwarancja pracy... A ja już nie ogarniam całej tej sytuacji w domu i choćbym chciała to nie umiem rozwiązać ich problemów... A już i tak pomagam jak mogę. Chciałabym zrobić coś dla siebie bez tego cholernego poczucia winy.

Mam nadzieję że Damian przyjedzie w niedzielę i będę mogła mu się wypłakać w koszulkę.
  • awatar .Miss Independent.: @black5775: Też prawda, liczysz sie ty nie inni. I nie musisz słuchać gadania szczególnie tych co sami sobie w zyyciu nie radzą. Jeśli zrobisz przerwę to twoja dycyzja nie innych.
  • awatar homeless soul: Zrób to co podpowiada Ci serce, zrób coś dla siebie a nie dla innych kochana !
  • awatar black5775: Wiesz co miałam podobnie ze swoim byłym, że ja często czekałam na spotkanie z nim żeby mu się "wypłakać" do niczego dobrego mnie to nie doprowadziło :/ rozumiem, że jest Ci ciężko ale popieram wcześniejszy komentarz, to Twoje życie i nie możesz cały czas siebie stawiać na końcu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Nie mam kompletnie weny do pisania i komentowania, chociaż wpisy czytam w miarę regularnie... Dużo się dzieje a nawet nie chce mi się tego opisywać.

Złożyłam papiery na łódzki UMed plus wniosek o akademik i stypendium i będę czekać na decyzję odnośnie tych ostatnich. Tylko będę miała dylemat bo dostałam propozycję pracy na szkolnej stołówce... W tym tygodniu poznam szczegóły, i jeśli będę układać jadłospisy itp. a nie obierać ziemniaki to nie mam pojęcia co wybrać. Bo i magisterka by się przydała i zdobycie doświadczenia, no a bardzo chciałam iść na dzienne...

W ogóle to za tydzień czekałaby mnie przeprowadzka a ja ani walizki nie mam ani żadnej torby... A wstrzymuję się z zakupem żeby nie kupować niepotrzebnie.

Za tydzień mam obronę i jestem w dupie z nauką. Pewnie będę się uczyć w weekend. Ale i tak niezależnie od starań spierdolę to bo stres mnie zeżre. Także no, chyba mam na to wyjebane.

Praktyki w sumie spoko, rozmawiam z klientami, układam zalecenia żywieniowe (co jest dobrze a co poprawić i takie tam), uczę się obsługi analizatora składu ciała i czytam książki które daje mi opiekunka praktyk. Tylko w tamten weekend miałam kryzys w chuj. Tak w skrócie to niestety, pewnych problemów w kontaktach z ludźmi nie przeskoczę w kilka dni, tym bardziej że walczę z tym od kilku lat... A że chciałabym żeby wszystko było idealnie to jeszcze bardziej się tym przejmuję. No ale został mi jeszcze trochę ponad tydzień tych praktyk.

Nadal spotykam się z Damianem. I jak na razie jest ok, no ale ja oczywiście wszystkim się zamartwiam... Najbardziej chciałabym częściej się z nim widzieć i mieć częstszy kontakt... A oboje pracujemy, on nieraz w soboty i jeszcze pomaga rodzicom w gospodarstwie... A co innego widywać się codziennie np. w szkole lub pracy i cały czas mieć kontakt. Nieraz wymienimy tylko kilka wiadomości w ciągu dnia. A chciałabym wiedzieć z kim angażuję się w związek. Tyle dobrego że ma samochód to przynajmniej przyjedzie, wybierzemy się na imprezę lub w plener i odstawi mnie do domu.

Ach, w ogóle to jakieś dwa tygodnie temu dzwoniła do mnie moja niedoszła teściowa. Tak, mama Pana Pedagoga. Zaskoczyła mnie, nie powiem że nie. Pytała czemu już nie jesteśmy razem więc powiedziałam że miałam dość tego że mnie olewa i nie może zdecydować czy woli być kawalerem czy w związku. No i zaczęła pytać czy nie chciałabym do niego wrócić, że on wiązał ze mną przyszłość ale moi rodzice chyba go nie lubili (dziwi się skoro odpierdalał? A i tak broniłam go jak tylko mogłam) i że na nic mi nie pozwalali (podobno jego brat stwierdził że jestem córeczką mamusi... nie wiem czy się śmiać czy płakać) i że jego brat przeprowadza się i moglibyśmy zamieszkać w ich starym mieszkaniu... A, i że POZWOLIŁBY mi skończyć studia... Nosz kurwa, ja na to niczyjego pozwolenia nie potrzebuję, a dziecko będę miała kiedy będę na to gotowa. Na koniec spytała czy już kogoś mam. Powiedziałam że spotykam się z kimś ale nie wiem co z tego będzie. Wątpię że poprosił ją żeby do mnie zadzwoniła ale po pierwsze nie widziałam żeby płakał po naszym związku, po drugie skoro chce wiedzieć co u mnie to niech sam się odezwie.

I to chyba tyle z ciekawszych rzeczy.
  • awatar muskaryna: 3-3,5godziny zazwyczaj, chyba że są korki. ja tez bym to wozila na raty, ale to wyjdą po pierwsze ogromne koszta [50zł jedna taka rata], plus no nie ma szans że niektóre rzeczy dam radę siłowo zanieść. i gdyby chodziło o to, że on nie jeździ, że to dla niego straszny wysiłek, ale do licha. nie ma problemów w jeżdżeniu na drugi koniec Polski. ani nie ma problemów z jechaniem za granicę po coś tam, czy w odwiedziny do kuzyna, czy cokolwiek. tylko ze mną ma problem bo 2x w roku MUSI TRACIĆ NA MNIE CZAS. jakbym nie miała możliwości, to bym kminiła inaczej, ale jest mozliwość, która pozwoli mi oszczedzić kupę kasy i nie, bo jemu się nie chce.
  • awatar cryforthemoon: Tylko mięso i ser czy mięso w panierce jest takie pyszne <3 Staram się o tym jakoś myśleć w zdrowy sposób i jak na razie się udaje, nie wie czy na długo, ale i tak podchodzę inaczej do odchudzania więc powinno się udać ;)
  • awatar cryforthemoon: Kontynuuję stary, chociaż formalnie dalej będę na pierwszym roku, to będę robić przedmioty z drugiego. Więc nie jest AŻ tak źle. Wiem, tylko nie wyobrażam sobie zrezygnować z tego, co lubię jeść. Mogę urozmaicać posiłki, bardziej się wysilić, ale jednak nie wyobrażam sobie wyeliminować tak zupełnie fast foodów, nawet jakbym zmieniła myślenie. Zobaczymy jak wyjdzie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Mam tyle myśli w głowie że nawet nie wiem jak je ogarnąć w formie wpisu. Ale spróbuję.

Tak jak już pisałam byłam z Damianem i W. dwa tygodnie temu na jednej imprezie. Co to się działo... Gdy już spotkaliśmy W. i minął mu pierwszy szok zaproponował żebyśmy towarzyszyli mu w drodze na stację benzynową po fajki. Spoko, pojechaliśmy, trochę pogadaliśmy po drodze, W. kupił papierosy i wróciliśmy. Idziemy w trójkę z samochodu i w pewnym momencie W. obejmuje mnie i w żartach pyta jak się mną teraz podzielą. Tylko głupio się uśmiechnęłam i miałam nadzieję że Damian zrozumiał to w kontekście tańczenia poszliśmy do remizy do "baru", usiadłam w środku pomiędzy panami i piłam piwo z W, potem dołączyły jakieś ich znajome. Potem tańczyłam z Damianem i w pewnym momencie W. chciał mnie "odbić". Spytałam Damiana czy mogę a ten się zgodził i poszedł zapalić. W. spytał czy to koniec naszej relacji (o ironio akurat leciała piosenka "Biorę urlop od ciebie" więc powiedziałam że raczej tak ale pogadamy kiedy indziej. Damian wrócił i potem już tańczyłam z nim. Oczywiście piwo trochę mnie wzięło a że po alkoholu hormony mi szaleją to nie wiedziałam na którego bardziej mam ochotę W sumie trochę głupia sytuacja ale z drugiej strony pochlebiało mi że jeden jest zazdrosny o drugiego

W niedzielę rano W. napisał mi że mój związek szybko się rozwija a przyjechanie na imprezę po to żeby zobaczyć jego minę wcale nie było chamskie... Nie myślałam że tak to odbierze więc wyjaśniłam mu że Damian zaprosił mnie zanim dowiedziałam się że on też tam będzie, że nic do niego nie mam i nie chciałam robić mu na złość. Damian stwierdził że W. jest zazdrosny i chciałby do mnie wrócić, tym bardziej że na zabawie widział jak na mnie patrzył... Napisałam mu że rozmawialiśmy o tym i związku między nami nie będzie, ale przecież nie powiem mu że patrzył tak na mnie bo chciałby mnie przelecieć o.O I chyba lepiej żeby nie wiedział jakie były relacje między nami... W. spytał czy nasz wypad nad jezioro jest nadal aktualny więc pojechaliśmy. No i cóż, po drodze zatrzymaliśmy się w lesie w celach wiadomych... I raz czuję się źle bo okłamałam Damiana (napisałam mu że jadę ze znajomymi), tym bardziej że powiedział mi że znamy się krótko ale ufa mi, a raz mam wyjebane no bo w sumie oficjalnie nie jesteśmy parą i chyba nie można liczyć tego jako zdradę... Kurwa, czy ja staję się zimną suką? Ale już nie spotkam się z W, nie chcę tracić z nim kontaktu ale na razie koniec spotkań. Chcę być fair wobec Damiana.

Tylko nie wiem co z nim. Mamy ze sobą dużo wspólnego i na razie zachowuje się w porządku, ale niem ufam mu... Nie dlatego że dał mi powód ale dlatego że za dużo razy przejechałam się na facetach. Nie wierzę mu jak mówi że jestem piękna, wspaniała, że mnie nie zawiedzie i postara się żebym nie płakała przez niego, że damy razem radę i kiedyś zamieszkamy ze sobą... Całkiem niedawno słyszałam to od kogoś innego i co z tego? Boję się że kiedyś zabraknie mu do mnie cierpliwości i mnie zostawi... I boję się że nie będę umiała go szczerze pokochać i tylko go skrzywdzę...
  • awatar ~ no more destruction ~: Jakoś tak mi szkoda Damiana.
  • awatar Poznaje życie: Nie tylko Ty masz ochotę po alko, większość kobiet ten syndrom chyba ma :P to tak jak czytał bym swoją dziewczynę. Uwierz mi, my faceci dajemy wiele szans by kobieta się przed nami otworzyła, pokonała swoje bariery lękowe, blokady itp. ale gdy wielokrotnie to się zdarza to nadchodzi czas, że odpuszczamy sobie totalnie wszystko. masz ciężki orzech do zgryzienia. Rób tak jak serce Ci podpowiada :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

W końcu znalazłam czas żeby na spokojnie usiąść przy laptopie i ogarnąć wpis. W sobotę i w niedzielę byłam cały dzień na praktykach, w sobotę dodatkowo na imprezie więc spałam dwie godziny, a w tygodniu wychodziłam z domu koło 6 rano a wracałam po 23. Rano 3-4 godziny praktyk, szybko na miasto żeby coś zjeść, potem powrót do siebie busem, od siebie busem do pracy, 8 godzin w pracy, potem powrót do domu, prysznic i spać. A wszystko w ten prawie 40-stopniowy upał. Jestem wykończona Dobrze że piątek miałam wolny w pracy bo chyba bym padła

Tak w ogóle to mam w chuj zaległości tutaj, tyle się działo przez ten tydzień Tak jak pisałam wcześniej, Damian (kolega W.) zaprosił mnie na imprezę w sobotę. Po jakiejś godzinie poszukiwań mojej wiochy w końcu dotarł do mnie razem z kolegami Wypiłam jedno piwo po drodze, potem na miejscu drugie i jeszcze trochę wódki. Poszliśmy na salę, jego koledzy gdzieś się zmyli więc zostaliśmy we dwójkę. Tańczyliśmy i w pewnym momencie przytulił mnie do siebie i zaczęliśmy się całować. "Tańczyliśmy" może 10 minut, potem poszliśmy się przejść ale że kolega do niego napisał to poszliśmy do samochodu. No i resztę imprezy tam przesiedzieliśmy

Żeby było zabawniej to po tej imprezie miałam pół brody podrapane. Wyglądałam jakbym zaryła ryjem o asfalt a jak przyszłam w poniedziałek do pracy to lider na mój widok spytał "K, kto ci przypierdolił?" powiedziałam że to jeden z powodów dla których faceci powinni dokładnie się golić

Miałam niezły mętlik po tej imprezie. Jak go poznałam to nie patrzyłam na niego pod kątem jakiejkolwiek znajomości, tym bardziej że wydawał mi się hardkorowym imprezowiczem... Ale im dłużej piszemy tym więcej widzę w nas podobieństw, poza tym powiedział mi że teraz już tak nie imprezuje i ogólnie jest spokojniejszy. A jak okazało się że lubi "Modę na suknie" i Wiedźmina to już w ogóle wpadłam po uszy Jeżeli chociaż część z tego co mówi o swoim charakterze jest prawdą to chyba trafiłam na gatunek mężczyzny który jest zagrożony wymarciem

Piątek był jeszcze ciekawszy... Mieliśmy jechać do kina ale Damian napisał w środę czy chcę wybrać się po kinie na zabawę do remizy i zgodziłam się. W czwartek W. napisał że też wybiera się na taką imprezę, więc spytałam Damiana gdzie w ogóle jedziemy. Okazało się że jedziemy na tą samą imprezę Zastanawiałam się czy powiedzieć W. że kręcimy ze sobą ale Damian napisał że chce widzieć jego minę gdy zobaczy nas razem Przyjechał po mnie, dostałam różę i pojechaliśmy do kina na "Małego Księcia". Swoją drogą polecam, świetny film. Chyba będę nazywać go Małym Księciem no bo... Niski jest Niższy ode mnie Parę cm ale niższy, a ja dość wysoka jestem (1,71 m). Ale nie przeszkadza mi to, mimo że wolę gdy facet jest wyższy albo chociaż równy ze mną Po filmie pojechaliśmy do jego miejscowości, posiedzieliśmy w parku i pojechaliśmy na zabawę. Po jakimś czasie pojawił się też W. Jego mina gdy zobaczył najpierw mnie a potem nas razem - bezcenna W ogóle wyglądał tak jakby nie do końca ogarniał co się dzieje Ale w niezłą telenowelę się wpakowałam, bije na głowę nawet trójkąt ja-B.-K. Siedziałam z nimi w "barze", Damian po jednej stronie, W. po drugiej, ja piłam piwo z W, potem dołączyli ich znajomi, później poszliśmy na salę, tańczyłam z Damianem a potem W. mnie "porwał" a Damian poszedł zapalić. W ogóle to jest tak pokręcone że chyba zrobiłby się z tego osobny wpis

Głupia jestem i zachowuję się jak zakochana nastolatka którą już dawno nie jestem. Wszystko dzieje się strasznie szybko i nie ogarniam tego. Boję się że za szybko się przyzwyczaję i zaangażuję. I że będzie bolało. A mam już dość porażek. Nie wiem co mam robić, nie wiem, nie wiem, nie wiem...
  • awatar Jedynaczka: Co za życie. Znam aż za dużo osób, których "ulubionym" słowem jest właśnie "nie wiem". Ja też sie do nich zaliczam.
  • awatar ~ no more destruction ~: Jak parę cm niższy, to nie ma tragedii. Prawdziwą tragedią, a może raczej komedią, jest związek brata M. i jego dziewczyny. Ona taka żyrafa 1.85 do tego wychudzona, a on 1,6 i grubasek :D Żebyś ich widziała na ulicy! To dopiero połączenie. Ciesz się, że na razie tyle się dzieje. Nie narzekasz na nudę chociaż ;)
  • awatar black5775: a może czasami dobrze się poddać temu co się dzieje ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Muszę powiedzieć że ostatni weekend był bardzo ciekawy

Ale najpierw co innego. Będę robić praktyki na stołówce ale nie w przedszkolu tylko w firmie zajmującej się przetwórstwem owocowo-warzywnym. Tata zna właścicielkę firmy która zajmuje się tym cateringiem no i udało mu się załatwić. Muszę mu kupić coś fajnego w ramach podziękowań Będę musiała pochodzić tam kilka dni ale ważne że będę mogła to odhaczyć.

Praca licencjacka prawie ogarnięta, jeszcze drobne poprawki i to też będę mogła odhaczyć. Najważniejsze żebym obroniła się w tym roku bo byłby straszny wstyd

A jeśli chodzi o weekend... Pisałam na badoo z takim jednym Andrzejem... Niby pisało się całkiem nieźle, dowcipnie i ironicznie ale coś mi nie pasowało. Wydał mi się zarozumiały, co to nie on itp. Drugiego dnia rozmowy napisał mi że się nie staram i go znudziłam bo usnął w czasie rozmowy. A ja żartowałam pytając czy go nie zanudziłam o.O Zabolało bo trafił w jeden z moich większych kompleksów... Napisałam mu żeby poszukał ciekawszej i bardziej wygadanej. On obrócił sytuację w żart, napisał że nie chciał mnie urazić tylko trochę sprowokować do większej gadatliwości bo woli wygadane dziewczyny i ogólnie zaciekawiłam go. Później pisało nam się lepiej, miałam wrażenie że ta cała zarozumiałość to tylko pozory a w środku jest inny... W piątek rano pojechałam załatwić kilka spraw, wróciłam, siedziałam przy laptopie i piłam kawę a on pisze że chciałby się spotkać. Mówię że jadę do pracy a on że dwie godziny nam wystarczą i zawiezie mnie potem do pracy. I że już się ubiera i będzie jechać No dobra, raz się żyje przyjechał po mnie, trochę pogadaliśmy po drodze, skręciliśmy do Burgerkinga coś zjeść a potem mnie odwiózł. Były niezłe korki po drodze ale spóźniłam się do pracy tylko cztery minuty

Po spotkaniu napisał że nie jest to coś czego szukał i jestem całkiem spoko no ale "nie zaiskrzyło". Ok, zdarza się ale wkurzył mnie jak napisał że jestem w porządku i dlatego mnie nie wykorzysta chociaż lubi tak robić. O nie, tego było za wiele! Nienawidzę facetów którzy robią dziewczyny w chuja i wykorzystują je. Dlatego postanowiłam trochę się odegrać i zaczęłam go wkręcać że umówię się z nim na seks. I nagle zmienił o mnie zdanie Mogłabym się z nim umówić na spotkanie i go wystawić ale nie jestem taka więc później się dowiedział że to była bujda. Chyba strzelił focha bo napisał że dostaje sprzeczne informacje, że myślał że jestem fajną babką a okazałam się tępą szmatą i że i tak nie widział sensu tej znajomości ale mógłby mnie raz przelecieć.

Przynajmniej wiem że nie ma po czym płakać W ogóle niby ma wysokie wymagania ale wydawał się strasznie zdesperowany... Poza tym ja też mam wymagania. Nie chcę kontaktu z facetem przy którym muszę udawać, który jest zarozumiały i wykorzystuje innych. Nawet miło było ale się skończyło Nie ma co się litować nad idiotami

W sobotę wieczorem napisał W. i zaproponował wyjście do klubu. W sumie czemu nie, dawno nie byłam na takiej imprezie. Szybko się ogarnęłam, przyjechał po mnie i pojechaliśmy, byliśmy na jednej sali a potem na innej no i na szczęście tańczyłam lepiej niż na studniówce Na drugiej sali spotkaliśmy jego kolegę z liceum, wyszliśmy na zewnątrz i trochę pogadaliśmy. Bardzo chciał wyciągnąć mnie na parkiet ale już się zmywaliśmy, zdążyliśmy jeszcze wypić brudzia bo W. miał trochę wódki w samochodzie, pożegnaliśmy się i W. odwiózł mnie do domu. Następnego dnia dostałam od niego zaproszenie na fb, przyjęłam i ku mojemu zaskoczeniu napisał do mnie! Myślał że nie będę chciała przyjąć zaproszenia i tak się zaczęło nasze pisanie. Mam już zaproszenie na imprezę z nim i kolegą w sobotę i do kina na następny piątek. I mam wrażenie że do mnie zarywa. Już drugi kolega W. do mnie zarywa o.O Nie mam pojęcia co o tym myśleć.

Planujemy z W. wyjazd na weekend do Warszawy. Chcieliśmy też jechać nad morze ale nie bardzo mamy z kim a we dwoje średnio się opłaca więc chyba pojedziemy nad jakiś zalew. Mój kalendarz spotkań towarzyskich robi się coraz bardziej zapełniony

Moje życie towarzyskie i uczuciowe takie bogate
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Jestem w takiej dupie że to jest masakra.

Oczywiście wszystko zostawiam wszystko na ostatnią chwilę bo się kurwa boję. DPS jest ogarnięty ale mam do "zrobienia" jeszcze praktyki na jakiejś stołówce albo czymkolwiek związanym z gastronomią lub przetwórstwem żywności. Najlepiej byłoby wyrobić się do końca sierpnia żeby zdążyć z obroną pracy licencjackiej. Tata ma znajome w dwóch przedszkolach i może coś ogarną. Tylko w wakacje są dyżury przedszkolanek ale kuchnia jest nieczynna a boją się kontroli z sanepidu... Więc nie mam pojęcia jak to będzie.

Muszę jeszcze zanieść dokumenty do UMedu żeby dostać stypendium i akademik i pewnie będę musiała jechać do Łodzi niejeden raz. Muszę obronić pracę i kompletnie tego nie spieprzyć ze stresu. No i pozałatwiać ostatnie formalności na obecnej uczelni. I modlić się żeby załapać się na drugą turę rekrutacji...

Nienawidzę siebie za to że jestem taką ofiarą losu i wszystkiego się boję... Niby myślę o szkole policealnej jako planie awaryjnym a studia za rok... Tylko tak bardzo czekałam na tą wyprowadzkę że nie wiem jak przeżyję to wszystko jeśli się nie uda... Chciałabym w końcu pokazać że jestem samodzielną i ogarniętą osobą ale średnio mi to idzie...
  • awatar Jednooka: Welcome to the real life, my dear.
  • awatar black5775: Nie myśl o sobie, że jesteś ofiarą losu bo tylko zbijasz sobie samoocenę. Studiujesz, pracujesz, sama większość finansów ogarniasz i sobie radzisz, gdzie niektórzy do 30 na garnuszku rodziców. Wiec nie rozumiem skąd to dołowanie siebie.
  • awatar Kapibarka: @seulement la douleur: Ale jak nie będę czegoś pewna to będę pisać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Wiecie co? Mogę sobie walczyć z lękami i budować pewność a i tak jak przyjdzie co do czego to wszystko idzie w cholerę.

Miałam zadzwonić do DPS-u w sprawie praktyk. Zbierałam się prawie dwa tygodnie ale tak się bałam że poprosiłam mamę żeby zadzwoniła i spytała czy przyjmują na praktyki. Pogadała, babka powiedziała żeby przyjechać następnego dnia i porozmawiać osobiście. No spoko, pojechałam z tatą bo to daleko a on wiedział jak dojechać no i ma tam znajomą. Dotarliśmy no i poszłam porozmawiać z dyrektorem i babką z sekretariatu. No i zaczynam gadać z tym dyrektorem a on się pyta czy rodzice wszystko za mnie załatwiają i czy w ogóle pracuję no bo kiedyś zacznę aktywność zawodową. Zestresowałam się w chuj i coś tam zaczęłam dukać że pracuję, tata ma tutaj znajomą i wiedzą co i jak itp... Potem poszłam z tą babką porozmawiać z osobą zarządzającą stołówką, ustaliliśmy co i jak, wróciłam do dyrektora żeby podpisał mi zgodę na odbycie praktyk i uciekłam stamtąd jak najszybciej.

Wróciłam z płaczem i ryczałam jeszcze po powrocie do domu. Bo poczułam się jak kompletna ofiara losu która nic nie potrafi sama zrobić. Rodzice pocieszali mnie że teraz mnóstwo osób ma pracę lub staże po znajomości albo mama nieraz załatwia tacie dokumenty bo on pracuje całe dni no i mama lepiej to ogarnia i nikt się tego nie czepia. No ok tylko poczułam się jak kompletne gówno tak? I oczywiście nie umiałam się obronić tylko dałam sobą pomiatać. Nawet nie macie pojęcia jaka wczoraj byłam wyczerpana psychicznie tym wszystkim... Mam jeszcze do "odbycia" praktyki w przedszkolu, tata też ma znajomą która zna odpowiednią osobę. Oby tym razem nie było problemów bo kolejnej takiej akcji nie zniosę... A jak będę musiała odwiedzić DPS z kolejnymi dokumentami to znowu będę chora z nerwów...

Jeszcze muszę ogarnąć stypendium socjalne i akademik na łódzkim UMedzie i znowu się stresuję... Tym bardziej że moja znajoma starała się o stypendium ale go nie dostała bo ciągle im coś nie pasowało w dochodach i chyba w końcu nie spełniła kryteriów... A bez stypendium socjalnego jestem w czarnej dupie bo nie zarobię tyle żeby opłacić akademik i niezbędne rzeczy a rodzice nie mają możliwości dawać mi tyle kasy, tym bardziej że jest jeszcze rodzeństwo na utrzymaniu... A oszczędności wystarczyłoby mi może na parę miesięcy.

No i jeszcze obrona licencjatu we wrześniu... Muszę znowu ogarnąć tabletki na uspokojenie bez recepty (brałam je przed ostatnim egzaminem na prawo jazdy i chyba trochę pomogły) bo ze stresu skopię obronę tak jak rozmowę kwalifikacyjną o staż. Jeśli ogarnę to wszystko i nie wykończę się nerwowo to będę bogiem...
  • awatar createmygarden: Praktyki w przedszkolu (bezpłatne) łatwo dostać :) Nie martw się, j też się czuję jak gówno i jak ofiara losu. Okazało się, że chyba chcą mnie od września zwolnić z pracy, a czepiają się mnie o byle gówno. W sobotę zobaczyłam, że nie ma mnie wpisaną na listę osób do grafiku (bo mogłam sobie zerknąć na komputerze). Całą drogę do domu przeryczałam i jak wróciłam do domu przed snem.
  • awatar Jednooka: Nie chciałam Cię urazić. Po prostu... to jednak ważne, żeby nad takimi lękami pracować. Kiedyś miałam podobnie, ciężko mi było coś załatwić. Teraz walę wszędzie drzwiami i oknami.
  • awatar ~ no more destruction ~: Skąd ja to znam. Czuję się, jak taka ofiara, kiedy np muszę gdzieś zadzwonić, a ostatecznie proszę o to M., bo sama się zebrać w sobie nie mogę :/ Nawet nie wiem skąd takie lęki (?)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Na badoo napisał do mnie pan z (uwaga, uwaga!) Włoch. Nie wiem jakim cudem mnie znalazł no ale dobra całkiem sympatycznie się z nim pisze no i podszkolę trochę angielski Co prawda chwilowo mój entuzjazm opadł gdy subtelnie dał mi do zrozumienia że chętnie zaciągnąłby mnie do łóżka... Nie żebym marzyła o wielkim włoskim weselu, mieszkaniu nad brzegiem morza i codziennym wpierdalaniu spaghetti No ale mniejsza, mimo wszystko fajnie się z nim pisze.

Za to mniej subtelnie pewien pan z Warszawy zaproponował mi trzy tysiące miesięcznie za "wspólne spędzanie czasu". Wiadomo co miał na myśli...

Sama z siebie napisałam do jednego pana o zajebistych zielonych oczach no ale nie był zbyt chętny do dalszej konwersacji. Następny proszę!

Za to z innym panem wczoraj nawet ciekawie się pisało... Ale mam dziwne wrażenie że na tym się skończy. Trudno, płakać nie będę.

Żeby nie było nie jestem zdesperowana po prostu piszę sobie bez żadnego ciśnienia że muszę kogoś znaleźć, a jak coś nie wychodzi to nie płaczę z tego powodu.

Ach, no i Paweł... Napisałam mu (i to niejeden raz) żeby nie robił sobie nadziei a on i tak swoje, że chce mnie poznać, żebym dała mu szansę, że on będzie na mnie czekać... Boże o.O

Weszłam też z ciekawości na profil Pana Pedagoga... Zmienił swój fajny opis na "szukam żony". Ręce mi opadły. Zajechało mi ogłoszeniami matrymonialnymi typu "samotny po czterdziestce szuka żony". Ciekawe która się skusi

Kwestia W. i B. (!!!) to już temat na osobny esej.

#mojezycieuczuciowetakiebogate
  • awatar Mariusz Z: Same gorące propozycje trafiasz :D
  • awatar Jednooka: Ja na tym "swoim" portalu mam szczęście, bo poznałam już dwóch naprawdę fajnych facetów z okolic. Nawet jeśli nie znajdę nikogo do związku (bo nie szukam), to do pogadania na pewno.
  • awatar Jednooka: Słyszałam, że Badoo to akurat najgorszy portal na szukanie swojej drugiej połówki, bo siedzą tam sami napaleńcy i amatorzy seksu za kasę :D. Chociaż z drugiej strony nie wiem, jaki portal wobec tego byłby odpowiedni. Gdzieś słyszałam, że na portalach randkowych siedzą jedynie ci, którzy nie mają szansy na wyrwanie czegoś w realu. Osobiście mam konto tylko na jednym portalu tego typu i póki co poznaję tam samych sensownych facetów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Obudziłam się dzisiaj i właściwie od razu zaczęły mi płynąć łzy z oczu. Pół biedy gdyby był jakiś powód, wtedy albo wypłakałabym się porządnie albo starała o tym nie myśleć... A tak to płakałam i nie wiedziałam czemu. Może po prostu stresuję się ostatnio wieloma rzeczami i po prostu emocje znalazły ujście? Nie mam pojęcia...

Spotkałam się wczoraj z W. Było jeszcze lepiej niż ostatnio a było tak porno i duszno że aż się z nas lało Po wszystkim siedzieliśmy przytuleni do siebie i rozmawialiśmy... Wyjaśniliśmy kwestię naszej relacji. Spytał czy utrzymuję z nim kontakt bo mam nadzieję na związek a ja odpowiedziałam że nie mam takich nadziei, po prostu w jakimś stopniu nadal mi na nim zależy. Oboje zgodziliśmy się z tym że obecne relacje są najlepsze. Jest między nami ogromna chemia i kumpelstwo ale nie da się na tym zbudować związku Ogólnie pogadaliśmy o różnych rzeczach, tak bardziej szczerze... Chyba polubiłam te nasze rozmowy.

A to nie koniec atrakcji na ten weekend... Napisał do mnie na fb taki jeden Paweł... Że chciałby mnie poznać bo mu się spodobałam i wysyła mi zaproszenie do znajomych mimo że się nie znamy. Ook, spytałam jak mnie znalazł... Okazało się że trafił na mnie przeglądając profil Pana Pedagoga o.O No i mieszkają w jednym mieście i pracują w jednej firmie o.O

Na razie z nim piszę bo w sumie czemu nie... Ale i tak nic z tego nie będzie. Nie mam ochoty na flirty itp poza tym i tak jakoś mi nie podpasował...

Do tego zastanawia mnie dlaczego znajomy Pana Pedagoga pisze do mnie akurat po naszym rozstaniu... Coś mi tu mocno nie pasuje...
  • awatar Jednooka: Kapibarko, przypomnij sobie, co robił mój były. On również po naszym rozstaniu wypytywał naszych wspólnych znajomych.
  • awatar Jednooka: Podejrzewam, że Pan Pedagog go namówił ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Wiecie co? Głupio to zabrzmi ale czuję ulgę. Naprawdę. Nie muszę się już przejmować tym czy napisze albo przyjedzie (bo i tak tego nie zrobi ). Nie muszę przejmować się tym czy przypadkiem go nie uraziłam (bo on ma nerwicę i nie można go denerwować! Kurwa. A ja to mogę się stresować tak?) Nie muszę przejmować się tym że będę na studiach w Łodzi a on w Tomaszowie i tym jak będziemy się spotykać. Nie muszę mieć wyrzutów sumienia w czasie pisania z W. (no i mogę się z nim legalnie spotkać). Nie muszę też mieć wyrzutów sumienia że jestem na imprezie i tańczę z jakimś chłopakiem. Nie muszę przejmować się tym że nie mogę jednocześnie spełnić oczekiwań jego i moich rodziców (a zresztą to moje oczekiwania są najważniejsze!). Nie muszę już go kryć ani bronić przed rodzicami. Mam jasną sytuację. Zresztą oboje uznaliśmy że to bez sensu więc nie mam wyrzutów sumienia że złamałam komuś serce itp.

Tylko czuję się trochę... pusta? Bez uczuć? Bo tak właściwie nie wiem co czuję. I trochę mi głupio z tym. Ale z drugiej strony... Przez dłuższy czas nad tym myślałam. Gdyby nagle powiedział że to koniec to bardziej bym to przeżyła bo stałoby się to nagle. A tak to miałam sporo czasu na pogodzenie się z tym. Poza tym... Niby byliśmy rok. Ale przez pierwszy rok znajomości z B. (najpierw przyjaźń potem para) widzieliśmy się codziennie w szkole, przed szkołą, po szkole. Potem w weekendy też. Pisaliśmy na okrągło. Dlatego tak mocno się do niego przywiązałam i było mi bardzo ciężko po jednym i drugim rozstaniu. A do Pana Pedagoga tak naprawdę nie miałam kiedy się przywiązać... Może jeszcze na początku gdy widzieliśmy się co tydzień i sporo pisaliśmy... A potem było tego mniej. Już nawet nie tęskniłam gdy nie widzieliśmy się miesiąc i nawet miałam przez to wyrzuty sumienia. Zresztą nauczyłam się zabijać tęsknotę więc może dlatego?

Trochę żałuję że nie skończyłam z nim po Walentynkach. Ale chyba potrzebowałam tych paru miesięcy żeby zrozumieć pewne rzeczy. Może tak miało być?

Teraz robię sobie przerwę od facetów i zajmuję się sobą. Muszę odpocząć. Bo boję się że niedługo nie będę umiała nikogo pokochać...
  • awatar Jednooka: I bardzo dobrze! Zawsze powtarzam, że jeśli czujesz, że coś Ci się w związku zaczyna walić, że coś jest nie tak i jesteś z tym wszystkim nieszczęśliwa, to coś jest na rzeczy. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że my kobiety lubimy usprawiedliwiać traktowanie nas jak piąte koło u wozu albo ładny mebel, który zawsze można wyrzucić czy przestawić. Dobrze, że umiemy jednak zakończyć to, co i tak nie miałoby sensu. Teraz odpocznij, zajmij się sobą. Jesteś tego warta i potrzebujesz tego.
  • awatar audacieux: Ja tak czułam z S. poniekąd. Bo to on był pępkiem świata, jego zdanie było najważniejsze, wystarczyło coś powiedzieć i już czuł się urażony. A tak, to spokój. Chociaż mi brakowało wielu rzeczy, bardzo wielu. Co gorsza, jak zaczełam się spotykać znowu z byłym, to poniekąd porównywałam jak było z S. A to już nie jest fajne... A ja znam te przerwy od facetów... zawsze ktoś wpadnie w oko i akurat może coś z tego wyjść. Tylko chodzi o nie szukanie nikogo.
  • awatar homeless soul: @: zazwycczaj widuję się z nim każdego dnia... spędzamy razem strasznie dużo czasu, mieszka zaraz obok mnie i pomaga mi często z nauką. nieraz przesiaduje u mnie całe dnie.. więc często robię nam obiad albo zjadam podwieczorek..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Kwestia Pana Pedagoga jednak została rozwiązana.

W sumie już podjęłam decyzję ale chciałam się spotkać bo uważam że takich spraw nie załatwia się przez telefon... No ale on (niespodzianka) nie mógł się spotkać a że zaczął ten temat to stwierdziłam że pierdolę i nie będę czekać aż on raczy się spotkać bo po co to wszystko sztucznie przedłużać... Rozmowa była krótka i bez większego wypominania sobie. I to wszystko po roku bycia razem. No cóż, trudno. Tylko parę jego tekstów mnie rozjebało. Np. że zmuszam ludzi do spotkań ze mną zamiast ich zachęcać. Hę? Jakoś moi znajomi chcą się ze mną widzieć i nie trzeba ich do tego zmuszać, tylko on biedny czuje się "przymuszany". Albo po co mi chłopak skoro nie czuję się gotowa. Kurwa. Bycie gotowym na związek =/= bycie gotowym na mieszkanie razem, ślub, dzieci itp. Tak ciężko to zrozumieć? Niech sobie znajdzie taką co po miesiącu weźmie z nim ślub.

On po prostu nie dorósł do związku i do liczenia się z innymi ludźmi. Najlepiej jest mu samemu bo nikt nie wpierdala mu się w życie, plan dnia i nawyki. I nie próbuje go zmieniać (co niby robiłam, he he). A dziewczynę ma się cały czas a nie raz na miesiąc "jak się przypomni". No i jeśli napisał że nie potrzebuje dziewczyny do niczego to ja nie mam ochoty być tylko problemem i piątym kołem u wozu. Niech sobie będzie sam, inni też będą szczęśliwsi.

Może i lepiej że teraz to się stało. Jestem już spokojniejsza bo mam jasną sytuację. Płakałam w czasie rozmowy ale potem już nie. Chyba już od dłuższego czasu nastawiałam się na to psychicznie bo widziałam że tego się nie uratuje, no i swoje wcześniej wypłakałam. Mimo wszystko jednak szkoda no bo zdążyłam się przywiązać... No i jego rodzice mnie lubili, rodzeństwo też no i ogólnie wszyscy byli za mną... No ale trudno, nie można mieć wszystkiego.

Może ostatnio nie wszystko idzie po mojej myśli ale postaram się żeby te wakacje były dobre. Będę spotykać się ze znajomymi, pić, imprezować, pojadę z W. do Warszawy, znajoma proponowała weekendowy wypad nad morze, może i sama gdzieś się wybiorę...

No właśnie, W... Spotkałam się z P. i miałyśmy jechać na imprezę ze znajomymi. Ale kombinowałyśmy i w końcu tak wykombinowałyśmy że ona pojedzie na imprezę (bo i tak okazało się że dla nas dwóch nie ma miejsca w samochodzie) a ja spotkam się z W. I tak chciał spotkać się dzisiaj (tak, wiedział już że jestem wolna ) więc co szkodziło spotkać się wcześniej No to poszłyśmy do parku, wypiłyśmy Lubelską porzeczkową, trochę mnie wzięło, nie powiem że nie, no i każda pojechała w swoją stronę.

Pojechałam z W. w ustronne miejsce i kurcze... Co to się działo w tym samochodzie... To był najlepszy seks jaki z nim miałam i jeden z najlepszych w życiu I nie była to kwestia alkoholu... Tylko tych wszystkich gestów i tego co robił. Nie było to takie bezuczuciowe jak kiedyś. A po wszystkim mnie przytulił. Nie robiliśmy tego po rozstaniu, raz poprosiłam go o to bo bardzo potrzebowałam przytulenia ale było to trochę sztywne... A wczoraj było zupełnie naturalne i nie czułam się źle.

Mieliśmy sporo czasu więc posiedzieliśmy jeszcze i pogadaliśmy na różne tematy, sporo powiedział mi o tym co się ostatnio u niego dzieje... I parę razy mnie zaskoczył. Mówił np że jestem teraz dla niego najbliższą osobą bo z przyjaciółką urwał mu się kontakt. Albo jak mówił że ona była przeciwko naszym kontaktom bo w końcu wpadniemy. Powiedziałam że w razie czego prawdopodobnie usunęłabym no bo co miałabym zrobić... A on na to że wtedy ożeniłby się ze mną bo nie pozwoliłby zabić swojego dziecka. Zaskoczył mnie tym, myślałam że raczej wolałby pozbyć się "problemu". Zapytałam czy bylibyśmy szczęśliwi będąc ze sobą tylko ze względu na dziecko... Powiedział że mógłby ze mną być bo zmieniłam się na lepsze, on też się zmienił, byłoby łatwiej się spotykać niż w liceum... Ale nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i ogólnie to wszystko jest bardziej skomplikowane...

Mam mały mętlik w głowie... Nasze relacje po rozstaniu były zawsze jasne, wiedzieliśmy czego po sobie oczekiwać, czego nie robić i o czym gadać. Z czasem relacje stały się bardziej przyjacielskie niż koleżeńskie bo parę razy mi się wygadał i ja jemu też. Przez ostatni rok mimo braku spotkań utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. I nadal mam do niego sentyment. Ale czy nawet czysto teoretycznie by to wypaliło? Nie mam pojęcia. To wszystko nie jest takie proste... Ale czy w ogóle powinnam o tym myśleć? Może lepiej zostawić wszystko w obecnym kształcie?
  • awatar ~ no more destruction ~: Zabrzmi to mało poprawnie, ale cieszę się, że się jednak uwolniłaś :)
  • awatar araptorus: Związek trwający ponad rok gdzie spotykaliście się niekiedy raz na miesiąc to nie związek tylko kpina. Nie znałaś go, przez co ciągle byłaś niespokojna. Nie wiem dlaczego on to ciągnął skoro naszły na ciebie takie zarzuty. Spróbuj z W., ale nie spodziewaj się kokosów, korzystaj z tego co masz. :)
  • awatar homeless soul: cieszę się że podjęłaś decyzję kochana :) życzę Ci żeby było Ci teraz lepiej :) :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Byłam wczoraj na uczelni na rozmowie kwalifikacyjnej w sprawie stażu. I nie wszystko poszło zgodnie z moimi oczekiwaniami...

Ogólnie było siedmiu chętnych na staż. Byłam piąta w klasyfikacji (pod uwagę była brana średnia z trzech lat, ocena z rozmowy i opinia dwóch wykładowców na nasz temat). A miejsca na staż były cztery. Myślałam że się tam rozpłaczę.

Może nawet nie dlatego że znalazłam się za "podium". Ale dostała się koleżanka która jest ze mną na zaocznych. Miała trochę niższą średnią ode mnie, tyle że ona nie pracuje więc ma więcej czasu na naukę, a i tak nieraz jechała na ściągach. Ok, rozumiem że byłam gorsza od osób ze studiów dziennych którzy mają więcej czasu na naukę no i jak nie pracują to mogą robić praktyki, kursy, szkolenia itp... Ale myślałam że z moją średnią dam radę i nadrobię opinią wykładowców... A tu no, taki chuj.

Musiałam skopać rozmowę. Mogę sobie mówić że jestem zajebista i dam radę tylko jak przychodzi co do czego to zacinam się, robię czerwona i zapominam połowy tego co chciałam powiedzieć. Czuję się beznadziejna. Co z tego że mam chęci i się staram skoro nie daje to efektów? Co z tego że staram się a i tak jestem zwalniana z każdej pracy? Co z tego że się staram skoro to co chcę dostają gorsi ode mnie? Co z tego że staram się budować swoją pewność siebie skoro w takich sytuacjach i tak idzie to w cholerę?

Niby nie jest źle bo było jedno wolne miejsce na miesięczne praktyki. We wrześniu będę pracować w Łodzi w klubie fitness. Tylko nie jest mi fajnie ze świadomością że gdyby nie to wolne miejsce to nie dostałabym się nigdzie a całe wakacje spędziłabym zapieprzając na taśmie. Niby już ochłonęłam i pocieszam się że dobry i ten miesiąc, że lepiej poznam Łódź, jak będę na miejscu to będę mogła coś załatwić czy zanieść dokumenty... No ale narobiłam sobie nadziei na Warszawę co nie...

Dodatkowo dobiłam się rano tego samego dnia. Miałam czas więc poszłam do szpitala odebrać dziennik praktyk (zostawiłam go na oddziale żeby przekazały go oddziałowej bo nie miałam zamiaru jeździć tam po kilka razy żeby trafić na czas gdy ma dyżur i możliwość podpisania tego wszystkiego). No i oczywiście też się mnie przyczepiła (mniejsza o co). Byłam tak zestresowana tym wszystkim że tylko przytaknęłam bo miałam ochotę uciec z płaczem. Boże, ile nerwów mnie takie sprawy kosztują... Zaniosłam dokumenty do działu kadr ale nie poszłam do naczelnej pielęgniarki po ostatnie pieczątki bo już po prostu nie dałam rady. Pójdę innego dnia.

Nie daję sobie radę z takimi rzeczami. Po prostu nie daję. Chyba zaczynam coraz bardziej się bać zamiast to zwalczać...

Czasami mam wrażenie że zdanym egzaminem na prawko wyczerpałam limit szczęścia na ten rok...

W kwestii Pana Pedagoga raczej brak postępu. W tym tygodniu mieliśmy na tą samą zmianę i jak ja pisałam to jeszcze jakoś rozmowa się kleiła. Ale dzisiaj nie napisałam nic i zero odzewu. Nie wiem czy jest zajęty, czy śpi czy co się z nim dzieje. Gdy spytałam czy widzimy się w weekend odpisał że nie wie. Kurwa. Pojechałam w tamtym tygodniu do House'a odebrać wypłatę za maj. Dziewczyny ucieszyły się na mój widok, jedna nawet mnie przytuliła, pytały się co u mnie, czy znalazłam nową pracę itp. W weekend pojechałam do Łodzi spotkać się z Anią (pracowałyśmy przy kabelkach na jednej linii, okazało się że mamy ze sobą dużo wspólnego i zakumplowałyśmy się, a jak nas zwolniono to nadal utrzymywałyśmy kontakt). Wyprzytulałyśmy się, połaziłyśmy po sklepach i pogadałyśmy. I myślę że jeszcze nie raz się spotkamy. Pisałam ostatnio z W. i gdy napisałam że staram się o staż w Warszawie to zaproponował wspólne zwiedzanie miasta (bo chciał pozwiedzać ale nie miał odpowiedniego towarzystwa).

Jak to jest że wszyscy cieszą się na mój widok tylko nie mój chłopak?? No jak??

Coś czuję że nie będę musiała czekać do końca lipca na rozwiązanie tej sprawy...
  • awatar createmygarden: @ polecam, ale teraz jak już wszystko przekwitło lub jeszcze nie zakwitło to szału nie ma. My planujemy wybrać się tam jesienią, podobno jest zajebiście ;DD
  • awatar Kapibarka: @animam vilem: Pracowałam w Corningu ale teraz jestem w innym magazynie, nie chce mi się już zmieniać pracy na te dwa miesiące ;) Ogólnie w kontaktach z innymi ludźmi już nie jestem taka płochliwa ale instytucje wszelakie i załatwianie formalności nadal mnie przeraża...
  • awatar animam vilem: ...i zmieniłam po prostu faceta na lepszy model, trafiony w 10 z resztą ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›