• Wpisów:730
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 17:15
  • Licznik odwiedzin:59 369 / 2486 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Chyba jeszcze nigdy nie byłam w takiej dupie ze swoim życiem. Nie wiem co z moimi studiami, stażem, pracą, dalszymi studiami, przeprowadzką, związkiem. Wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Nie mam pojęcia co przyniosą najbliższe miesiące. Na razie zarejestrowałam się na studia i złożyłam wniosek o trzymiesięczny staż (tym razem nie odpuszczę). Wszystko niedługo się rozstrzygnie.

Byłam w niedzielę u Pana Pedagoga bo był festyn w jego mieście. Mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Sama impreza była taka sobie ale mniejsza o to. Niby wszystko było ok ale coś było nie tak... Jakbym czuła jakiś dystans między nami. Mało rozmawialiśmy, nawet nie zaczynałam poważniejszej rozmowy bo widziałam że to nie ma sensu. A może po prostu był niewyspany? Nie wiem. W sumie najlepiej było jak po prostu leżałam wtulona w niego na jego łóżku. Chociaż jak wróciłam to byłam przybita tym wszystkim. Teraz w sumie piszemy normalnie, zaproponowałam weekendowy wypad za jakiś czas bo nie obchodziliśmy rocznicy i widzę że jest zainteresowany...

Miotam się strasznie ale chcę podjąć dobrą decyzję. Chyba dam nam czas do końca lipca. Jeśli nic się zmieni to będę musiała to zakończyć... Nie chcę tego ale nie da się być z kimś na siłę...
  • awatar ~ no more destruction ~: No oby się coś między wami naprawiło, na razie to wszystko mało kolorowe :/
  • awatar audacieux: Chcę tutaj już zostać, bo w sumie podoba mi się. Pogodziłam się, że nie pójdę na medycynę i już nie reaguję na to tak emocjonalnie jak wcześniej. Sama nie wiem co Ci radzić w takiej sytuacji z Panem Pedagogiem. Bo u mnie jest baardzo skomplikowana z moim byłym, tylko chociaż widzę, że mu zależy. A tak... dawałaś mu szansę, już nie jeden raz, starałaś się, tyle przepłakałaś i wycierpiałaś. Dlatego dobrze ustalić taki 'termin' i zobacyzć czy coś się zmieni.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


W końcu udało nam się porozmawiać. Przez kilka dni płakałam, prosiłam, groziłam rozstaniem, no co tylko się dało i nic. Pisałam z jego bratem i siostrą ale nic się nie dowiedziałam. W końcu w Boże Ciało w akcie desperacji zadzwoniłam do jego mamy, spytałam czy jest u nich i czy mogę z nim pogadać. Akurat go nie było ale obiecała zadzwonić jak wróci. Oddzwoniła po jakimś czasie ale nie chciał ze mną rozmawiać, to samo napisał w odpowiedzi na moją wiadomość na fb. Ale zaczęłam go męczyć i jednak zaczęliśmy rozmawiać... I od tego czasu codziennie rozmawiamy. Nie są to łatwe rozmowy, nieraz napisał ze nie ma ochoty ze mną gadać, że nie ma do tego wszystkiego siły i cierpliwości, że skoro uważam że lepiej się rozstać to niech tak będzie, sama nieraz się wkurzyłam i miałam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Ale jednak rozmawiamy. Dowiedziałam się paru rzeczy i przynajmniej mniej więcej wiem czego chce. No i nie ma sensu go cisnąć bo tylko zamyka się w sobie i mnie olewa a ja jeszcze bardziej się nakręcam i wkurwiam.

Mam straszny mętlik w głowie. Uważam że bylibyśmy lepszą parą gdyby on nie był taki uparty. I gdyby po prostu mówił co czuje i co mu nie pasuje a nie zamykał się w sobie. W piątek już się wypłakałam, wyrzuciłam z siebie negatywne emocje i miałam wyjebane czy napisze i czy w ogóle będziemy razem. Właściwie to już się nastawiłam na rozstanie ale chciałam wszystko jeszcze raz przemyśleć. Poszłam z koleżankami na wódkę żeby się odstresować, no i pisał. Nawet zaprosił mnie na pieszy maraton za trzy tygodnie, co mnie zaskoczyło bo rozmowa z poprzedniego dnia do specjalnie miłych nie należała. Obawiam się też że będzie narzucał mi swoje zdanie (chociaż on zarzuca mi że jego zdanie się nie liczy) i ogólnie ciężko będzie się z nim dogadać. Z jednej strony czuję że gdybyśmy razem zamieszkali to byłoby lepiej bo problemy byłyby rozwiązywane na bieżąco i moglibyśmy codziennie widzieć się, rozmawiać i spędzać czas. Ale z drugiej strony obawiam się jak to będzie. Zależy mi i chcę to ratować ale nie za wszelką cenę. Nie dam sobie wejść na głowę i jeśli nie dogadamy się w istotnych kwestiach to będę musiała się z nim rozstać... No ale niedługo wakacje, zobaczymy czy swoim zachowaniem pokaże że mu naprawdę zależy.

A żeby nie było tak poważnie... Wczoraj mama spytała czy jak wychodzę z P. to czy gadam z jakimiś chłopakami, więc odpowiedziałam że czasami spotkamy jakiegoś jej znajomego. Spytała też czy jakbym poznała jakiegoś chłopaka to czy coś by z tego było. Odpowiedziałam że pewnie relacja koleżeńska, pogadać od czasu do czasu czy coś. Ale zastanowiło mnie czemu o to pyta, przecież ni z gruchy ni z pietruchy by z tym nie wyskoczyła, więc pytam się o co tak naprawdę chodzi. No i ogólnie mama dowiedziała się od mojej cioci że podobam się jakiemuś chłopakowi. Zrobiłam wielkie oczy no ale ok... Tyle że to dopiero początek. Wczoraj spotkały się na rynku, gadka szmatka, ciocia pyta się czy Pan Pedagog nadal do mnie przyjeżdża a ona odpowiedziała że nie (wcześniej mówiła że tak ale nie miesza się do tego). No i że ciocię to ucieszyło. A skąd w ogóle się o tym dowiedziała? Bo jego tata jej o tym powiedział. A wiecie co jest zabawne? Ten gość zna moją ciocię i moją mamę. Zna też mnie. Ale nie skojarzył że jesteśmy spokrewnione (a niby jesteśmy takie podobne do siebie... No ale chyba nie widział nas razem, a moje nazwisko nosi kilkanaście osób w okolicy, jak nie więcej). Dopiero moja ciocia go uświadomiła że my obie to matka i córka.

A wiecie co jest najzabawniejsze? Że ten gość to mój instruktor od prawa jazdy. Ten z którym ostatnio jeździłam. Jak mama mi to powiedziała to już w ogóle miałam oczy jak pięciozłotówki. Spodobałam się synowi mojego instruktora o.O Telenowela, mówię wam. Ja tego nie ogarniam.

Tylko jak widzę że mama zaczyna jego temat i chyba próbuje mnie swatać to już wcale nie jest mi do śmiechu. Nie znam tego chłopaka, nawet nie mam pojęcia który to jest, nie wiem czy go nawet przypadkiem widziałam na oczy. Nie wiem skąd on mnie wytrzasnął i dlaczego akurat mnie ale też mnie nie zna bo pewnie widział mnie tylko na zdjęciach. A mama to by chciała mieć idealnego zięcia, idealnych teściów, z dobrej rodziny, bez patologii i w ogóle problemów. Tak, tak, tak... Tyle że idealna rodzina nie istnieje, a nasza na pewno do takich nie należy. A to że jej coś się podoba nie oznacza że mi też musi. Mama chyba zapomina że nie jestem jej kopią. A znając życie to ten chłopak stwierdziłby po kilku miesiącach że mam nierówno pod sufitem i on chce normalną dziewczynę. I tyle by było. Nie wiem co mam robić ale chyba jestem na tyle ogarnięta że SAMA potrafię znaleźć sobie faceta. i na pewno nie potrzebuję do tego pomocy mamy.
  • awatar ~ no more destruction ~: Wiem, że jest dobra. Kocha cię ;) Tylko, co zawsze o niej piszesz, to mnie zaskakuje, po prostu
  • awatar createmygarden: wiesz co, jak ten Twój chłopak tak odpierdala, to ja bym nie pchała się w to dalej. Tylko cierpisz. Może zaraz będzie idealnie, będziecie normalnie rozmawiać i się spotykać, a po chwili on znów będzie miał swoje "widzi mi się"
  • awatar ~ no more destruction ~: Z tą twoją mamą to nigdy nic nie wiadomo o.O
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Myślałam że po ostatnim spotkaniu będzie lepiej ale się myliłam... Nie widzieliśmy się ani wczoraj ani tydzień temu. Pytam się po kilka razy czy przyjedzie do mnie a on pisze ogólnikami. Wczoraj pisałam że to wszystko mi się nie podoba, nawet groziłam rozstaniem a on nic nie odpisał. NIC. Nie wiem co mu znowu odjebalo.

W ogóle to za tydzień mamy rocznicę. I chyba będzie powtórka z Walentynek. Chciałam mu kupić coś fajnego ale pierdolę to z góry na dół. Nawet nie wiem czy się w ogóle spotkamy a nie mam zamiaru się prosić.

Od wczoraj płaczę. To chyba będzie koniec... Ja już po prostu nie mam siły... Myślałam że sytuacja z Walentynkami czegoś go nauczyła, sam pisał że nie chce już takich sytuacji... Nie umiem sobie tego wszystkiego wytłumaczyć, po prostu nie umiem...
  • awatar Jednooka: Kochana, ja po swoich doświadczeniach z mężczyznami mogę napisać Ci jedno: dziękuj Bogu za to, pozwala Ci teraz poznać, że ten mężczyzna nie zasługuje na Twoją miłość. W innym przypadku mogłabyś zaślepiona jego uczuciem wziąć z nim ślub i potem płakać nie przez parę dni, a latami. Ty potrzebujesz mężczyzny, a nie chłopca. Dojrzałego człowieka, nie dziecka. Dziękuję Ci za mądre słowa na moim blogu. Bardzo mnie podbudowały.
  • awatar audacieux: Nienawidzę takich sytuacji, bo czuję się wtedy zupełnie bezsilna. No bo skoro ktoś nie chce gadać i pisze ogólnie, o ile w ogóle, to co możesz więcej zrobić? Trzymaj się jakoś, czasem trzeba przejść przez wiele trudności w życiu.
  • awatar Vintende: Dla mnie koleś ma problemy ze sobą. Ty ich nie rozwiążesz, ani nikt inny. On sam musi przepracować wszystko i dojrzeć, zeby mógł stworzyć sensowny zwiazek. Proponuje Ci go sobie odpuścić. Bolesne, ale szczere.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Trochę się działo w tym tygodniu ale teraz dopiero o tym piszę bo mam bardzo wolny internet a nie lubię dodawać wpisów na smartfonie... No ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma

W niedzielę jednak napisałam o tym teście. Zainteresował się, nie powiem że nie. Tylko miałam wrażenie że tylko to go zainteresowało bo potem rozmowa się już nie kleiła. No i był u siebie ale przyjechać do mnie jakoś nie mógł. A potem napisał że jednak mogliśmy się spotkać. No ręce mi opadły. I wkurzyłam się tak że miałam ochotę coś rozpierdolic.

Ale zaproponował spotkanie we wtorek. Ok, niech będzie. Mieliśmy iść nad zalew albo w inny plener ale pogoda się popsuła no i w końcu pojechałam do niego. No i cóż... Było dobrze Poszliśmy na kebab i piwo a potem do niego. Nie wiem czy to kwestia pogody, ostrego sosu czy alkoholu ale gorąco było U niego też No i jak się widzimy na żywo jest inaczej... Sama jego obecność dobrze na mnie działa. No i rozmawia się inaczej, chociaż nie zawsze pada dużo słów. Zależy mi i jemu też, może po prostu mamy inne podejście do niektórych spraw... A może ja za bardzo dramatyzuję. Bo niektórych rzeczy na razie nie zmienimy. Zobaczymy jak będzie dalej.

No i znalazłam pracę. Szału nie ma, pakowanie kosmetyków, ale lepsze to niż nic. Chociaż babka z agencji powiedziała że przekaże moje CV kierowniczce i mogę dostać się na kontrolę jakości. Trochę mnie tym zaskoczyła no ale zobaczymy co i jak. Zresztą i tak nie planuję długo tam posiedzieć więc nawet jak mnie zwolnią to nie będę płakać. Nie ma co się przywiązywać. Byłam wczoraj pierwszy dzień, kierownik zmiany zrobił nam szkolenie co gdzie jest na hali, jakie środki ochrony trzeba stosować i inne tego typu rzeczy, potem poszliśmy na linię (jak ja dawno nie pracowałam przy taśmie) i na koniec szkolenie bhp. Na razie kierownictwo wydaje się w porządku, no i mam wrażenie że nie ma takiego zapieprzu jak w klockach. Albo nie byłam na wszystkich liniach Ale da się radę, co by nie było. Nie takie cuda się robiło

A jak jutro zobaczę się z Panem Pedagogiem to już w ogóle będzie fajnie
  • awatar Poznaje życie: 3mam kciuki za was, by było pięknie i najlepiej, wiadomo. Praca jaka jest ale jest . Ważne by hajs się zgadzał . Powodzenia, 3mam kciuki za Ciebie i was :)
  • awatar shadow of destiny.: jasne że lepsze to niż nic :D !
  • awatar shadow of destiny.: @: Chyba Fibroki się nazywają xD nie pamietam bo wywalilam opakowanie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Nie wiem co zrobić z pracą. Dzwoniłam do agencji i na razie nie ma przyjęć do kabelków... Myślę nad powrotem do klocków dopóki nie zadzwonią stamtąd (bo nie wiadomo ile musiałabym czekać a siedzeniem w domu nic nie zarobię) ale powrót do tego kurwidołka jest ostatnią rzeczą jakiej chcę. Ale jak nie będzie wyjścia to trzeba będzie tak zrobić bo nie wiadomo czy uda mi się znaleźć coś innego. A dwa czy trzy tygodnie wytrzymam skoro dałam radę przez rok.

Pierwszy raz miałam sytuację że nie dostałam okresu mimo brania pigułek. Jak spóźniał się jeden dzień to już panikowałam a tu przez tydzień przerwy w braniu nic. No niby nie miałam powodów do obaw bo była zerowa szansa że mogłam być w ciąży skoro miałam właściwie miesiąc abstynencji... Przekopałam internet i niby raz na jakiś czas tak się zdarza a dopiero jak nie ma dwóch miesiączek pod rząd to należy się niepokoić... Ale wolałam zrobić test żeby mieć poczucie spokoju. Na szczęście wyszedł negatywny.

Myślałam co zrobić gdybym jednak była w ciąży, czy byłabym tak zdecydowana na to co chciałam zrobić rok temu w razie wpadki... W sumie szkołę spokojnie bym skończyła, magisterkę zaczęłabym jak dziecko by trochę podrosło, za rok lub dwa... Gdybyśmy mieli gdzie mieszkać a Pan Pedagog miałby stałą pracę to dalibyśmy sobie radę... No i może jego rodzice by nam pomogli. Tylko nie wiem jak powiedziałabym to swoim...

Tylko kurcze, ostatnio mam coraz więcej wątpliwości czy to jest to... Najgorsze że gdy po raz kolejny nie widzimy się przez miesiąc to przestaje to robić na mnie wrażenie. Nie tęsknię już w takim stopniu. Nie wiem czy to przez rozstanie z B. nauczyłam się zabijać tęsknotę czy po prostu zaczynam obojętnieć jeśli chodzi o nas... I tak przez dużą część czasu czuję się jak słomiana wdowa. Niby jestem w związku a nieraz muszę sobie radzić sama. Ja rozumiem że praca, szkoła, nieraz po prostu nie ma kiedy pisać... No ale czasami mam wrażenie że ma wyjebane czy się w ogóle kontaktujemy...

W czwartek poszłam z koleżanką na piwo, z jednego piwa zrobiły się dwa no i dołożyłyśmy jeszcze dwusetkę... Nie byłam jakaś strasznie najebana ale trochę mnie wzięło, no i pisałam Panu Pedagogowi na fb o tym co mnie boli... Że mam wrażenie że się oddalamy, że nie wiemy co się dzieje u tej drugiej osoby, że brakuje mi go na co dzień i naszych rozmów i po prostu jego... Napisałam kilkanaście wiadomości, odczytał je później i nic. Zero reakcji. Wczoraj spytałam czy się widzimy w niedzielę i też nic. Ok, w tygodniu nie mogliśmy się spotkać bo miał dużo pracy no i prawie nie pisaliśmy, ale mógł wykazać nieco większe zainteresowanie wczoraj... Ale spoko, nie będę się prosić o spotkanie. Nie wiem co mam o tym myśleć tym bardziej że wiem jak potrafi się postarać i martwić o mnie...

Napisałabym mu że nie miałam okresu i robiłam test ciążowy no ale nie będę się zniżać do takich tanich chwytów...

Oglądam od jakiegoś czasu mieszkania w Łodzi żeby zorientować się w ofertach i cenach... Ale już sama nie wiem czy chcę z nim zamieszkać... Tak naprawdę niewiele o sobie wiemy... Może byłoby lepiej gdybyśmy widzieli się na co dzień i lepiej się poznali ale co jeśli się nie uda?

Za trzy tygodnie mamy rocznicę. Tylko z B. dociągnęłam do rocznicy... I nie wiem co mam robić. Po prostu nie wiem... Fajnie byłoby coś zorganizować ale coś czuję że będzie podobna sytuacja jak z Walentynkami...
  • awatar pyśkównaa: Nie zareagował na Twoje wiadomości wcale? Czy odpisał później? Dziwne to wszystko, ale chyba tak czasem jest w związkach i trzeba dużo cierpliwości do tego wszystkiego...
  • awatar ~ no more destruction ~: Jakby się tak zastanowić, to ile razy wy się przez ten rok w ogóle widzieliście? Masz prawo sądzić, że w sumie niewiele o sobie wiecie. Szczerze to nie wiem, jak ty wytrzymujesz i ten brak spotkań, i jego olewczy stosunek. Tak, jak Asia napisała - idzie się wykończyć...
  • awatar seulement la douleur: to ja na twoim miejscu nie planowałabym z nim większej przyszłości, bo to idzie sie wykończyć z takim człowiekiem...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wymiary
Waga - +0,7kg
Biust - bez zmian
Pod biustem - bez zmian
Talia - bez zmian
Biodra - bez zmian
Udo - bez zmian
Łydka - bez zmian

Balsam - 0/30
Krem do rąk - 30/30
Krem do twarzy - 25/30
Pielęgnacja twarzy (żel do mycia + plus tonik dwa razy dziennie) - 26/30
Dzień bez słodyczy - 8/30
Peeling ciała - 0/8
Peeling twarzy - 0/8
Maska do włosów - 0/4
Maseczka na twarz - 0/4
Peeling stóp 0/8
Krem do stóp - 0/30

Cele i postanowienia na rok 2015
http://kapibarka.pinger.pl/m/22973889

http://b1.pinger.pl/bb6893287994c2f3ae4626abc724de0f/1.jpg

http://b2.pinger.pl/75d5fec4a0db7961d6729b0c82dfa08e/2.jpg

http://b4.pinger.pl/5424296bbd34a4f1fe5e01e68aeb5fc2/3.jpg

http://b1.pinger.pl/0b9def455c83a6038733b69c4dc6face/4.jpg

http://b3.pinger.pl/750c39195d282499a784b7c465a2660b/5.jpg

http://b3.pinger.pl/ca47d190738acc38d520b610b8fac083/6.jpg

http://b3.pinger.pl/a73ce19ce47086bc4eac5885eed739eb/7.jpg

http://b1.pinger.pl/cdf373a2621927c8a17d774685a46cae/8.jpg

http://b2.pinger.pl/d122ced8ee7b916b8dbe8277e0c17385/9.jpg
*prawo jazdy*
Yeah, zdane! Za szóstym razem i po trzech latach od rozpoczęcia kursu ale zdane I już odebrane więc w końcu mogę "legalnie" jeździć Na razie rodzice nie chcą mnie puszczać samej "w trasę" ale mam nadzieję że niedługo się to zmieni, tym bardziej że tata za szybko się denerwuje a mama za bardzo chce ingerować w moje kierowanie Ogólnie rodzice chcą mi dołożyć do samochodu ale zobaczymy ile uda mi się odłożyć i jakie będą oferty.

*odchudzanie*
W sumie to wstyd już po raz kolejny pisać że nie poszłam do przodu w tym temacie

*dieta*
Święta- wiadomo, wiele wspólnego z dietą nie miały Po świętach zawzięłam się i nie jadłam słodyczy. W połowie kwietnia znalazłam pracę w sklepie więc musiałam przestawić się na inny rozkład dnia, nie było możliwości zjeść normalnego obiadu (niby mogłam zamawiać z zewnątrz ale za drogo by wychodziło na dłuższą metę) no i miałam problemy z podjadaniem wieczorem. No ale jeśli wrócę na produkcję to znowu będę miała inny rozkład dnia.

*ćwiczenia*
Jeśli uznać za ćwiczenia latanie po sklepach to można powiedzieć że ćwiczyłam No i jeździłam na rolkach z koleżanką także nie ma tragedii w tym temacie

*dbanie o siebie*
Jako że byłam wystawiona na "widok publiczny" w pracy no to nie było zmiłuj, trzeba było się umalować, ogarnąć włosy i ubrać się w miarę ogarnięty sposób żeby ludzi nie odstraszyć Pozostałe postanowienia lepiej przemilczę.

*styl ubierania się*
Niestety chodzenie w spódnicach po sklepie byłoby mocno niepraktyczne Zresztą najpierw fajnie byłoby wysmuklić nogi i pozbyć się paru innych niedoskonałości Ale ogólnie starałam się zwracać uwagę na to co zakładam i komponować ciuchy w miarę fajnie. Chociaż uważam że lepiej wyglądałabym w nich ważąc jakieś 10 kilo mniej

*stypendium*
Złożyłam wniosek o stypendium socjalne na nowy semestr a stypendium za wyniki w nauce nie dostanę. Zrozumiałam że mogę złożyć wniosek na początku semestru a powinnam to zrobić na początku roku, tyle że wtedy brakowało mi oceny z praktyk. Żałuję strasznie bo oceny miałam dobre i miałam szansę je dostać, no ale trudno. Spróbuję powalczyć w Łodzi. Stypendium socjalne mam o kilkadziesiąt złotych niższe niż w tamtym semestrze ale i tak porządnie odciąża mój budżet.

*studia i praca licencjacka*
Już blisko końca Mam trzy czwarte pracy licencjackiej, jeszcze jeden rozdział, wstęp, podsumowanie i poprawki w razie potrzeby i myślę że w lipcu spokojnie się obronię

*studia magisterskie i wyprowadzka*
To dopiero w okresie wrzesień/październik. Ale udało mi się kupić laptop po okazyjnej cenie, więc nie muszę kłócić się z bratem o dostęp do komputera, no i w nowym miejscu zamieszkania będzie potrzebny

*lęki*
Idąc do nowej pracy przełamałam lęk przed nowymi rzeczami, coraz bardziej czuję że potrafię dać sobie radę w nieznanych sytuacjach i że szybko ogarniam nowe rzeczy. Chciałam jeszcze dopracować kontakty z klientami, żeby częściej się odzywać i być bardziej swobodna w kontaktach no ale teraz to już nieaktualne.
  • awatar shadow of destiny.: Czy będzie to nie wiem xD póki co nie chce się pakować w żadne związki. Chce przeżyć parę rzeczy a przejażdżka motocyklem jest jedną z nich :) aczkolwiek jeśli się mi spodoba i jeśli będzie się nam super rozmawiać na co gwarancji nie ma .. to w się nic nigdy niewiadomo :) w każdym razie nie podchodzę do tego tak żeby coś miało być xd I właśnie dlatego nie odpisałam ci co do tych twoich rad o dietetyku bo jeśli jutro będzie kiepsko.. to wtedy skorzystam :) ale pierwsze zaryzykuję i pójdę i porozmawiam z kimś tam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kurwa, jeśli po studiach nie znajdę normalnej pracy albo nie otworzę własnej działalności to spierdalam z tego kraju, słowo daję.

Wczoraj zostałam zwolniona z pracy. Najlepsze jest to że nie dlatego że źle pracowałam. Ogólnie Cropp i House to jedna firma (LPP) no i w Croppie wymienili całą ekipę czy tam część, nie wiem jak to dokładnie było ani po co i dlaczego. No i przyszłam wczoraj do pracy jak zawsze no i kierowniczka salonu Basia powiedziała że musi ze mną poważnie pogadać... Poprzedniego dnia pod koniec pracy przyjechał szef i regionalny bo mieli przywieźć nam wypłaty, ale nie mogłam zostać bo autobus, a Kasia powiedziała że godzinę czekała na kasę bo tyle czasu gadali z kierowniczką... Oficjalnie nie podali przyczyny zwolnienia ale wychodzi na to że po prostu zrobili miejsce dziewczynom z Croppa... I nie wiadomo czy Kaśki też nie zwolnią no ale mam nadzieję że nie, już długo tam pracuje... Oczywiście chuje nie powiedzieli mi tego osobiście tylko kazali kierowniczce przekazać... Nie chciała mnie zwolnić bo dobrze pracowałam i starałam się, ogólnie widziałam że dziewczyny nie chciały żebym odchodziła... No ale co mogły zrobić...

Mam dość, mam dość tego że jestem tak traktowana, że dobrze pracuję i się staram ale jestem zwalniana bo nie ma zleceń/mam umowę przez agencję/trzeba zrobić miejsce komuś innemu/bo mam taki kaprys. I wiecie co? Pierwszy raz płakałam po zwolnieniu z pracy. Może nie z powodu samego zwolnienia tylko z powodu tego jak mnie potraktowano. Dlaczego w tym kraju nie można normalnie pracować?

Jeszcze wydałam 130 zł na bilet miesięczny bo miałam dostać umowę na maj no i wątpię że będę jeździć tyle żeby ten bilet mi się zwrócił -.-

A tego szefa to bym dorwała i powiedziała mu co myślę o nim i całej tej sytuacji bo jest pierdoloną ciotą a nie facetem z jajami, a całokształt jego zachowania (chociaż nie znam go długo) zostawię bez komentarza. Ja jestem cierpliwa ale nie pozwolę sobą pomiatać, nikt nie będzie mnie upokarzał.

Tak się zdenerwowałam że aż poszłam biegać. A wieczorem na piwo i dwusetkę z koleżanką. Trochę mi przeszło no ale mimo wszystko...

Chyba wrócę do kabelków bo gadałam z Anią (z którą zakumplowałam się w pracy) i ona wróciła tydzień temu, więc jak będą przyjęcia to może uda mi się wrócić... ALe, jak to ona powiedziała "czuję się jak dziwka, która z podkulonym "ogonem" wraca do swojego alfonsa, który kilka razy wydymał ją w dupę". I niech to będzie komentarz podsumowujący całą sytuację.
  • awatar black5775: O kurcze, wiem o czym piszesz bo sama pracuję w sieciówce i chcę stamtąd spierdolić najszybciej jak się tylko nic lepszego w moim mieście nie mogę znaleźć :( :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Chyba mogę powiedzieć że jest dobrze. Może nie jakoś super idealnie ale dobrze. Może i lepiej bo jak jest za dobrze to natychmiast coś się pieprzy

Z Panem Pedagogiem nie było najlepiej ale przed majówką poprawiło się. Prawdopodobnie nie miał wtedy zbyt dużo czasu wolnego (mówił że nieraz sobie dorabia po pracy, w legalny sposób oczywiście ) i dlatego rozmowa się nie kleiła. Ale tak to pytał jak mi idzie w pracy itp.

Tegoroczna majówka była o wiele spokojniejsza niż rok temu. Tak właściwie to wypiłam tylko jedno piwo z koleżanką w niedzielę po południu jak już wróciłam do domu Ogólnie plan był taki że w sobotę po pracy miałam jechać do Pana Pedagoga a potem na żywioł, potem mieliśmy jechać do jego brata i bratowej na grilla bo zrezygnowali z wyjazdu do Wrocławia, ale jednak pojechali więc grill nie wypalił. No i w końcu wyszło tak że spędziłam weekend u teściów W sumie było zwyczajnie, posiedzieliśmy w jego pokoju, oglądaliśmy filmy na laptopie, najpierw "spaliśmy" a potem spaliśmy, rano poleżeliśmy w łóżku, potem zjedliśmy śniadanie i jego tata odwiózł mnie do domu. W sumie po tym wszystkim było mi jakoś tak dziwnie smutno... Chyba po prostu brakuje mi takiej zwykłej codzienności z nim, rzadko się widzimy a jeszcze rzadziej możemy sobie pobyć razem tak jak w majówkę. W ogóle za miesiąc rocznica, jak to szybko zleciało o.O

W ogóle to jego tata uparł się żeby mnie odwieźć do domu chociaż wystarczyłoby mi tylko dostać się na pociąg, no i pomyślałam że zaproszę ich chociaż na herbatę no bo już parę razy mnie odwoził... A tu się okazało że na weekend przyjechała ciocia z Łodzi No jaja jak berety No ale posiedzieliśmy wszyscy, trochę pogadaliśmy i jakoś to poszło Ogólnie mama marudzi że Pan Pedagog rzadko przyjeżdża, że nie miała okazji z nim pogadać i w ogóle nie wie co o nim myśleć... Eh, i jak tu wszystkich zadowolić?

Oczywiście rodzice nie byli zachwyceni tym że nie będzie mnie w weekend w domu no ale jakoś przeżyłam ich gadanie Już parę razy nocowałam z Panem Pedagogiem i jakoś w ciąży nie jestem, a teściom jakoś nie przeszkadzało że śpimy w jednym łóżku

W pracy idzie mi całkiem nieźle, ogarnęłam podstawowe rzeczy no i w końcu nauczyłam się obsługi kasy fiskalnej, zwłaszcza płatności kartą, chociaż bywają jeszcze drobne problemy We wtorek były niezłe jaja bo zepsuła nam się kasa fiskalna Znaczy się one mają jakiś "termin ważności" i trzeba je wymieniać, nie znam się na tym dokładnie. Zgłosiłyśmy problem tuż po 10, serwisant miał przyjechać w ciągu czterech godzin, przyjechał tuż przed 18 Cały dzień nie mogłyśmy nic sprzedać, ani przyjmować reklamacji, no nic. Odkładałyśmy klientom rzeczy żeby je odebrali następnego dnia no bo co mogłyśmy zrobić? Gdyby to było zależne od nas to sklep byłby zamknięty no ale "góra" zdecydowała inaczej... Fuck logic co nie? Żeby było śmieszniej przed pracą skoczyłam do lumpeksu bo wpadło mi w oko parę sukienek (oczywiście chujowo leżały ) no i gdy już się naprzymierzałam to zauważyłam że podarła mi się koszula którą miałam na sobie No i kupiłam na szybko koszulkę za parę złotych no bo co miałam zrobić?

Także do pełni szczęścia brakuje mi "tylko" dziesięciu kilo mniej, sprawnego skończenia pracy licencjackiej, obrony tejże pracy, skończenia studiów, przeprowadzki do Łodzi i studiowania tam no i ładniejszej mordy żeby klientów nie odstraszać
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Nie wiem co się dzieje z Panem Pedagogiem. Od czasu tego niedoszłego wyjazdu do Łodzi. Jakakolwiek rozmowa w ogóle się nie klei a ostatnio widzieliśmy się przed Wielkanocą... Ok ja rozumiem że nie widzieliśmy się bo odsypiał nocki w pracy albo miał robotę... Ale mam wrażenie że ma ostatnio wyjebane na to czy się spotkamy czy nie, jak pytam czy się spotkamy to jakby z łaski mi odpisywał, nie interesuje się co się u mnie dzieje, jak napisałam że znalazłam pracę w sklepie to spytał tylko w jakim i ani nie spytał jak mi idzie, jak sobie radzę itp... Wczoraj i dzisiaj nawet jednego smsa nie napisał... A jak czułam się ostatnio chujowo i to tak że prawie jechałam z płaczem do szkoły to nawet nie miałam się komu wyżalić ani nawet przytulić, no cokolwiek...

No właśnie, tyle dobrego że znalazłam pracę. Będąc na mieście zobaczyłam że szukają sprzedawcy w Housie, nie mam doświadczenia w takiej pracy ale uznałam że zanieść cv nie zaszkodzi... No i poszłam, pogadałam trochę z szefową i w piątek miałam przyjść na cztery próbne godziny... Stresowałam się nieźle bo nie wiedziałam czego się spodziewać ale przyszłam, głównie sprzątałam i ogarniałam ciuchy na wieszakach, układanie rozmiarami, chowanie metek do środka itp... Dzisiaj nawet byłam na kasie kilka razy ale na razie niezbyt to ogarniam trochę tego do ogarnięcia jest ale dziewczyny na razie są zadowolone, mówią że jestem pracowita i ogarnięta jak na swój wiek. Przynajmniej w pracy robię dobre wrażenie Trochę kijowo bo soboty pracujące, ale w ostatnim semetrze mam mniej zjazdów więc opuszczę parę wykładów i chyba jedno czy dwa seminaria także nie jest źle. Szkoda że zarobię mniej niż w poprzedniej pracy, po odjęciu kosztów dojazdu będę miała jakiś tysiąc na czysto, no ale nie będę czekać aż łaskawie zadzwonią i zechcą mnie z powrotem. No i lepsze to niż nic, siedząc w domu nie zarobię co nie. A z szefową da się dogadać z tego co widzę, a jak za bardzo wpadnę w wir pracy to wygania mnie na przerwę

Przykro tylko że jest taka a nie inna sytuacja z Panem Pedagogiem... Kurcze, przecież on naprawdę potrafi jeśli tylko chce, pyta co u mnie słychać, czy dotarłam do domu jak wracam z naszego spotkania, przykrywa mnie kołdrą żebym nie zmarzła jak leżymy u niego i mnóstwo innych drobiazgów... Ok, uważa mnie za wygodnicką córeczkę rodziców ale on też nie jest idealny... Chciałabym żeby mógł normalnie przyjechać do mnie samochodem w weekend albo żeby gdzieś jechać na miasto czy jakiś inny wypad, a nie musieć ciągle kombinować jak się spotkać... Wstyd mi bo większość dziewczyn ma taką możliwość a ja nie, no ale niektórych rzeczy się nie przyspieszy... Nie wiem czy znowu mu coś odwaliło tak jak w Walentynki czy po prostu strzelił focha ale kurwa tęsknię i chciałabym się po prostu do niego przytulić...
  • awatar ~ no more destruction ~: z tym panem Pedagogiem to jest coś nie tak. Albo facet ma jakieś wewnętrzne odchyły albo wcale mu tak bardzo nie zależy... .__. Kurde, a ja chciałam po maturze poroznosić cv po sieciówkach właśnie. Tobie się tak ładnie ułożyło :D
  • awatar Vintende: Nie podoba mi sie takie zachowanie ze strony faceta.. :/
  • awatar createmygarden: Znalazłaś z Łodzi pracę w housie? :D Gdzie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Muszę znaleźć jakąś pracę bo mnie chuj strzeli. Nie chodzi tylko o finanse bo teoretycznie na opłacenie szkoły do końca i inne wydatki kasę mam, tylko o całokształt. Dobija mnie siedzenie w domu bo czuję się jak jakiś pasożyt który nic nie robi. Dobija mnie to że moja wszelka motywacja poszła w pizdu i najchętniej zakopałabym się pod kołdrą z laptopem/smartfonem i dostępem do wi-fi. Dobija mnie że robię tyle co nic mimo że mam tyle czasu, a mając pracę lub szkołę potrafię zrobić bardzo dużo. Dobija mnie to że czuję się niepotrzebna. Dobija mnie to że zmuszam się do tego aby gdzieś jechać i coś załatwić, i to że znowu się boję. Już nie mówiąc o tym że jestem w dupie z licencjatem i dwiema prezentacjami na weekend i oczywiście nie chce mi się za to porządnie zabrać. A, no i jestem brzydka, gruba i beznadziejna.

Wydawało mi się że różne doświadczenia sprawiły że jestem silniejsza a tak naprawdę byle co sprawia że łapię doła i boję się wielu rzeczy. I czasami mam wrażenie że nic się nie zmieniłam, że nadal jestem tą nieporadną idiotką która nie potrafi wziąć życia w swoje ręce i zrobić czegoś porządnie.

Dodatkowo Pan Pedagog mnie dobił. Wpadł na pomysł żebyśmy spędzili weekend w Łodzi, no ale moi rodzice zaczęli marudzić bo nocowałabym poza domem, oni prawie go nie znają bo rzadko przyjeżdża i nie rozmawiali z nim i jeszcze mnóstwo innych rzeczy. No i z wyjazdu nici. A ja nie chcę żeby z nim gadali bo wiecznie im coś nie pasuje i wiecznie się czepiają i nie mam ochoty słuchać dlaczego jest taki a nie inny. To mój problem a nie ich. B. był dla nich za pyskaty to było źle, a teraz nie mogą zrozumieć że Pan Pedagog jest spokojny i mało gadatliwy. No ja pierdolę! Tak źle i tak niedobrze.

Niby wszystko było ok i nic nie mówił że jednak nie jedziemy, no i myślałam że spotkamy się w niedzielę jak skończę wykłady. Coś tam pisał że nie wie czy da radę bo źle się czuje itp, no ale mniejsza o to, zrozumiałabym. Ale napisał mi że jego brat zaproponował nam wypad na majówkę do Wrocławia we czwórkę, ale odmówił. Bo on to pierdoli, powiedział mu o piątkowej sytuacji i nie chce powtórki z rozrywki. Normalnie może bym nie zareagowała tak gwałtownie ale odpisałam że ja też pierdolę w takim razie i jadę do domu. Nie protestował zbytnio (a nie widzieliśmy się od początku kwietnia) i wkurwiłam się jeszcze bardziej. A wieczorem była kłótnia bo uważa że wygodniej jest dla mnie być dzieckiem i rodzice podejmują za mnie decyzje. Znalazł się pan dorosły kurwa mać... To że mieszka sam nie znaczy że zachowuje się jak dorosły bo osobiście uważam że w niektórych sytuacjach miałam więcej rozumu niż on. Płakać mi się chce z bezsilności no bo co ja zrobię? I on ma częściowo rację i rodzice. A ja naprawdę bardzo chętnie już dawno spierdoliłabym z domu, tylko nie mam teraz możliwości finansowych. To wszystko nie jest takie proste jak całe życie słyszałam że jestem do niczego, że sobie nie poradzę w życiu i w ogóle jestem nie taka jak oni chcą. I ja się po prostu boję że jak powinie mi się noga to będę musiała wracać do rodziców i słuchać że mi się nie udało i po co zabierałam się za dorosłe życie, a tego bym psychicznie nie zniosła... I po prostu boję się że sobie nie poradzę. Płakać mi się chce jak o tym wszystkim pomyślę.
  • awatar seulement la douleur: gadałyśmy ostatnio o wychowywaniu dzieci... i wiesz. nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia. bo i on ma rację [bo już jesteś dorosła i to twoja sprawa gdzie i z kim jedziesz], ale z drugiej... faceci sie zmieniają, raz jest jeden raz drugi. nie możesz popierdolić rodziców i potem w razie w wróćić do nich z podkulonym ogonem... współczuje :(
  • awatar ~ no more destruction ~: Znowu łapię się za głowę, czytając, jak wiele odbierają ci rodzice. Podziwiam cię za to, że potrafisz to wytrzymać.
  • awatar createmygarden: Jesteś dorosła, nie możesz ciągle zagrać tak jak Ci powiedzą rodzicie. Nie jesteś dzieckiem i jak chcesz gdzieś wyjechać to po prostu to robisz, oni siłą Cię zatrzymać nie mogą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wymiary
Waga - +0,2 kg
Biust - bez zmian
Pod biustem - bez zmian
Talia - bez zmian
Biodra - +1 cm
Udo - -2 cm
Łydka - bez zmian

Balsam - 7/31
Krem do rąk - 31/31
Krem do twarzy - 21/31
Pielęgnacja twarzy (żel do mycia + plus tonik dwa razy dziennie) - 17/31
Dzień bez słodyczy - 19/31
Peeling ciała - 1/8
Peeling twarzy - 0/8
Maska do włosów - 0/4
Maseczka na twarz - 0/4
Peeling stóp 0/8
Krem do stóp - 4/31

Cele i postanowienia na rok 2015
http://kapibarka.pinger.pl/m/22973889

http://b3.pinger.pl/398a7f6229a138f646225abd68400caa/1.jpg.jpg

http://b1.pinger.pl/be572b8e5d88a2708083ffbfd93ee9c3/2.jpg.jpg

http://b4.pinger.pl/01a13e428cc8ea6d44e9565bb84bf049/3.jpg.jpg

http://b2.pinger.pl/dc5d6c487177b0f30d121ca9021c9260/4.jpg.jpg

http://b4.pinger.pl/d483d799996af7f1f7f2250c200f8aaa/5.jpg.jpg

http://b2.pinger.pl/3f4cc217c1a03c6c1017c541a58d7a37/6.jpg.jpg

http://b3.pinger.pl/d9dcf2f00814b4ccc4e54fbb71834d50/7.jpg.jpg

http://b3.pinger.pl/6ff9f611ede8311d75956cb8a3e1dfde/8.jpg.jpg

http://b1.pinger.pl/37344218d5e7cb1dec2fc18026084fe7/9.jpg.jpg

*prawo jazdy*
Yeah, zdane! Za szóstym razem i po trzech latach od rozpoczęcia kursu ale zdane I już odebrane więc w końcu mogę "legalnie" jeździć Na razie rodzice nie chcą mnie puszczać samej "w trasę" ale mam nadzieję że niedługo się to zmieni, tym bardziej że tata za szybko się denerwuje a mama za bardzo chce ingerować w moje kierowanie

*odchudzanie*
Szału nie ma, ale przynajmniej trzymam stałą wagę.

*dieta*
Pierwsza połowa miesiąca szła średnio, przyznaję... Ale potem zawzięłam się, nakupiłam warzyw, owoców, mieszanek sałat, trzymałam się z daleka od słodyczy, mięso starałam się zastępować jajkami i nabiałem. Jeśli już jem mięso to mało przetworzone, wędlin unikam od jakiegoś czasu, zresztą jakoś nie mam na nie ochoty

*ćwiczenia*
W końcu ruszyłam tyłek Szału nie ma, ćwiczę kilkanaście minut dziennie, w tym rozgrzewka i rozciąganie po ćwiczeniach, i nie zawsze ćwiczę codziennie, ale od czegoś trzeba zacząć No i nie chcę żeby mój organizm doznał szoku

*dbanie o siebie*
Szału nie ma w tym temacie. Do tego od początku jesieni walczę z suchą skórą na dłoniach, a dwa kremy do rąk i maść z witaminą A daje niewielką poprawę. Cera też zaczęła mi się przesuszać (nie wiem czy to kwestia zmiany kosmetyków, czy piję za mało wody, czy jest jeszcze inna przyczyna). Dzielnie zapuszczam grzywkę, brwi też zapuszczam bo kijowo je ostatnio wyregulowałam

*styl ubierania się*
Przez jakiś czas była naprawdę wiosenna pogoda ale powrót zimy nie zachęca do zakładania czegoś bardziej lekkiego

*stypendium*
Złożyłam wniosek o stypendium socjalne na nowy semestr a stypendium za wyniki w nauce nie dostanę. Zrozumiałam że mogę złożyć wniosek na początku semestru a powinnam to zrobić na początku roku, tyle że wtedy brakowało mi oceny z praktyk. Żałuję strasznie bo oceny miałam dobre i miałam szansę je dostać, no ale trudno. Spróbuję powalczyć w Łodzi. Stypendium socjalne mam o kilkadziesiąt złotych niższe niż w tamtym semestrze ale i tak porządnie odciąża mój budżet.

*studia i praca licencjacka*
Z pracą licencjacką też w końcu ruszyłam. Wiele nie zrobiłam ale zawsze coś, a jak już zaczęłam to pociągnę dalej czas goni więc trzeba się zebrać i pisać, pisać, pisać

*studia magisterskie i wyprowadzka*
To dopiero w okresie wrzesień/październik. Ale udało mi się kupić laptop po okazyjnej cenie, więc nie muszę kłócić się z bratem o dostęp do komputera, no i w nowym miejscu zamieszkania będzie potrzebny

*lęki*
Ociągałam się z załatwieniem kilku rzeczy, części w ogóle nie załatwiłam ale teraz największym stresem będzie brak pracy, szukanie nowej i niepewność co dalej.
  • awatar Poznaje życie: Ha ha ha pamiętam jak rozmawialiśmy przez telefon i Cię przekonywałem byś nie rzucała kursu i widzisz są efekty Twojej ciężkiej pracy. Niedługo będziesz miała plastik a za razem uprawnienia i otwiera Ci się tutaj też nowy rozdział. Będziesz niezależna, gdzie chcesz to jedziesz i nikogo się nie prosisz. 3mam kciuki byś osiągnęła Twoje wymarzone cele i je realizowała a za razem spełniała. Masz dużo siły. Jesteś dzielną kobietą i jak chcesz to potrafisz :) Ps. stęskniłem się za Tobą ; p
  • awatar seulement la douleur: no właśnie. i o to mi chodzi. jestem STRASZNIE pyskata. serio. nie masz tekstu, który byś mi powiedziała, a mnie by zatkało. i po kim ja to mam? mama grzeczna strasznie, reszta rodziny tak samo. tzn bratu jest podobny do mnie i też potrafi komuś pojechać, ale nie w stosunku do rodziny czy cokolwiek. a ja to takie wredne cos o.O chyba tylko nauczycielom STARAM się nie odpyskowywać. chociaż też mi nie wychodzi o.O w dodatku jestem tak uparta, że no... swoją upartość i dumę łamałam tylko przy Kamilu, tak to przy nikim. jak już mamuśka starała mi się dawać karę, to przestawałam jeść i chodzić do szkoły póki się nie ugięłam. o.O no i jak tu przekazać prawidłowe wartości dziecku? jestem taka rebel, że wręcz by mi sprawiało przyjemność oburzenie swietych ciotek klotek na brak dziecka :D
  • awatar seulement la douleur: i będzie chociaż trochę do mnie podobna, w sensie upartości i dumy to nie będzie na nią żadnego sposobu. przecież sama widzę po moim drugim bracie. on sie kryje z fajkami - ja nie. ja po maturze pojechałam z koleżankami na 3 dni do Krakowa, on nie może zbytnio na 2 dni nigdzie... ja wracałam o 4, najebana jak szmata, on by zaraz miał aferę. bo ja uśmieszek na twarz i tekst " i co mi zrobisz? zamkniesz mnie? komputer mi zabierzesz? to sobie znajdę. kasy mi nie dasz? to mnie ktoś zasponsoruje". naprawdę ja jestem straszną córką.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Co za dzień... Chciałabym aby to wszystko było tylko Prima Aprillis...

Nie przedłużono mi umowy w pracy. Tylko dlatego że nie ma dużo zleceń. Zresztą nie tylko mi, z mojego działu poleciało kilkanaście osób z agencji pracy tymczasowej. A ja byłam święcie przekonana że skoro zima minęła to już praca będzie i spokojnie przepracuję jeszcze parę miesięcy... A tu takie coś. Jeszcze dopytywałyśmy liderki co z naszymi umowami bo nic nam nie powiedziała, zachowywała się jakby nic się nie stało. Wkurzyłyśmy się i powiedziałyśmy że chcemy urlop na żądanie, jeszcze tego brakowało żebyśmy robiły im normę i to na nocce... Powiedziała tylko że rozumie i dała nam druczki do wypełnienia. Dobrze że koleżanka była samochodem to podrzuciła naszą trójkę do drugiej koleżanki a sama wróciła do domu. Teoretycznie też mogłam wrócić do domu ale nie bardzo miałam ochotę, no i nie chciałam jeszcze martwić rodziców... Poszłyśmy do jej mieszkania, wypiłyśmy po piwie i trochę wódki z ice tea i poszłyśmy spać. Rano wróciłam do domu i powiedziałam rodzicom o całej sytuacji. Byli zaskoczeni, myśleli że teraz będzie praca w końcu skończył się "martwy sezon".

Nie mam komentarza do całej sytuacji ani do tego jaka jest sytuacja na rynku pracy w naszym kraju. To jest po prostu śmieszne. Zwalniają cię tylko dlatego że nie ma pracy. Nieważne że dobrze pracujesz, wyrabiasz normę i nieraz jesteś pracownikiem dużo lepszym od tego zatrudnionego na firmę. Fajnie że "my" i "oni" mamy takie same obowiązki ale praw takich samych już nie. Chuj tam że masz wydatki, mieszkanie na utrzymaniu i inne sprawy na głowie. Koleżanka u której nocowałyśmy jakieś trzy tygodnie wcześniej przeprowadziła się do tego mieszkania z chłopakiem. Druga koleżanka też ma mieszkanie na utrzymaniu i jeśli teściowa będzie zalegać ze spłatami (jej narzeczony wziął kredyt na siebie) to jeszcze kilka tysięcy złotych do spłacania. No ja niby jestem w lepszej sytuacji bo mieszkam z rodzicami, ale jak na złość wpakowałam się teraz w większe wydatki. Kupiłam nową szafę bo moja obecna robi się za mała, kupiłam używany laptop po okazyjnej cenie, opłaciłam szkołę, i wszystko akurat wczoraj Dobrze że mam stypendium socjalne na ten semestr więc będzie z czego opłacić szkołę, no i mam jeszcze trochę pieniędzy na koncie.

A żeby było jeszcze śmieszniej to tacie zatrzasnęły się drzwi od samochodu z kluczykami w środku i musiałam do niego jechać z zapasowymi kluczykami

Nie mam pojęcia co robić. Muszę szukać nowej pracy bo nie uśmiecha mi się czekać aż łaskawie zadzwonią, no ale szału nie ma, albo produkcja albo kasa w supermarkecie. Są przyjęcia w mojej poprzedniej pracy ale nie chcę tam wracać, chyba że naprawdę nie będę miała wyjścia. Boję się co będzie dalej, czy sobie poradzę czy znowu wpadnę w jakiegoś doła. I jeszcze bardziej boję się co będzie gdy zamieszkam z Panem Pedagogiem i któreś z nas straci pracę. Przeraża mnie to wszystko. Na razie jestem w miarę spokojna bo i tak niedługo święta itp. tylko co dalej...

Nie pisałam ostatnio no bo właściwie wszystko było w porządku i jakoś nie było o czym pisać... No ale jak jest za dobrze to przecież musi się coś zjebać
  • awatar Poznaje życie: Widzę, że nie tylko u Ciebie takie masowe zwolnienia są. Ludzi traktują jak śmieci. Wyzysk jednym słowem. Współczuje moja droga. Nie poddawaj się, 3maj się kochana !
  • awatar Princess!~!: współczuję :( też przeraża mnie sytuacja z pracą w naszym kraju. nie dość, że umowy śmieciowe, płaca głodowa, to jeszcze na czas określony i krótki. trzymam kciuki żebyś coś znalazła :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kiedy B. napisał do mnie ostatnio w sprawie Gośki uznałam że kolejny raz napisze za parę miesięcy jak znowu będę mu do czegoś potrzebna. A tu niespodzianka, w czwartek wieczorem wróciłam z pracy, odpaliłam Messengera przed pójściem spać i napisał do mnie! W dzień kobiet też. O ile ósmego marca był standardowo wredny

to w czwartek pisał zaskakująco normalnie jak na niego. Gadaliśmy o Woodstocku, o moim prawku, pracy i innych pierdołach, a jedynym wrednym akcentem było pytanie ile staruszek już rozjechałam I nie wiem czemu strasznie zryło mi to banię, no bo nic ode mnie nie chce, nawet wredny nie jest, w ogóle nie nawiązał do mojego związku ani Pana Pedagoga... Chyba jedynym wytłumaczeniem jest to że był wtedy pijany i nie miał kogo męczyć Spytałam co tam u Eweliny słychać i napisał ze miała poprawki teraz, że w czerwcu ma urodziny i takie tam... Ale po pytaniu gdzie wcięło ich status była cisza. Ciekawe czy w ogóle są razem. No ale co ja się będę tym przejmować I utwierdziłam się tylko w przekonaniu że nie powinniśmy mieć żadnego kontaktu, nawet jeśli jest to taka zwykła rozmowa na luzie. Nawet wtedy za bardzo to analizuję, za dużo o tym myślę no i nie chcę żadnych wspomnień ani sentymentów... Było minęło, zamknięty rozdział i tego będę się trzymać.

Pan Pedagog jest ostatnio strasznie kochany i stara się chyba jak nigdy wcześniej. Interesuje się co u mnie się dzieje, cały czas pisze jaka jestem wspaniała i kochana, że tęskni itp... Najwyraźniej poszedł po rozum do głowy Byłam u niego w sobotę bo chcieliśmy pobyć sami (co prawda wujek był ale zmył się po jakimś czasie), nadrobiliśmy Walentynki no i uczciliśmy dzień kobiet. W końcu dożyłam dnia w którym coś mi ugotował I nie wiem jak to zrobił ale od dłuższego czasu marzyłam o takim wisiorku

Dostałam też bransoletkę ale niestety trzeba ją wymienić albo oddać bo okazała się za krótka Ale i tak najlepszą rzeczą było móc się do niego przytulić i po prostu być blisko. Stęskniłam się jak jasna cholera. W niedzielę też był kochany bo rodzice mnie wkurzyli (w sumie przez cały weekend to robili ale aż nie chce mi się o tym pisać ) więc zrobiłam sobie wagary od uczelni i pojechałam do niego. Wysłuchał mnie, poprawił mi humor, w domu zrobiliśmy spaghetti (mężczyzna w kuchni to faktycznie seksowny widok ha ha ), wypiliśmy po piwie, trochę mnie to piwo że wzięło a że po alkoholu mam znacznie większą chcicę no to wiecie... także weekend jak najbardziej udany

Kupiłam sobie dzisiaj buty do ćwiczeń w Biedronce

i może w końcu uda mi się ruszyć mój wielki tyłek Bo obecnie do szczęścia brakuje mi tylko trochę szczuplejszego ciała
  • awatar seulement la douleur: tylko wiesz - on może na to patrzeć tak : niezaleznie co napiszę, ona odpisze. więc lepiej go ignorować i jego wiadomośći ^^
  • awatar seulement la douleur: naprawdę podziwiam się że chce ci się odpisywać na takie życzenia. ja bym go zlała z góry na dół o.O
  • awatar ~ no more destruction ~: ja wreszcie mam nowe byty do biegania (cała zimę i jesień przelatałam ogólnie w butach z dziurą lol :D ) i też w biedrze kupiłam. Te do biegania dobrze się sprawują, więc te do ćwiczeń chyba też będą ;) wreszcie jakiś pozytywniejszy wpis :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wymiary
Waga - -1,3 kg
Biust - bez zmian
Pod biustem - bez zmian
Talia - -2 cm
Biodra - bez zmian
Udo - +2 cm
Łydka - bez zmian

Balsam - 15/28
Krem do rąk - 26/28
Krem do twarzy - 22/28
Pielęgnacja twarzy (żel do mycia + plus tonik dwa razy dziennie) - 18/28
Dzień bez słodyczy - 8/28
Peeling ciała - 2/8
Peeling twarzy - 2/8
Maska do włosów - 2/4
Maseczka na twarz - 3/8
Peeling stóp 3/8
Krem do stóp - 16/28

Cele i postanowienia na rok 2015
http://kapibarka.pinger.pl/m/22973889


















To był chujowy miesiąc. Miałam taki kryzys w związku że myślałam że to już koniec. Byłam ciągle zestresowane i ostatnią rzeczą jakiej mi się chciało było ogarnianie postanowień.

*prawo jazdy*
Yeah, zdane! Za szóstym razem i po trzech latach od rozpoczęcia kursu ale zdane I już odebrane więc w końcu mogę "legalnie" jeździć

*odchudzanie*
Nie dbałam o dietę więc nie schudłam, ale przynajmniej trzymam względnie stałą wagę.

*dieta*
Tragedia. Jadłam byle jak, nie chciało mi się starać ani kombinować, do tego zaczęłam zajadać stres słodyczami. Także tutaj brak postępu.

*ćwiczenia*
Tak jak wyżej, nie chciało mi się tego ogarniać.

*dbanie o siebie*
Przynajmniej tego się trzymałam więc jakieś pocieszenie. No i w końcu wyrobiłam sobie nawyk codziennego kremowania rąk. Trądzik znacznie mi się zmniejszył, najwyraźniej przyczyną były hormony bo ani stres ani zła dieta go nie nasiliły.

*styl ubierania się*
Bez większych zmian, nie chce mi się chodzić w spódnicach w taką temperaturę. Ale kupiłam sobie workery i kurtkę a'la ramoneska na wiosnę

*stypendium*
Złożyłam wniosek o stypendium socjalne na nowy semestr a stypendium za wyniki w nauce nie dostanę. Zrozumiałam że mogę złożyć wniosek na początku semestru a powinnam to zrobić na początku roku, tyle że wtedy brakowało mi oceny z praktyk. Żałuję strasznie bo oceny miałam dobre i miałam szansę je dostać, no ale trudno. Spróbuję powalczyć w Łodzi.

*studia i praca licencjacka*
Przez luty nawet nie tknęłam pracy licencjackiej, no nie chciało mi się komp[letnie. Trzeba to ogarnąć bo mam połowę a nawet mniej, a do połowy maja trzeba to skończyć. Przynajmniej mam mniej zajęć w tym semestrze więc da się radę.

*studia magisterskie i wyprowadzka*
To dopiero w okresie wrzesień/październik. Ale muszę niedługo kupić laptop bo będzie niezbędny, a i teraz by się przydał

*lęki*
Mając dobry nastrój jeszcze chce mi się z tym walczyć ale z chujowym nastrojem chcę tylko zakopać się pod kołdrą i żeby wszyscy dali mi spokój... Ale musiałam załatwić formalności związane z praktykami więc zmuszałam się do tego, co po części uważam za sukces.
 

 

Tak w ogóle to nie uwierzycie kto do mnie wczoraj zadzwonił. Wracam sobie do domu z koleżanką, w stanie lekko nietrzeźwym i dzwoni mi telefon.Odbieram i kogo słyszę? Gośkę!

Pewnie nie wiecie kto to bo pisałam o niej we wpisach dla znajomych a cała historia miała miejsce rok temu. Ogólnie to była babka którą B. parę razy przeruchał ale ona chyba chciała coś więcej. A, i miała trzydzieści parę lat. I męża. I dwunastoletniego syna. I prawie ze ruchali się przy nim bo oni byli w samochodzie a on gdzieś tam się kręcił. Kochana mamusia wysłała go żeby się pobawił i nie przeszkadzał. No ale spoko. Tak wyszło że dałam jej swój numer, trochę poopowiadałam jakim to chujem jest B. i ona też trochę się żaliła. Ale jak zaczęła za często i gęsto się żalić to jej trochę nawrzucałam i miałam ją z głowy.

Nie wiem z jakiej paki przypomniała sobie o mnie po ponad roku no ale spoko, byłam pijana więc słuchałam jej słowotoku od czasu do czasu wtrącając "aha" i zastanawiając się co mnie to do cholery obchodzi. W końcu grzecznie się jej pozbyłam, pożegnałam się z koleżanką i poszłam nieco chwiejnym krokiem do domu. W ogóle to znalazła mnie na fejsie ale wolę nie akceptować zaproszenia. O, i pytała czy B. ma fejsa więc powiedziałam że tak i podpowiedziałam jak go znaleźć. Ojoj, jaka niedobra jestem

I wyobraźcie sobie że B. napisał! Że go wkopałam, że mogłam jej tego nie mówić i teraz musi zmieniać ustawienia. A to moja wina że jej się o mnie przypomniało? Poza tym gdyby wpadła na to żeby wpisać jego imię w formie niezdrobniałej to znalazłaby go bez mojej pomocy I nie moja wina że ruchał się z kim popadnie, mnie jakoś nikt nie nachodzi Niech się teraz z nią użera Przeprosił tylko że mi zawróciła gitarę i tyle z rozmowy.

Oby już nie dzwoniła. Nie mam ochoty na zajmowanie się B. ani z nikim kto jest lub był z nim powiązany. To jest już przeszłość od której chcę się odciąć. Jeśli zadzwoni to ją zjebię i powiem żeby się odwaliła ode mnie. Nie będę się z nią użerać.
  • awatar shadow of destiny.: mógł się z nią nie ruchać skoro teraz jest dla niego takim problemem xd zablokuj jej numer sobie :D
  • awatar seulement la douleur: zapisz ją sobie jako "nie odbierać" XD ja mam parę kontaktów zapisanych "kutasiarz" "upierdliwiec" etc XD @a spódnice mam jeszcze taką czaaarną i czerwoną i chciałabym jeszcze żółtą i fioletową :<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Jednak nie spotkaliśmy się w środę bo coś tam mu nie pasowało, nie zdążyłby na pociąg, i jeszcze próbował mi wmówić że wcale nie umawialiśmy się na środę tylko mieliśmy "wstępne plany" i jeszcze parę innych rzeczy. Znowu byłam wściekła i już nawet nie pisałam o tym wszystkim bo było mi zwyczajnie wstyd. W czwartek cisza, w piątek cisza, miałam nic nie pisać ale w sobotę rano zaczęłam czytać nasze stare rozmowy, poryczałam się i napisałam mu że tęsknię a on ma to gdzieś. W końcu się rozpisał, wyjaśnił trochę więcej, napisał że tęsknił, że cały czas wszystko kojarzyło mu się ze mną, że chciał napisać ale nie chciał się ciągle kłócić, i że mnie kocha i nie chce więcej takich kryzysów... nie wiem co o tym wszystkim myśleć... Rozumiem że miał wtedy doła (chociaż nadal nie wiem z jakiego powodu) i nie chciał z nikim gadać ale żeby tyle czasu nie dać znaku życia? Nawet jednego smsa żebym się nie martwiła czy coś w tym stylu? Nosz kurwa... I gdybym nie była uparta i nie drążyła tematu to nie wiem czy bylibyśmy razem bo przecież mogłam mu napisać smsa ze to koniec i się nie patyczkować co nie? Myśl że miałabym to zrobić bolała w chuj ale już nie wiedziałam co robić... A gdy mu cisnęłam to zamykał się w sobie i nic nie pisał, co jeszcze bardziej mnie wkurwiało... Nie macie pojęcia ile nerwów i cierpliwości kosztowało mnie to wszystko...

No ale zależy mi bo jednak zaangażowałam się w to wszystko i nie chciałam tego ot tak zakończyć, no bo jednak jak nie odwala to wszystko jest dobrze... W ogóle prawie cała jego rodzina się zaangażowała w nasz problem, jego brat interweniował, siostra też, nawet "teściowa" do mnie dzwoniła bo doszły ją słuchy że coś się dzieje. No i mówiła że on jest skryty i rzadko mówi że coś się dzieje, ale zależy mu na mnie i chciałby żeby to było na poważnie... Eh, mam mętlik w głowie... Sam też cały weekend pisał że mnie kocha, że tęskni, że zależy mu na mnie, że dzięki mnie jego życie jest lepsze i chciałby codziennie zasypiać i budzić się razem ze mną... Tylko ja nadal jestem nieufna a takie akcje wcale nie zwiększają mojego zaufania... No cóż, zobaczę jak to będzie się dalej układać.

A, i zmieniłam w końcu status na fejsie. Trochę późno ale co tam I może przy okazji parę osób szlag trafi

Tylko nie wiem kiedy w końcu się spotkamy bo w ten weekend nie dało rady... No ale cóż, nie widzieliśmy się miesiąc to jakoś wytrzymamy ten tydzień...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Widzimy się prawdopodobnie w środę. I pewnie pójdziemy na pizzę czy coś innego bo dawno nigdzie nie byliśmy. I w końcu piszemy normalnie, nawet trochę mi się podlizuje he he. Częściowo wyjaśnił sprawę przez smsy ale i tak trzeba pogadać na żywo. I pomyślę co z tym wszystkim zrobić... Już nie jestem tak wściekła jak wcześniej ale i tak nie mogę zostawić tej sprawy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Napisał. W poniedziałek aż jednego smsa, ale wczoraj nieco bardziej się rozpisał. I... Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Nadal nie ogarniam ani jego zachowania ani całej sytuacji. Poczekam aż porozmawiamy na żywo i wtedy wyrobię sobie zdanie na ten temat.

Biję się z myślami i coraz częściej rozważam zakończenie tego wszystkiego...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W sumie Walentynki nie były złe, dostałam od koleżanki propozycję pojechania na imprezę więc ubrałam się w białą koszulkę, skórzaną mini (chodziła za mną od dłuższego czasu i w końcu dorwałam taką w lumepksie), pomalowałam usta na czerwono i byłam gotowa na podbój parkietu . Powiem wam że dawno się tak nie wybawiłam, koleżanka z chłopakiem zostali przy barze a jej znajoma wyciągnęła mnie na inną salę. Tamci się zmyli a my się bawiłyśmy, w ogóle zaczepiła jakiegoś obcego gościa żeby jej załatwił od DJ-a naklejkę w kształcie serca (oznaczająca bycie singlem), ja nie chciałam no bo jednak oficjalnie jestem zajęta, on załatwił co trzeba, dostał od niej buziaka a ja dałam mu tylko w policzek no i bawiłyśmy się dalej. Potem spotkaliśmy jej znajomych, trochę pogadaliśmy, zaproponowali pójście do samochodu na piwo a że darmowy alkohol zawsze spoko to poszłyśmy Trochę nas wzięło bo jadąc na imprezę piłyśmy wódkę, poszliśmy na salę, gdzieś zgubiłyśmy chłopaków ale tańczyłyśmy same, znowu natrafiliśmy na jakiś jej znajomych, poszliśmy na parking, piliśmy wódkę (z gwinta, a jakże), ja w ogóle ludzi nie znam, ona tylko niektórych znała ale i tak było fajnie Znowu wróciliśmy na salę, ona tańczyła z którymś z nich i ja też, w ogóle to przelizała się z nim ale spoko, ja tańczę i myślę na przemian "Boże co ja odpierdalam" i "a chuj, dobrze mu tak", ten "mój" tez chciał mnie pocałować ale pokręciłam głową że nie chcę no bo jednak jakieś zasady trzeba zachować i być fair co nie... Poszłyśmy do samochodu bo tam była już koleżanka z chłopakiem, pożegnałyśmy się z chłopakami, no i nadal byłyśmy nieco pod wpływem a uchachane jak nie wiem Poczekaliśmy jeszcze na jego siostrę i wróciliśmy do domu.

Tylko w niedzielę już nie było tak fajnie bo Pan Pedagog dalej mnie olewał. Jego brat interweniował i dowiedział się tylko tyle że "napisze do mnie jak uzna za stosowne". Nie no fajnie... W sumie napisał mi wprost że powinnam go olać bo zachowuje się jak ciota i nie zasługuje na mnie, i żałuje tylko że straci fajną bratową. Podłamało mnie to ale jakby nie patrzeć ma rację... Wkurzyłam się i walnęłam Panu Pedagogowi litanię żali na kilka wiadomości, i w zamian otrzymałam tylko smsa że on nie zamierza się kłócić i w ogóle nie chce z nikim rozmawiać. Nie no zajebiście, pożałowałam że w ogóle napisałam cokolwiek...

Napisałam jeszcze do jego kumpla czy coś wie ale tez nic nie wiedział, i postanowiłam skontaktować się z dziewczyną jego kuzyna że by zdobyć numer do niego, bo uznałam że najszybciej on będzie coś wiedział... W końcu pogadałam z nią bo napisała że jeśli on coś wie to i ona będzie wiedzieć. Napisała mi że najwyraźniej Pan Pedagog ma tzw. ciche dni, kiedy chce po prostu być sam i z nikim nie rozmawiać. Nie no ja rozumiem, tez czasami mam dni gdy chcę po prostu pobyć sama, ale przez tydzień się nie odzywać?? Nie napisać nawet jednego smsa co się dzieje, wyjaśnić, powiedzieć żebym się nie martwiła, że przełożymy Walentynki na następny weekend?? Tak trudno było napisać cokolwiek? Jeszcze musiałam tłumaczyć się rodzicom dlaczego się do mnie nie odzywa i czemu mnie olał w Walentynki.

Ilona pocieszyła mnie że nic złego się nie dzieje, że on po prostu tak ma, podobnie jak jego kuzyn, i żebym pogadała z nim jak mu przejdzie. Ja naprawdę staram się być wyrozumiała ale to było przegięcie na maksa. Chyba jeszcze nikt mnie tak nie potraktował, nawet B. gdy wystawił mnie w Sylwestra bo pojechał do K. Wtedy przynajmniej wiedziałam z jakiego powodu jestem olana a tutaj? Gdybym nie porozmawiała z Iloną to nadal nie wiedziałabym co się dzieje.

Najbardziej mnie rozjebała jak napisała mi że on tak mnie kocha że aż mi zazdrości. Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Serio? Jakoś tego ostatnio nie widzę. Może nie znam wielu facetów ale nikt mi nie powie że tak się zachowuje ktoś kto kocha.

Nie wiem co robić. Chyba poczekam aż się odezwie, zobaczę co ma do powiedzenia na ten temat i wtedy pomyślę co dalej.
  • awatar Duśka93: Faceci mają mega dziwnie podejście. Niby kochają , a potrafią olewać
  • awatar black5775: Jesteś mega wyrozumiała, ja bym chyba pogoniła takiego...
  • awatar Princess!~!: jak dziecko... żeby tak własną dziewczynę w walentynki potraktować to jest przegięcie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Nie wytrzymałam i napisałam do niego w czwartek. Żadnych pretensji, po prostu pytanie czy zamierza się do mnie odezwać w najbliższym czasie. I nic. A wiadomość została przeczytana bo pokazało na fb.

Już nawet do jego brata pisałam czy wie co się z nim w ogóle dzieje. Głupio mi że go wciągam w nasze sprawy ale skoro on nawet nie raczy odpisać to muszę jakoś się dowiedzieć co się dzieje. Gadał z nim i pisał do mnie dzisiaj czy się odezwał (bo podobno miał do mnie zadzwonić) ale nadal cisza. A na fb sobie siedzi jakby nigdy nic.

Jeśli dalej będzie odwalał takie akcje to ja pierdolę taki związek. Nie potrzebuję relacji w której nie mogę liczyć na drugą osobę a do seksu znajdę sobie chętnego, a nawet kilku. Chuj że zostanę starą panną (przepraszam, singielką) bo już nie zaufam żadnemu facetowi.

A dzisiaj albo idę pić z koleżanką albo jadę na imprezę. Przecież nie będę siedzieć w domu i płakać.

Jedyne co mnie obecnie pociesza to prawo jazdy które od wczoraj gości w moim portfelu. Muszę w końcu opisać perypetie egzaminowe bo nadal tego nie zrobiłam.
  • awatar createmygarden: @ Ja bym mu postawiła ultimatum. Albo w tej chwili wyjaśnia o co chodzi albo to koniec.
  • awatar createmygarden: @ To pojedz tu i tam
  • awatar black5775: @Vintende: Prawda jest taka, ze najpierw powinno sie uporać ze swoimi demonami, a dopiero potem ładować sie w związek. Święte słowa, sama jestem tego najlepszym przykładem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Kurwa mać. Jest czwartek rano (no prawie południe) a on od niedzieli nic nie napisał. NIC. I nie wiem dlaczego, co robi, co się z nim dzieje, czy w ogóle ma zamiar się odezwać, nie wiem nic. I nie wiem czy płakać czy się wkurwiać czy mieć na to wyjebane po prostu. Rozumiem że w pracy nie napisze bo nie ma czasu, na przerwie też nie zawsze ma czas, rano śpi albo coś robi ale chyba tuż przed albo po pracy mógłby napisać CHOCIAŻ JEDNEGO DURNEGO SMSA. Czy to naprawdę tak wiele?

Mogę powiedzieć że czuję się jak słomiana wdowa.

Jeśli do piątku do godziny 23 nadal nic nie napisze to pierdolnę mu litanię ze wszystkimi żalami. To jak się nieraz zachowuje jest po prostu śmieszne, a chyba on powinien być mądrzejszy skoro jest starszy.

Zajebiste Walentynki się szykują, nie ma co.
  • awatar Arcydzieło.: @Kapibarka: *Ja też się urodziłam w Polsce i nie chciałam wyjeżdżać ze względu nas rodzinę. Ale jakoś zmotywowałam się żeby" nie posiadać problemów" jakie ma w tym momencie większość. O tych co chcą spokojnie żyć nie wspominam, raczej o tych których marudzenia obrali jako sport narodowy.*
  • awatar black5775: Odezwał się czy jednak nie?
  • awatar createmygarden: Jednocześnie może on tak samo myśli? I co, odezwał się?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›