• Wpisów: 730
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: 313 dni temu, 17:15
  • Licznik odwiedzin: 58 794 / 2431 dni
 
kapibarka
 
Kapibarka: Dawno mnie tu nie było... Znaczy się zaglądałam tutaj aby poczytać wpisy, czasem coś skomentować, ale nie miałam serca do pisania tutaj... Może nie chciało mi się uzewnętrzniać tych samych obaw,tych samych lęków,tych samych negatywnych emocji,tych samych błędów co zawsze?

Tak strasznie nie mam serca do robienia czegokolwiek na uczelni że głowa mała, do nauki się zmuszam, a pisanie magisterki idzie mi jak krew z nosa i tak mi się w chuj nie chce tego robić... Chciałabym żeby było już po obronie, zamknąć ten rozdział, móc uczyć się tego co mnie interesuje...

Z jednej strony chciałabym jak najszybciej skończyć studia, z drugiej strony przeraża mnie wizja ich końca... Bo to oznacza że trzeba się zabrać za dorosłe życie a nie takie pół na pół gdzie owszem, musiałam o niektóre rzeczy dbać sama ale miałam częściową stabilność finansową dzięki stypendium socjalnemu. A teraz trzeba ogarnąć pracę, najlepiej w miarę stabilną żeby co miesiąc była jakaś wypłata, wynajęcie pokoju (bo na mieszkanie nie będzie mnie stać), rachunki nie rachunki i chuje muje dzikie węże. Owszem, mogę wrócić do domu, znaleźć pracę w okolicy, nie martwić się o wspomniane wyżej rzeczy i mieć wypłatę dla siebie ale... To nie jest dobry pomysł. Bo muszę wziąć życie w swoje ręce i przestać obwiniać innych za to że mi coś nie wychodzi. A ja chcę być samodzielna i ogarnięta życiowo.

Byłam na rozmowie o pracę, jutro mają dzwonić z decyzją. Dietetyk w żłobku. Co prawda ten dietetyk to bardziej dodatek do ogarniania kwestii magazynowych, zaopatrzeniowych i wypełniania milionów papierków ale - umowa o pracę, co prawda najniższa krajowa ale ma być jakaś podwyżka, pani kierownik była sympatyczna i mówiła że reszta pracowników też jest ok, no i doświadczenie i jeszcze raz doświadczenie, tym bardziej że chcę iść w kierunku żywienia dzieci. A że praca w godzinach 6-14 to pomyślałam że mogłabym zostać jeszcze w obecnej pracy, dwa dni w tygodniu dałabym radę pracować więc kilka stów w kieszeni więcej. No ale zobaczymy co mi jutro powiedzą. Jak się uda to na wakacje zostanę jeszcze w akademiku a potem będę szukać pokoju do wynajęcia.

Jeśli chodzi o facetów to nie mam na nich siły, zwłaszcza po wpakowaniu się w przelotny romans z jednym z panów z Tindera. Nie widzę siebie w jakimkolwiek związku, no może tu i teraz ok, ale perspektywa czegoś poważniejszego mnie przeraża... A tu D. chce do mnie wrócić. Po raz już nie wiem który, mimo że parę razy spotkał się z odmową. Tak, to jest ten z którym byłam aż dwa miesiące po związku z B, przyznaję ze wstydem że taka bardziej "zapchajdziura". O ile wcześniej byłam absolutnie na "nie", jedynie relacje koleżeńskie to przez ostatnie miesiące powoli zmieniam zdanie... Bo okazało się że mogę mu się wygadać, nawet w sprawach które nie każdy rozumie... Że nie przeszkadza mu że jestem pojebana, a wręcz mamy podobne przeżycia (dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałam?!). I pyta co u mnie, martwi się o mnie... No i chyba mogę powiedzieć że czuję się przy nim swobodnie. A, i moi rodzice go lubią :D

Tylko czy to wystarczy żeby "reanimować" naszą relację? Tym bardziej że ja nie mam siły na związki i boję się? I czy to jest "to"? Czy to będzie związek który przetrwa kilkadziesiąt lat? Nie wiem co z nim zrobić, mam mętlik w głowie i odwlekam podjęcie decyzji... Czas, potrzebuję czasu, w chuj dużo czasu...

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego