• Wpisów:730
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:8 dni temu
  • Licznik odwiedzin:53 164 / 2126 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Obecna dziewczyna B. pracuje ze mną.

Na tej samej zmianie.

Na tym samym dziale.

No i czasami jeździ ze mną autobusem pracowniczym.

Skapnęłam się gdy B. mi o tym napisał i połączyłam fakty... Ok, różowo-czerwone włosy to charakterystyczna cecha, ale widziałam tą laskę raz na żywo (przez szybę autobusu) i na zdjęciach (a wiadomo że na zdjęciach wygląda się inaczej).

A najlepsze jest to że on ją ze mną zdradził (bo przecież około rok temu mądra Kapibarka stwierdziła że co jej szkodzi się spotkać z B, przecież to stara historia, czas leczy rany, nabrałam dystansu bla bla bla... No więc kurwa nie, żaden czas i leczenie ran i inne chuje muje, odcięcie się od niego to najlepsze co mogę dla siebie zrobić). Oczywiście wspomniał o takim mało ważnym "szczególe" jak posiadanie dziewczyny gdy już wylądowaliśmy w łóżku. Także no.

Trzy zmiany, kilkanaście działów a ona jest akurat ze mną. No niech to chuj...
  • awatar Poznaje życie: znam ten ból. Domyślam się kochana jak czujesz :P tylko się nie zwalniaj. Ty niczego nie jesteś winna, nie doszukuj się w żadnym wypadku tejże winy. :)
  • awatar Emilia673: będzie co opowiadać wnukom ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dawno mnie tu nie było... Znaczy się zaglądałam tutaj aby poczytać wpisy, czasem coś skomentować, ale nie miałam serca do pisania tutaj... Może nie chciało mi się uzewnętrzniać tych samych obaw,tych samych lęków,tych samych negatywnych emocji,tych samych błędów co zawsze?

Tak strasznie nie mam serca do robienia czegokolwiek na uczelni że głowa mała, do nauki się zmuszam, a pisanie magisterki idzie mi jak krew z nosa i tak mi się w chuj nie chce tego robić... Chciałabym żeby było już po obronie, zamknąć ten rozdział, móc uczyć się tego co mnie interesuje...

Z jednej strony chciałabym jak najszybciej skończyć studia, z drugiej strony przeraża mnie wizja ich końca... Bo to oznacza że trzeba się zabrać za dorosłe życie a nie takie pół na pół gdzie owszem, musiałam o niektóre rzeczy dbać sama ale miałam częściową stabilność finansową dzięki stypendium socjalnemu. A teraz trzeba ogarnąć pracę, najlepiej w miarę stabilną żeby co miesiąc była jakaś wypłata, wynajęcie pokoju (bo na mieszkanie nie będzie mnie stać), rachunki nie rachunki i chuje muje dzikie węże. Owszem, mogę wrócić do domu, znaleźć pracę w okolicy, nie martwić się o wspomniane wyżej rzeczy i mieć wypłatę dla siebie ale... To nie jest dobry pomysł. Bo muszę wziąć życie w swoje ręce i przestać obwiniać innych za to że mi coś nie wychodzi. A ja chcę być samodzielna i ogarnięta życiowo.

Byłam na rozmowie o pracę, jutro mają dzwonić z decyzją. Dietetyk w żłobku. Co prawda ten dietetyk to bardziej dodatek do ogarniania kwestii magazynowych, zaopatrzeniowych i wypełniania milionów papierków ale - umowa o pracę, co prawda najniższa krajowa ale ma być jakaś podwyżka, pani kierownik była sympatyczna i mówiła że reszta pracowników też jest ok, no i doświadczenie i jeszcze raz doświadczenie, tym bardziej że chcę iść w kierunku żywienia dzieci. A że praca w godzinach 6-14 to pomyślałam że mogłabym zostać jeszcze w obecnej pracy, dwa dni w tygodniu dałabym radę pracować więc kilka stów w kieszeni więcej. No ale zobaczymy co mi jutro powiedzą. Jak się uda to na wakacje zostanę jeszcze w akademiku a potem będę szukać pokoju do wynajęcia.

Jeśli chodzi o facetów to nie mam na nich siły, zwłaszcza po wpakowaniu się w przelotny romans z jednym z panów z Tindera. Nie widzę siebie w jakimkolwiek związku, no może tu i teraz ok, ale perspektywa czegoś poważniejszego mnie przeraża... A tu D. chce do mnie wrócić. Po raz już nie wiem który, mimo że parę razy spotkał się z odmową. Tak, to jest ten z którym byłam aż dwa miesiące po związku z B, przyznaję ze wstydem że taka bardziej "zapchajdziura". O ile wcześniej byłam absolutnie na "nie", jedynie relacje koleżeńskie to przez ostatnie miesiące powoli zmieniam zdanie... Bo okazało się że mogę mu się wygadać, nawet w sprawach które nie każdy rozumie... Że nie przeszkadza mu że jestem pojebana, a wręcz mamy podobne przeżycia (dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałam?!). I pyta co u mnie, martwi się o mnie... No i chyba mogę powiedzieć że czuję się przy nim swobodnie. A, i moi rodzice go lubią

Tylko czy to wystarczy żeby "reanimować" naszą relację? Tym bardziej że ja nie mam siły na związki i boję się? I czy to jest "to"? Czy to będzie związek który przetrwa kilkadziesiąt lat? Nie wiem co z nim zrobić, mam mętlik w głowie i odwlekam podjęcie decyzji... Czas, potrzebuję czasu, w chuj dużo czasu...
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: a no niestety takie jest dorosłe życie... ja teraz też muszę szukać pracy choć mam stypendium :/ Nie ma co wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, było minęło. ;) Co się przejmujesz na zapas?? Jest tu i teraz! Skąd możesz wiedzieć że jutra dożyjesz :P ;)
  • awatar Amfitryta: Kazdy z nas ma okresy nie pisania ... Nie ma co się zmuszać jak będziesz miała ochotę słowa same się uloza. Ja kiedyś nie pisałam ponad rok, już miałam kasować bloga, a potem wszystko jakoś samo wróciło.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nowy rok, nowa ja czy jakoś tak... Więc zacznę ten nowy rok od popełnienia starych błędów, no bo czemu nie. Kiedy ja się nauczę żeby nie zaczynać znajomości damsko-męskich od dupy strony?

Chociaż tak naprawdę to znamy się półtora roku. Mieszkamy w jednym akademiku. Zanim zmieniłam pokój to nawet na jednym piętrze. Jesteśmy na tym samym kierunku, na tym samym roku. Kumpluje się z Przemkiem. Bywaliśmy wspólnie na imprezach, w tym na nieszczęsnym Sylwestrze rok temu i równie nieszczęsnych jego urodzinach gdzie zaczęła się cała telenowela z Przemkiem.

Zawsze był po prostu znajomym ze studiów, gdy poznaliśmy się w tamtym roku akademickim miał dziewczynę, nawet ją poznałam, a jak już nie byli razem to nadal widzieliśmy się na uczelni albo na imprezach w akademiku, czasami wracaliśmy razem z zajęć, pogadaliśmy albo sami albo w jakiejś grupce znajomych. Nigdy nie patrzyłam na niego pod kątem czegoś więcej, mimo że lubi Wiedźmina i mocniejszą muzykę co daje +100 do szans u mnie No ale tak sobie byliśmy znajomymi ze studiów.

W tym roku akademickim miałam wrażenie że zaczął subtelnie do mnie podbijać, no ale nie wiedziałam jak to traktować. Ostatnio Przemek zasugerował że pasowalibyśmy do siebie, chociaż on "łączy" mnie prawie z każdym moim znajomym płci męskiej więc potraktowałam to pół-poważnie. I tak sobie czekałam na rozwój wydarzeń.

Które prawdopodobnie epicko się zjebały. W sylwestrową noc udało mi się dotrwać do północy, gdy się lepiej wstawiłam to bawiłam się nieźle. Gdy mieszanka wódki i szampana mnie trochę zmuliła to Adam (bohater całego tego wpisu) odstawił mnie do pokoju, położyłam się do łóżka a on razem ze mną no i cóż... Całowaliśmy się. Tak trochę nieubrani. I tak trochę nieubrani spaliśmy całą noc. No prawie, rano poszedł sprawdzić kto wytrzymał do rana na imprezie. Ale wrócił.

I nie wiem co o tym wszystkim myśleć. On chyba chce coś więcej. Ja też chyba chce coś więcej. Z tym że ja się parę razy przejechałam i on chyba też. Nawet mnie przepraszał że to nie tak miało być, że nie chce wchodzić w to "w ciemno" i czegoś mi obiecać a potem tego nie dotrzymać. I niby nie zachowuje się teraz inaczej niż zwykle. ale ja mam pierdolony mętlik w głowie i nie wiem na czym stoję, a tego nienawidzę. Miałam tego wszystkiego nie pisać bo mi wstyd po prostu, ale muszę to z siebie wyrzucić.

Dlaczego ja to sobie robię, no dlaczego. Pocieszam się tylko tym że w razie czego ten ostatni semestr wytrzymam. A potem do widzenia uczelnio, do widzenia akademiku, do widzenia te wszystkie telenowele w które się wpakowałam.
  • awatar muskaryna: i tego i tego :D jest zbyt porządnej rodziny,. a raczej takiej... nie wiem jak to ująć, inteligenckiej? rodziny. sam jest dobrym takim chłopakiem, że no ja to tam jak szczur na otwarcie kanału do niego pasuje :D
  • awatar muskaryna: jeden ode mnie z uczelni... drugi taki z gg, pisałam o nim w ostatnich postach. ten 1 nie jest chujem, ale oh. no. próbowanie z nim czegokolwiek mogłoby mnie zrujnować totalnie
  • awatar Folari: Moim zdaniem nie jest to tak kompletnie od dupy strony, bo jednak znacie się już bardzo długo, jedno drugiego obserwuje i nie jest to tak całkiem na świeżo. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Byłam w piątek na spotkaniu (randce?) z chłopakiem z Tindera. Pisało nam się świetnie, na spotkaniu było fajnie, zrobiliśmy rundkę po pubach na Pietrynie i sześć godzin zleciało nie wiadomo kiedy.

Więc czemu od wczoraj mam nastrój antyspołeczny, nienawidzę ludzi, mam ochotę schować się pod kołdrą i nie wychodzić? Do tego znowu sobie wkręcam że jestem beznadziejna i na bank się nie będzie chciał spotkać mimo że mówił co innego.

A jak mu mówię że mam nierówno pod sufitem to mi nie wierzy. On jeszcze nie wie jakie ja mam "możliwości"...
  • awatar tabeznadziejna: Hehe... Myślę, ze potrzebujesz takich pozytywnych ludzi jak on. PS. Wbijaj do mnie, pisze o swoim beznadziejnym życiu, czasem może być ciekawie :P
  • awatar Pantokratorka: Super, że spotkałaś pozytywnego człowieka! Skoro on też się dobrze bawił, to znaczy że jednak też masz coś w sobie, a 'możliwości' o których piszesz to tylko jeden z wielu elementów, które Cię budują. Więc jest okej!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


To tylko zwykłe piwo, a przywołuje masę wspomnień... Bo akurat to piwo piłam z Piotrem we Wrocławiu przed koncertem. Co prawda piliśmy też inne ale jakie było to drugie już nie pamiętam i za każdym razem gdy je kupuję, a potem otwieram i piję jest mi tak fajnie na sercu bo przypomina mi się ten dzień.

Dziś zrobiło mi się jeszcze bardziej sentymentalnie, nie wiem czemu... Czy to dlatego że kolega podrzucał mi ostatnio piosenki Rammsteina, czy dlatego że byłam dzisiaj w Warszawie a on tam mieszka czy po prostu... Chciałabym znowu to wszystko poczuć, ten luz, siedzenie w parku, piwo szumiące w głowie, dotyk ust, zbereźne rzeczy szeptane mi do ucha, energię tej muzyki i energię ludzi na koncercie... To był jeden z lepszych dni w tym roku i bardzo chciałabym do tego wrócić... Bardzo...
  • awatar Slowy: Też mam sentyment do Kasztelena, co prawda nie w puszce tylko lanego, ale tyle wspomnień wiąże się z tym piwem....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam 23 lata i przestałam wierzyć w miłość.

Damian napisał że myślał o mnie w czasie pobytu w Monarze i po wyjściu ale gdy przemyślał sprawę to uznał że to już nie to samo co wcześniej. Ok, to bym jeszcze przeżyła, sama nie byłam pewna swoich uczuć. Ale gdy napisał że zakochał się w innej... Zabolało. W chuj zabolało. Tak fizycznie też.

W Monarze była wolontariuszka z Rosji i przyznał że całował się z nią. Ok, jednorazowa akcja, nic takiego. Chociaż kurcze nie podobała mi się ta Rosjanka i to że miał jechać do Rosji... Ale niee Kapibarka, zaufanie, zaufanie to podstawa, przestań wszędzie wietrzyć spisek... No to kurwa mam swoje zaufanie.

Pierwsze kilka dni przeżywałam, miałam łzy w oczach na samo wspomnienie o nim czy widok zielonej kropki na czacie fb. Teraz czuję się dobrze jak na osobę z sercem rozjebanym w drobny mak, o ile coś nie wyprowadzi mnie z tej kruchej równowagi.

Po chuj on do mnie pisał, no po chuj... Teraz muszę zapominać o nim od nowa. Jeszcze przyznał się że rzucił mnie w tamtym roku bo chciał ćpać... Spieprzył wszystko bo wolał ciąg narkotykowy... Ja pierdolę... Dobrze że nie spotkaliśmy się na żywo bo byłoby mi trudniej zapomnieć...

Może i lepiej że tak się stało, przynajmniej nie będę musiała użerać się przez resztę życia z ćpunem. Tyle tylko że będę musiała pogodzić się z tym że będę sama bo albo nikt mnie nie będzie chciał albo ja nie dam rady zaufać. Pierdolę, lepiej mi będzie samej niż cierpieć bo znowu mnie ktoś zranił...
  • awatar Amfitryta: Strasznie mi przykro. Z drugiej strony dobrze ze zdobył się na odwagę i powiedział ci prawdę zamiast dalej zwodzic. Mój były chłopak był podobny .... bardzo latwo się zakochiwal i odkochiwal. Taka niestalosc w uczuciach nigdy nie wrozy dobrze na przyszłość. Mój mnie też zostawił po 3 latach bo się zakochał ... a z ta nowa był później 3 tygodnie. Ciesze się ze mnie zostawił bo to mnie dużo nauczyło ale nie zabiło we mnie wiary w ludzi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Co za dzień... Jednego dnia dowiedziałam się że Damian wyszedł z Monaru i moja babcia nie żyje...

Mam w chuj mętlik w głowie i jednocześnie chce mi się skakać pod sufit i płakać.

Wiedziałam że babcia ma już swoje lata, że może już nie wstać (po złamaniu biodra leżała w łóżku ), mama mówiła że babcia ostatnio słabnie ale miałam nadzieję że jak wrócę do domu na wszystkich świętych to jeszcze zobaczę ją żywą... I mam teraz wyrzuty sumienia bo nie pracowałam w weekend ale postanowiłam nadrobić zaległości towarzyskie (bo przecież i tak miałabym długi weekend) na początku listopada), poszłam na imprezę halloweenową, pojechałam do przyjaciółki... Mogłam chociaż na niedzielę przyjechać do domu a nie iść na randkę z gościem z Tindera... Wracam dzisiaj do domu bo jutro pogrzeb, ale będę musiała jeszcze wrócić bo obowiązkowe zajęcia i praca...

Damian napisał wczoraj że już wrócił do domu. Wyszedł wcześniej, spodziewałam się że odezwie się dopiero w marcu, no mooże w okolicach Bożego Narodzenia. Mimo to po cichu liczyłam że może teraz uda mu się napisać. Wczoraj cały dzień o nim myślałam i chyba "ściągnęłam" go telepatycznie Pisaliśmy prawie pół nocy, zaprosił mnie do siebie (jak dobrze że mam samochód bo swój sprzedał) no i cóż... Chyba po prostu trzeba czekać co czas przyniesie.



  • awatar Amfitryta: Jeśli mowa o tak zaawansowanej przyszłości jak dzieci to pewnie też ślub ??? A jeśli ślub to - osobne konta nic ci nie dadzą. Jeśli ukochany weźmie pożyczki żeby mieć kase na ćpanie to gdy on nie płaci - ty musisz. Nawet jeśli wziął bez twojej wiedzy. Takie uroki Polskiego prawa. Mimo wszystko uważam że to niepotrzebna wiedza. Wątpie żeby (przynajmniej na początku) wracał naćpany do domu/Ciebie. Poza tym zawsze może zacząć ćpać coś innego. Podejrzenia i obserwowanie jego zachowań Cię zniszczą. A im bardziej ty będziesz podejrzewać tym mniej sensu on będzie w tym widział. Będzie czuł że mu nie ufasz, wkurzał się i wróci do ćpania.
  • awatar Amfitryta: Nie wiem czy potrzebna Ci jest wiedza z kim ćpał i co ćpał. Ja po rozmowie z psychologiem doszłam do wniosku, że jeśli Pan N. będzie mnie chciał okłamać, okraść, oszukać to i tak to zrobi. Nie mam na to wpływu. Albo się ufa drugiej osobie albo nie. Albo zaufasz Damianowi albo nie. I nie możesz go sprawdzać, kontrolować, pilnować. Moja teściowa chciała żebym przejęła finanse domowe i odcięła Pana N. od dostępu do pieniędzy. Nie tędy droga. Oni się muszą sami nauczyć żyć i ponosić konsekwencje swoich czynów. Tylko to może ich uleczyć.
  • awatar Amfitryta: Wiesz ... to jest bardzo trudne pytanie. Dlaczego ? Sama nie raz się nad tym zastanawiałam. Nie wiem dlaczego. Bardzo kocham Pana N. i zawsze widziałam w nim człowieka o dobrym sercu który się pogubił. Ja nie chciałam mu pomóc bo takiej osobie nie da się pomóc. Ale postanowiłam być z nim mimo wszystko. Oczywiście miałam swoje granice nieprzekraczalne i on o nich wiedział. Wiedział że jeśli je przekroczy to od niego odejdę. Podeszłam do uzależnienia jako do zwykłej choroby która może się przytrafić każdemu. Poza tym ja jestem jedną chodzącą empatią. Hazard to też nie był koniec naszych problemów. Taka osoba szybko uzależnia się od wielu innych rzeczy. Pan N. miał później chwilowe problemy z alkoholem, agresją, był w więzieniu bo ukradł pieniądze z firmy w której pracował. Dzisiaj jest innym człowiekiem. Nie wiem czy wyszedłby z tego wszystkiego gdybym od niego odeszła. Ale wiem, że jeśli Damian sam sobie nie pomoże to ty mu też nie pomożesz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Karolina pojechała na weekend do domu bo miała wesele no i jej chłopak przyjechał z Niemiec (pracuje tam). A że przyjechał na dłużej to wróciła na jeden dzień i znowu pojechała do siebie. Mieli przyjechać dzisiaj ale na razie ani widu ani słychu. Także siedzę sobie sama w pokoju i znowu zaczyna mi się to za bardzo podobać. Bo jak za długo siedzę sama to mam coraz mniejszą ochotę gdzieś wychodzić a ludzie zaczynają mnie coraz bardziej wkurwiać. Oczywiście chodzę na zajęcia i do pracy, nawet mając depresję kilka lat temu wiedziałam że uczelni i pracy nie mogę zaniedbać, choćbym miała tam iść z płaczem.

Jeszcze jakiś czas temu chciałam wyjść ze swojej "nory", zagadywałam ludzi w kuchni (w akademiku mamy wspólną kuchnię na korytarzu), napisałam do koleżanki z roku z którą kontakt trochę się urwał, chciałam wychodzić z Dorotą, utrzymać kontakt z dziewczynami z pracy... A tu się zanosi na jeden wielki chuj. Wkurwia mnie to że ciągle wszyscy są zajęci, bo szkoła, bo praca, bo inne plany, bo jeszcze milion innych rzeczy, wkurwia mnie to że chcę kogoś gdzieś wyciągnąć albo zaprosić i ciągle słyszę "nie", a ja naprawdę nie lubię się ciągle o coś prosić.

Chuj. Pierdolę. Nie chce mi się ciągle starać. Będę zgorzkniałym samotnikiem ale przynajmniej ludzie nie będą mnie zawodzić.

Za niecały miesiąc mam urodziny i z jednej strony chciałabym zrobić małą imprezę, zaprosić znajomych, żeby było miło i w ogóle... Ale z drugiej strony mam ochotę tego nie robić, ukryć datę urodzin na fb i zobaczyć kto naprawdę będzie o mnie pamiętał. I żeby wszyscy mi dali święty spokój.

Prawie 23 lata na karku. Ilu moich znajomych jest zaręczonych, po ślubie albo już nawet mają dzieci... A ja miotam się i nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Znaczy się mam plan, przynajmniej jeśli chodzi o życie zawodowe. Tylko bardziej niż tego że to się nie uda boję się tego że się uda ale... To nie będzie "to". To nie będzie coś co da mi szczęście i spełnienie. Boję się że energia i wysiłki które włożę w dotarcie do tego celu pójdą na marne. Bo zamieszkałam w akademiku, to było coś czego bardzo chciałam i nie jest tak jakbym chciała. A myśl że się wyprowadzę i zmienię otoczenie była jedną z rzeczy które trzymały mnie przy życiu gdy miałam depresję. I boję się że znowu się zawiodę.

Tęsknię za Damianem. Odkąd napisał myślę o nim częściej niż przedtem. Czekam na jakąś wiadomość, na to że znajdzie sposób żeby napisać. Na jakiś normalny kontakt będę musiała poczekać do marca, przy założeniu że jest na standardowym rocznym pobycie w Monarze. Mam gdzieś to że miał problemy z narkotykami, ze się leczył, że ma depresję, że mnie zostawił... Gdyby jakimś cudem pojawił się teraz obok to miałabym to wszystko gdzieś i po prostu rzuciła mu się na szyję. Tylko jeśli przyjdzie marzec i okaże się że tylko narobiłam sobie nadziei... To ja tego nie przeżyję.

Chce mi się płakać... A Karolina właśnie wróciła, na razie wyszła z pokoju ale jak wróci to nie mogę przy niej płakać... Muszę się trzymać...
 

 
Bałagan z pokojami na razie ogarnięty. Poznałam moją właściwą współlokatorkę, czyli Karolinę z położnictwa. Jest spoko aleee... miała mieszkać ze swoją koleżanką tyle że ona nie wiedziała czy kontynuuje studia i za późno złożyła wniosek o akademik. No i wyszło na to że "wskoczyłam" na jej miejsce. No i ma chłopaka (więc pewnie w miarę możliwości będzie wyjeżdżać na weekendy żeby się z nim spotkać) i swoje koleżanki także cóż... Chyba większej znajomości z tego nie będzie. I czuję się trochę jak "intruz". Ale muszę się uspokoić, nie dramatyzować, w końcu nic nie zrobiłam co nie. Już wolę ten bałagan od oglądania Przemka w moim pokoju. Jak będę chciała to z nimi pogadam na uczelni albo spotkamy się w większym gronie, a jak nie to nie i saionara. A z Dorotą zawsze mogę się spotkać, to tylko dwa piętra Może uda mi się ją zapoznać z moim skromnym towarzystwem
  • awatar heledore babe: staram się nie oglądać, tylko i wyłącznie dodawać ^_^
  • awatar muskaryna: Bo w 1 dzień już dostałam zjebe od współlokatorki. Rozjebala się na 3/4 pokoju i większość rzeczy musiałam zostawić w walizce. Bo ona jest wielką Pani z magistra i mieszka tu już 3 rok. Do Konrada jade. Zaprosił mnie na polmetek
  • awatar muskaryna: Widzę ze obie czujemy się jak inteuzy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zostałam zaproszona na imprezę powitalną na trzecie piętro (tam gdzie mieszkałam), więc zaopatrzyłam się w alkohol i poszłam. Pogadałam z jednym znajomym, potem z moją byłą już współlokatorką i Przemkiem i zmyłam się po godzinie bo uznałam że umrę tam z nudów. No niestety, ludzie mieszkający tam wcześniej są zgraną grupą, ja nie umiem się wkręcać w takie grupy, każdy tam siedział w grupkach a współlokatorka z Przemkiem też sobie także... Chyba wiele nie straciłam wyprowadzając się stamtąd. Tym bardziej że ich widok nadal mnie wkurwia.

Dowiedziałam się że Artur będzie mieszkał w naszym akademiku. W pokoju 120. Ja jestem w 121. Kurde, ja mam nadzieję że mnie wkręcają... Ok, mówił kiedyś że chciał tu mieszkać. Ale on jest studentem polibudy a osoby spoza UMedu płacą drożej, poza tym wydziały Politechniki no i akademiki ich są w innej części miasta, przecież będzie miał dalej dojeżdżać... Ja rozumiem że ma tu znajomych ale no... Parę razy go spotkałam ostatnio, powiedzieliśmy sobie "cześć" i tyle... Ciekawe co to będzie.

Miałam mieszkać z taką Dorotą która okazała się być z dietetyki a nie położnictwa. No ale spoko, napisałam do niej, powiedziałam wszystko co i jak bo jest pierwszy rok tutaj i nie zna Łodzi (jest z Gdańska), no i się cieszyłam że będę miała spoko współlokatorkę. Ale okazało się że będzie w moim byłym pokoju z moją byłą współlokatorką. Nie mam pojęcia jak to się stało, przecież jak zmieniałam pokój to Dorota była już wpisana do 121. Ok, współlokatorka mówiła coś na imprezie że ma być z Dorotą w pokoju, ale przecież była zapisana w moim pokoju. Wkurzyłam się bo poczułam się jakby znowu mi coś zabrała. Wiem że to irracjonalne ale i tak się wkurzyłam. Najwidoczniej będę z tą laską z położnictwa, muszę się dowiedzieć kto to bo nie mam pojęcia kiedy się wprowadza no i jestem bez lodówki (Dorota przywiozła swoją no ale z nią nie mieszkam).

Dlaczego ten akademik musi mi robić na złość? Aż się boję co będzie dalej.
 

 
Mój sen okazał się proroczy. No praaawieee...

Ograniczyłam kontakt z W. i czekam na rozwój zdarzeń jeśli chodzi o Piotra... Jak wypali to spoko, jak nie to trudno, zostanę starą pan..eee... kobietą silną i niezależną ale nieee... byłoby za prosto.

Obudziłam się w niedzielę rano, już w schronisku w Krakowie, i widzę wiadomość od kogo? Od Damiana. Byłam zaskoczona. A jak napisał że od marca jest w Monarze, próbuje się leczyć (nie wiem czy wspominałam że miał problemy z narkotykami), jest trochę odcięty od świata i pisze teraz nielegalnie, ale napisał bo stęsknił się za mną to już w ogóle nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć...

Nie wiem kiedy napisze, czy napisze, niby moje wiadomości są wyświetlane ale nie mam pojęcia na jakich zasadach dają im dostęp do netu... Nie wiem czy próbować się z nim kontaktować, z tego co wyczytałam mają jakieś przepustki, może jest możliwość wizyty tam... Nie wiem po co napisał, o co mu w ogóle chodzi, czego ode mnie chce... Moje uczucia spychane do podświadomości chyba wylazły na wierzch i fuck... chyba nadal mi na nim zależy. Nie wiem co mam robić, nie wiem, nie wiem, nie wiem, mam mętlik w głowie...
 

 

Udało mi się "domęczyć" pracę licencjacką dla koleżanki, promotor zaakceptował, przeszła przez Antyplagiat, dostałam kasę i nawet jeszcze wino i czekoladę, więc biorę urlop i wyjeżdżam w pizdu no ok, nie w pizdu ale do Krakowa w planach mam jeszcze Oświęcim i Wieliczkę, więc bawię się w travel plannera i ogarniam nocleg, bilety PKP, wejściówki gdzie trzeba i inne sprawy mam nadzieję że nie zginę, nie zgubię i nie zagubię i oby wyjazd się udał
 

 
Byłam dzisiaj w Łodzi, załatwiłam wizytę u lekarza, receptę na pigułki, zaniosłam wniosek o stypendium socjalne, kupiłam parę niezbędnych rzeczy i przy okazji poszłam do akademika załatwić zmianę pokoju. Kierowniczka marudziła że czemu teraz przychodzę, że w czerwcu deklarowałyśmy że zostajemy w tym pokoju, że rozmieszczenie studentów w pokojach to w chuj papierkowej roboty itp... lol, jak jakieś trzy tygodnie temu wysłałam maila w tej sprawie to nie dostałam odpowiedzi, a gdybym wiedziała że to będzie taki problem to bym przyjechała wcześniej. Jedna znajoma w ciągu roku akademickiego zmieniała pokój a druga akademik i się dało. No ale pomarudziła trochę i zrobiła zamianę, będę w innym pokoju razem z jakąś dziewczyną z IV roku położnictwa. Oby była w porządku.

Współlokatorce napisałam że potrzebowałam zmiany otoczenia. Nie drążyła tematu więc nie poruszałam kwestii Przemka, nie mam ochoty na niepotrzebne spiny. Ważne że Przemka będę widziała tylko na uczelni (o ile się na niej zjawi).

Nawet jeśli jej lub jej znajomych towarzystwo nie wypali to w pracy poznałam dwie dziewczyny które idą na studia do Łodzi i są tak samo pokręcone jak ja, więc towarzystwo powinnam mieć zapewnione

W niedzielę śniło mi się że miałam dziecko. Nie wiem czemu wiedziałam że jest to dziecko B(!!!), mimo że nie pojawił się w śnie. Reszty prawie nie pamiętam, jakieś sekundowe urywki. Dziś w nocy śniło mi się że Damian chciał do mnie wrócić. Czułam się szczęśliwa w tym śnie, a po obudzeniu miałam mętlik w głowie. Nie wiem czy nastawiam się już na to że z Piotrem nie wyjdzie a podświadomie wciąż tęsknię za Damianem czy co tu się odwala... Ale nie ogarniam swoich uczuć. Tak bardzo nie ogarniam...
  • awatar muskaryna: @ jedyny jego minus to jest ten że ma specyficzny zapach. ale ja po jakimś czasie go nawet polubiłam XD nooo dla mnie rano kończy się o 12 :D hahaha
  • awatar muskaryna: @nie tylko po goleniu ot jak mam fantazję. teoretycznie powinno sie to robić jakoś regularnie, ale ja widze dużą poprawę osobiście. o to widze że byśmy się dogadały :D tylko jeszcze jedno mam wymaganie - żeby w weekendy nie wstawała skoro świt.
  • awatar muskaryna: @zdjęcia robione były lustrzanką - 100% do ładności zdjęcia, te dwa na insta wybrane były z omg 150 [!] i potem przerabiane w photoshopie... z depilatorem tez sie tak załatwiłam, ale i tak mam mniejsze zapalenie mieszków niż po maszynce :( pomaga mi bardzo olejek z drzewa herbacianego i ocet jabłkowy [w sensie na skórę] - spróbuj! też sie trochę boisz co to będzie za osoba w akademiku? ja sie dygam tragicznie. i w ogóle to straszne problemy wam robią ;o u nas to można sie przenosić jak się chce, byle tylko miejsce było w ciągu roku. i tylko przecinają ci kartę - dają nową, zmieniają w programie numer pokoju i tyle. 5 minut o.O
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wczoraj przed pracą napisał do mnie W. i pochwalił się że ma dziewczynę. Spoko, pogratulowałam i życzyłam powodzenia, zażartowałam żeby wytrzymała z takim chamem i czy już ją zaliczył a on też się "odwdzięczył" paroma żartami. Tylko później się wkurwiłam bo dał mi do zrozumienia że jestem dupodajką i puszczalską kurwą (no bo kogo mógł mieć na myśli biorąc pod uwagę naszą relację i tekst że chce normalną dziewczynę a nie te wyżej wymienione?).

W ogóle ostatnio zrobił się taki chamski że ja pierdolę. Ok, wcześniej też taki był ale to było w żartach, a teraz jak dowali tekstem to nie wiadomo czy mówi na serio czy nie, a mnie tym rani. Tydzień przed koncertem siedziałam w samochodzie na polnej drodze i ryczałam (mniejsza o powód), i tak strasznie potrzebowałam się komuś wyżalić... Miałam napisać do Piotra ale stwierdziłam że nie będę mu zawracać głowy bo pewnie jest w pracy albo z niej wraca, no i napisałam do W. bo był na Messengerze... A ten mi następnego dnia z tekstem że miał ze mnie bekę wtedy! No ja pierdolę, i po co mi to mówił? Niech sobie ma, ale po co mam o tym wiedzieć? Ale jak on potrzebował się wygadać to oczywiście mu pomagałam! No i tak mi się wtedy humor zjebał że odzyskałam go dopiero we Wrocławiu. Chcesz pomocy to dostaniesz kopa w d.., żałuję że do niego wtedy napisałam, Piotrek może by wtedy nie odpisał ale przynajmniej by zrozumiał...

Może i lepiej że tak się stało, przynajmniej wiem że wpakowanie się z nim w związek byłoby najgłupszym pomysłem ever, nie wpakuję się też w kolejny trójkąt (a na bank bym to zrobiła) i może nasza relacja wygaśnie bo zaczynała mnie męczyć psychicznie. Nie chciałam tego robić żeby nie być jeszcze bardziej samotna, ale skoro jest pretekst... Trzeba odsunąć się od ludzi którzy mnie ranią. A jak się potoczy z Piotrem to się okaże. Najwyżej zacznę się rozglądać za gromadką kotów.
  • awatar muskaryna: to jest istny dramat... co pieniądze robią z ludźmi to się w głowie nie mieści. mam kuzynkę, jedynaczkę, córka tej ciotki, która mieszka ze mną. jej mąż ma firme, super samochody, wakacje co chwile, dom na śląsku, 2 dzieci już w prywatnych szkołach, no ogólnie bogactwo. i on tak nakręcał tę atmosferę, że wujkowi się nic nie należy [bo wujek chciał tylko tą działkę], że ona powinna być tutaj oh ah eh! wkurwiłam się i coś mu tam dogadałam. no i ten mi zaczał tyrać, że co jak znajdę księcia z bajki i ten książe z bajki powie "Asiu chce się tutaj wybudować" czy będę się wtedy kłócić z wujkiem. jak odpowiedziałam, że kaze temu księciu z bajki spierdalać i nie liczyć na czyjś majątek tylko dojście samodzielną pracą do czegoś to jest taka obraza ze z "oh ah, przyjedź do nas na śląsk" nawet cześc mi nie mówią. a ja chodzę jak kłębek nerwów. śnią mi się takie koszmary, że nie dośc że się budzę z płaczem, to jeszcze mam problem z rozróżnieniem co jest prawdą, a co snem. istna masakra.
  • awatar muskaryna: @żrą się o majątek. babcia po tym jak ostatnio umierała stwierdziła, że trzeba podzielić to za życia, bo jest jeszcze nieuporządkowana sprawa z majątkiem po dziadku. no i robi teraz zamęt kłócąc rodzinę, bo TEMU SIE JUŻ NIC NIE NALEŻY!. głównie chodzi o podział domu, żeby był na moją mamę i ciotkę, bo one tu mieszkają. komedyja.
  • awatar muskaryna: ja się zawsze ci dziwiłam, że nie ukróciłaś jeszcze spotkań z tym W. skoro widać jakim on jest niedojrzałym szczylem... [jeśli ty niby jesteś dupodajką i kurwą, to co o nim to świadczy skoro sie z tobą ruchał? parodia jakaś...]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Wróciłam dzisiaj z Wrocławia z nogami bolącymi od chodzenia po mieście i stania na koncercie, rękami bolącymi od klaskania, gardłem bolącym od darcia ryja i plecami bolącymi od spania w autokarze za to meeega szczęśliwa był ogień, były iskry, były fajerwerki, był Lindemann ze skrzydłami, no wszystko co trzeba

Kilka osób pytało skąd mam koszulkę i były zaskoczone że sama malowałam, ale podobała się kupiłam sobie jeszcze koszulkę koncertową, a co się będę ograniczać

Okazało się że autokar który zabierał nas z Łodzi na koncert jedzie z Warszawy i zgarnia nas po drodze, myślałam że będą dwa osobne i spotkam się z Piotrem (tym o którym już wspominałam) dopiero na miejscu. A tu niespodzianka Na szczęście okazał się bardziej gadatliwy niż przez internet, w sumie nieraz mówił z szybkością karabinu maszynowego xD Poszliśmy na miasto zjeść, potem zaopatrzyliśmy się w piwa i poszliśmy do parku pić przed koncertem. Oczywiście mądra Kapibarka zrobiła głupotę i się z nim całowała. I może jeszcze tego nie żałuję ale to się źle dla mnie skończy. Bo przecież jak by mogło być inaczej. I czuję że narobię jeszcze większych głupot no ale trudno, czy się staram czy nie to i tak się jebie w kwestii relacji z facetami to co ja się będę starać i przejmować. Ważne że spotkanie było udane i miałam się do kogo przytulić, a co będzie dalej to się okaże.






 

 
Nie znalazłam żadnej fajnej koszulki na koncert więc postanowiłam wrócić do malowania ubrań i zrobić ją sama. Wzór zaprojektowałam sama inspirując się znalezionymi w necie obrazkami i piosenką "Rosenrot". Może nie jest idealnie ale przynajmniej wiem że będę miała niepowtarzalną koszulkę

Jak się dobrze przyjrzeć to widać że jest to mix ciemnej czerwieni i czerni. Jak jeszcze zdobędę lub zrobię opaskę z różami to już w ogóle będzie idealnie

Jeszcze tydzień do koncertu <3

Jeśli dobrze pójdzie to na koncercie spotkam się z chłopakiem z którym piszę parę miesięcy i miałam się z nim spotkać w Juwenalia ale nie wyszło. Lubi Rammsteina. Lubi rock i metal. Lubi Wiedźmina. Lubi "Teorię wielkiego podrywu". Jest wyższy ode mnie. Jest całkiem przystojny. No po prostu ideał. Tylko czuję że to nie wypali. Bo mimo mnóstwa wspólnych zainteresowań rozmowa się nie klei. A jak już się klei to gada głównie o jednym, mimo że kilka razy zwracałam mu na to uwagę. Także obawiam się że będzie chciał mnie tylko przelecieć. Ale poczekam do spotkania na żywo bo liczę na to że będzie nam się lepiej rozmawiać (internet to jednak internet), no i bardzo chciałabym żeby ta znajomość się rozwinęła bo nieczęsto spotykam kogoś z podobnymi zainteresowaniami. No i chyba nadal jestem naiwna i chcę dawać ludziom drugą szansę. Ale cóż, wszystko okaże się za tydzień.
 

 
Sobotnie spotkanie z W. dobitnie uświadomiło mi jak bardzo brakuje mi bliskości drugiej osoby. I nie chodzi o tą seksualną bliskość, bo napięcie mogę rozładować sama i facet nie jest mi do tego aż tak potrzebny. Brakuje mi czułości, dotyku, przytulenia i tej całej reszty. Spycham tą potrzebę gdzieś na dno podświadomości żeby skupić się na innych rzeczach ale przecież ta potrzeba nie zniknie. Mogę zgrywać silną, niezależną kobietę co to ze wszystkim sobie poradzi ale przecież kurwa sama się nie przytulę. A że sobotni seks był najczulszym jaki kiedykolwiek mieliśmy to teraz myślę o tym na okrągło...

Nie wiem czemu ja się tak rozczulam, czy to dlatego że jestem tuż przed okresem a pigułki podkręciły mi nie tylko libido ale i PMS czy po prostu brakuje mi kontaktu z innymi ludźmi... Ale dzisiaj cały dzień jestem zła na wszystkich i chce mi się płakać. Piszę ten wpis i płaczę. I znowu powracają myśli czy nie spróbować jeszcze raz ale nie, to się po prostu nie uda... Możemy pogadać po kumpelsku czy nawet wygadać się lub wyżalić w pewnych kwestiach, ale to nie jest... ten sam poziom zrozumienia którego potrzebuję od przyjaciela/chłopaka. A to jest dla mnie bardzo ważne w związku, wiele rzeczy mogę zrozumieć i zaakceptować ale chcę być z kimś komu mogę się wyżalić ze wszystkiego i będzie dla mnie przyjacielem.

Więc nie, po prostu nie, lepiej nie ruszać naszej relacji, tak jest chyba najlepiej więc po co to psuć. I nie raz myślałam żeby napisać do Damiana, tak po prostu pogadać i może spróbować odnowić kontakt ale to chyba też nie najlepszy pomysł...
  • awatar Makino: możliwe, że to pms. a poza tym każdy z nas czasem potrzebuje kogoś bliskiego, a nawet nie czasem, tylko raczej bardzo, bardzo często. niektórym po prostu udało się o tym zapomnieć / zająć czymś myśli...
  • awatar Maximuss: :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W sobotę miałam pierwszą samodzielną wyprawę moim autkiem i od razu machnęłam 100 km w obie strony Bo koleżanka mieszka w okolicach Łodzi a ja do Łodzi mam kawałek. Trasa była niezbyt skomplikowana więc mogłam się skupić na jeździe, na miejscu też było łatwo do niej dojechać, zmiana biegów szła mi lepiej niż poprzednio, wróciłam w jednym kawałku, samochód też (chociaż były chwile grozy bo wyjeżdżając z koleżanką do sklepu tak się chujowo ustawiłam na parkingu że miałam przód samochodu kilkanaście cm od jakiegoś Volkswagena no i chujowo bo do przodu nie ruszę a do tyłu się bałam że zanim pojedzie w tym kierunku to za bardzo potoczy się do przodu. I tak siedzimy jak te blondynki, dobrze że przyszedł właściciel auta i nim wyjechał) I bardzo dobrze jechało się bez komentarzy typu "Jedź szybciej" "Wrzucaj szybciej te biegi" "Nie jeździj po krawężnikach" "W mieście to by cię zatrąbili za taką jazdę" xD

Wyszłam trochę do ludzi i od razu się lepiej czuję psychicznie

W niedzielę miałam jechać do Poznania ale zapowiadał się upał więc stwierdziłam że nie chce mi się latać po mieście w taką temperaturę. A że się ochłodziło w weekend to już inna historia ale trudno, przerzucę to na inny weekend. A już za trzy tygodnie koncert we Wrocławiu <3

Tak to nudy, chodzę do pracy, piszę pracę licencjacką koleżance z poprzedniej uczelni (jest starsza ode mnie i ma na głowie dom, pracę i dwoje dzieci więc wiadomo jak z tym czasem, a mi wpadnie dodatkowa kasa) i układam przepisy na praktyki. Na szczęście to co do tej pory wysłałam spodobało się (a dostałam kolacje do ułożenia, zawsze największy problem mam z wymyślaniem kolacji ), musiałam tylko zrobić parę poprawek żeby odpowiadały ich założeniom. Miałam też szukać materiałów do magisterki, ale chyba zajmę się tym jak napiszę pracę koleżance

I mój laptop w końcu wrócił z naprawy więc mam juz arkusz Excela do układania przepisów i dostęp do komputera bez kłótni z bratem
  • awatar Poznaje życie: Przy okazji udoskonalisz swoje umiejętności podczas prowadzenia auta. Na bierzesz pewności siebie i też inaczej będzie Ci się jeździło. Aby Ci się nie psuło autko i ciągle było w nim zatankowane ;) Auto to drugi Twój przyjaciel, pamiętaj. Jak będziesz o niego dbała takiego będziesz jego miała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wkurw na cały świat przed okresem to u mnie norma i zdążyłam się przyzwyczaić no ale płacz z byle powodu miałam chyba pierwszy raz w życiu. Już wolę jak włącza mi się tryb "odkurzacza" i żrę jak głupia. Aż się wypłakiwałam mamie bo potrzebowałam wyrzucić z siebie to wszystko. Ok, najpierw ją zbyłam gdy zauważyła że mam zły humor ale potem czułam się źle że to zrobiłam i poszłam z nią porozmawiać. No i mówiłam o tym że często czuję się samotna, że nie złapałam kontaktu z ludźmi na roku i z akademika, że paczka która zaczęła się tworzyć poszła w cholerę i opowiedziałam też sytuację z Przemkiem i współlokatorką. Oczywiście pominęłam to nieszczęsne spanie w jednym łóżku i parę innych rzeczy ale najważniejsze rzeczy wie.

Zastanawiam się od dłuższego czasu czy od następnego roku akademickiego z nią mieszkać. Na razie zgodziłam się na zostanie w tym samym pokoju żeby nie było spiny. Były plany że zamieszkam z koleżanką i jej chłopakiem (w mieszkaniu dwupokojowym, ja miałabym swój pokój) ale jednak to nie wypali. Zostaję przy akademiku bo to najtańsza opcja. Sama kwestia zmiany pokoju to najmniejszy problem, wystarczy mail do kierowniczki akademika. Powiedzenie współlokatorce że zmieniam pokój to też mały problem. Obawiam się pytania dlaczego chcę zmienić pokój. Bo moja cholerna duma nie pozwala mi powiedzieć że chodzi o Przemka. Nie chcę żeby ten chuj miał satysfakcję że większość lasek na niego leci. Nie, nie, nie. No i nie wiadomo na jaką dziewczynę trafię, czy będzie w porządku czy też coś odpierdoli.

Ale jak sobie pomyślę że przez najbliższy rok mam oglądać Przemka w naszym pokoju... To już wolę moją urażoną dumę. Nie mam ochoty znowu udawać że mi to wszystko nie przeszkadza i być wiecznie miła dla wszystkich. Skoro ludzie mnie tak traktują to nie będę im dłużna. Koniec z byciem "miłą Kapibarką". No i dwie znajome z roku zmieniały pokój i wyszły dobrze na tym więc chyba nie ma sensu się męczyć.

Mam jeszcze trochę czasu więc przemyślę jeszcze to wszystko i podejmę decyzję.
  • awatar muskaryna: wynieś się. zawsze to okazja do poznania kogoś nowego ;>
  • awatar heledore babe: noszę się raczej klasycznie, mam mnóstwo czarnych, szarych i granatowych rzeczy. tylko wiesz mam problem typu czy luźna koszula w kolorze jakimś tam czy co. bo biały mi sie rzuca w oczy - moze to kwestia przyzwyczajenia? :)
  • awatar Makino: ja bym zmieniła. teraz się zastanawiam, czemu na 1 roku nie zmieniłam mieszkania, w którym dzieliłam pokój z psychiczną współlokatorką, ale cóż, młoda byłam to i głupia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Udało mi się kupić samochód, od wczoraj jest na naszym podwórku i jaram się w chuj Nissan Micra 1998 r., mały, zgrabny, dużo nie pali (podobno potrafi zejść do 5l/100km), w dobrym stanie no i w ogóle miodzio. Już nie będę zdana na inną osobę lub komunikację miejską (która w weekendy jest chujowa) i będę śmigać póki mi paliwa starczy Tym bardziej że chciałam ogarnąć parę wyjazdów na weekend. Na pewno będzie Wrocław bo jadę na koncert więc pojadę dzień wcześniej żeby pozwiedzać, myślałam też o Poznaniu. Zobaczę co jeszcze wpadnie mi do głowy. Przynajmniej bezproblemowo dostanę się na pociąg
  • awatar muskaryna: zazdroszczę mega bardzo!
  • awatar Amfitryta: @Maximuss: a to taka metafora jest :) jak zaczęłam jeździć autem z Panem N. Ciągle go zadreczalam pytaniami jak mi idzie, czy jestem dobrym kierowcą i czy jest ze mnie dumny. A on powiedział ze jak przejdę moje pierwsze 10tys. Km to wtedy będziemy mogli pogadać czy jestem dobrym kierowcą czy nie. Jakoś po 8tys. Rozpieprzylam się zima na drzewach z powodu brawury. Ale od tamtej pory jeżdżę bezbłędnie :)
  • awatar Maximuss: @Amfitryta: a co się dzieje po 10000?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Podjęłam spontaniczną aczkolwiek przemyślaną decyzję o powrocie do grzywki. I wczoraj wprowadziłam ją w życie Przekonałam się że przy moim kształcie twarzy i tym jak układają się moje włosy grzywka to najlepsza opcja. Przy czesaniu na bok nie układają się kompletnie, nie mają objętości, gdy zaczeszę je gładko (czy koński ogon czy kok czy coś innego) wyglądam dziwnie i muszę je tapirować na czubku głowy a gdy mam przedziałek na środku głowy to denerwują mnie włosy przy twarzy. A tak to machnę grzywkę z resztą włosów prostownicą i voila Ciekawe jak szybko będę bluzgać na grzywkę i znowu będę chciała zapuszczać Kusi mnie jeszcze powrót do czerwonych włosów ale na pewno nie trwałą koloryzacją. Albo szamponetka albo kolor na dwadzieścia kilka myć. Póki co mam jeszcze różową piankę do włosów z Juwenaliów

Co jakiś czas sprawdzam oferty pracy dla dietetyków, ale że w Łodzi prawie nic nie ma to ostatnio zdecydowałam się sprawdzić oferty w Warszawie. Skoro już drugi wolontariat tam zaczynam to czemu nie I znalazłam ofertę praktyk jako dietetyk. Trochę zmartwiła mnie informacja że są darmowe (dojazdy do Warszawy to poświęcenie sporej ilości czasu i pieniędzy a zalezy mi na pracy w wakacje) ale zdecydowałam się pojechać na rozmowę kwalifikacyjną. Trochę się stresowałam, zwłaszcza opcją odpowiadania na słynne "Gdzie widzi Pani siebie za pięć lat" czy "Proszę opisać swoje zalety i wady" oraz czy udało mi się wystarczająco ukryć trądzik pod makijażem (ale z dnia na dzień jest lepiej!). A tu niespodzianka bo rozmowa była na luzie ale też konkretna. Oprócz mnie była jeszcze jedna dziewczyna i na razie mamy zajmować się układaniem posiłków do ich bazy (oferują diety online), zgłaszaniem ewentualnych baboli i pisaniem artykułów. Dla mnie bomba, mogę pracować zdalnie Jeśli będę dyspozycyjna to brałabym udział w innych działaniach (np. warsztaty kulinarne dla przedszkolaków). Zobaczymy co z tego będzie, fajnie byłoby nawiązać dłuższą współpracę a jeśli nie to po prostu zyskam doświadczenie
 

 
Cele, plany i postanowienia na czerwiec
http://kapibarka.pinger.pl/m/27189286

Wymiary i zdjęcia dodam później bo mam awarię laptopa a tam trzymam i zdjęcia i plik z zapisanymi wymiarami.

Waga
- dieta
Przyznaję, zawaliłam. Zaczęło się od tego że chodziłam ciągle głodna. Potem skapnęłam się że to przez okres (no tak, zapomniałam już jak to jest ). Ale nie jadłam niezdrowych rzeczy, starałam się "zapychać" czymś wartościowym. Potem zaczęło się zajadanie stresu, smutku, frustracji, samotności i czego się tylko dało. Chipsy, czekolada, piwo lub dwa. Kompulsywnie, tak żeby nikt nie widział i nie wiedział. Było mi głupio, tym bardziej że po pierwsze nie powinnam, po drugie doskonale wiem jakie są tego mechanizmy i jak temu zapobiegać. No ale głos rozsądku przegrał. Na szczęście nie przytyłam przez żarcie niezdrowych rzeczy i dość szybko się z tego otrząsnęłam.
- trening
Po pierwsze. Nie udaje mi się polubić biegania. No nie mogę, nie przekonam się. Męczy mnie... psychicznie? Po prostu nudzi i koniec. Sto razy bardziej wolę rower lub rolki, ewentualnie odpalić jakieś cardio na Youtubie. Na wakacje będę w domu to zmienię bieganie na rower albo będę robić treningi z Youtuba.

Po drugie krępuję się ćwiczyć przy kimś, a że nie jestem sama w pokoju to wiecie... Kombinowałam żeby ćwiczyć jak współlokatorki nie ma ale nie zawsze się udaje. Nie ze wszystkimi tak jest ale przy większości osób po prostu nie lubię ćwiczyć. Muszę być sama w pokoju i mieć komfort psychiczny.
- o dziwo nie ujebałam patofizjologii co prawda zdane na 3 ale ważne że nie muszę się z tym męczyć we wrześniu zdałam sesję z tylko jedną poprawką na koncie i całkiem niezłymi ocenami
- nie udało się uniknąć dotykania krost. Nie wiem czy to normalne ale te krosty mnie swędzą więc na okrągło je rozdrapuję
 

 
Nie miej okresu przez kilka miesięcy. Umów się na wizytę do ginekologa. Dostań okres kilka dni przed wizytą o.O

Ale jak na razie jestem zadowolona z pani doktor, dostałam receptę na pigułki i luteinę na wywołanie miesiączki żebym była pewność że będzie i żebym mogła zacząć brać tabletki. Zrobiłam też badania krwi, tarczyca wyszła w porządku, hormony płciowe też oprócz hormonu luteinizującego który jest za wysoki jak na tą fazę cyklu. Zaniosę wyniki i zobaczę co powie. Będę też miała USG ale dopiero na jesieni bo terminy są zajęte do sierpnia a lepiej żebym była znowu w Łodzi na miejscu niż miała kombinować i dojeżdżać.

A pigułki mam trzy opakowania więc starczy mi do października i nie muszę kombinować jak przedłużyć receptę <3 muszę jeszcze tylko poczekać do końca czerwca, tyle łaziłam z krostami na ryju to wytrzymam jeszcze ten miesiąc
  • awatar muskaryna: studentem, ale nie ukradne niczego i zeby sie nie martwił. pośmał pośmiał, ale w końcu nie poszedł :D czy tak samo poszliśmy sie zobaczyć, ja nie chciałam jeść, bo wtedy byłam dość nieco chora, no a on chciał. no to mu mówie, zamawiaj, a on ze nie, że nie będzie jadł sam, bo to nie wypada. mówie mu chłopie ja prosta dziewczyna ze wsi mi to nie przeszkadza. haha, nie i nie zjadł. o.O tak samo dzisiaj, żale mu sie że mam ciężko na studiac i pytam co u niego. on że jedziie z szefem na kajaki. pytam sie czy nie za dobrze mu xD [po mojej litanii żali na studia no to wiesz] a on że nie bo podwyżka by sie przydała. to troszku miałam taka mine :| i znając mnie to spotkam drugiego takiego Kamila, w którym sie zakocham i mnie skrzywdzi tak że nie będe wiedziała, jak się nazywam, a tego odrzucę.
  • awatar muskaryna: ja ogólnie nienawidze chodzić do lekarzy [śmieszkowo, bo chciałam zostac jednym XD] wyjatkiem jest mój rodzinny. ale do niego jako do ginekologa nie pójde. a szkoda... :D wiesz z tym "powinnam chciec", bo to chodzi o to, że to... nie wiem jak to ująć. on po prostu jest taki... dobry. szarmancki. mało pije, nie pali, chodzi do kościoła, jest totalnym dżentelmenem, odpowiedzialny, dba o swój rozwój, etc etc mogłabym mówić i mówić. i PODOBA MI SIE. z wyglądu mega. ale jego osobowość... to wszystko co jest takim plusem, co wymieniłam, no kurcze. wiem, że byłoby mi z nim dobrze, nie zraniłby mnie i tak dalej. ale brakuje w nim tego szaleństwa, tego momentami "pstro w głowie". tego żeby czasem porzucił konwenanse. ot np. siedzę u nich w domu w kuchni, jestesmy sami. no i sie wkurza na tą siostre, bo gdzies pojechała, a on chciał sie ubierac na to wesele. no to mu mówie, no to idź, mam kota to sie nudzić nie będę. a on że nie bo nie wypada. no to śmieszkuje, ze wiem że jestem biednym
  • awatar muskaryna: ja staram się przekonywać, że większośc dziewczyn które tu kiedyś pisała, ma po prostu tak zajebiste życie, że nie ma czasu żeby tu je opisywać. prawda niestety może być całkowicie inna. przypominasz mi, że sama musze wybrac się do gina, bleh.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
- dieta
* kontynuować cele z maja
- trening
* wywiesić na ścianie w widocznym miejscu rozpiskę treningów żeby mieć lepszą motywację
- pielęgnacja
* dalej unikać wyciskania krost i zasuszać już istniejące
- zdać zaliczenia i egzaminy w czerwcu. Ok, oprócz patofizjologii bo tutaj przeczuwam wrzesień xD

Mało ambitne plany ale po pierwsze nie wymyśliłam nic fajnego, po drugie będę mieć sporo pracy i nauki więc lepiej nie dokładać nic nowego







 

 
Cele, plany i postanowienia na maj:
http://kapibarka.pinger.pl/m/27160770

Wymiary
Waga - -2,1 kg
Biust - bez zmian
Pod biustem - bez zmian
Talia - bez zmian
Biodra - -1 cm
Udo - -1 cm
Łydka - -0,5 cm

- dieta
* unikanie słodyczy idzie mi ładnie, miałam parę dni gdzie wpadały czekolady w sporych ilościach, ale po takim "ciągu" mam dość i z chęcią wracam do zdrowego jedzenia
* starałam się codziennie jeść zielone warzywa, jem dużo brokułów, sałata jest w rozsądnej cenie więc ląduje na kanapkach, czasami zrobię surówkę z kapusty, ogólnie staram się jeść dużo warzyw, nie tylko zielonych. Spróbowałam zielonych koktajli, szpinak średnio mi podpasował ale w jarmużu się zakochałam i żrę go w ilościach hurtowych Ma neutralny smak i pasuje do wszystkiego.
* z "jedzeniem" oleju lnianego bywa ciężko bo ma specyficzny smak ale jak przemycę go w koktajlu to tak bardzo go nie czuć
- pielęgnacja
* może nie zawsze mi się udawało ale starałam się robić wszystkie podpunkty. Trudno się odzwyczaić od wyciskania krost, palce aż swędzą żeby się pozbyć tego wszystkiego z twarzy Ale zazwyczaj panowałam nad tym, co prawda ilość wyprysków się nie zmniejszyła ale nie są rozdrapane i czerwone więc łatwiej je ukryć pod makijażem
- wizyta u ginekologa się obsunęła więc idę dopiero 1 czerwca
- odkryłam dwa fajne kanały do nauki więc Youtube nie poszedł zupełnie w odstawkę plus robię swoje notatki
- fuck yeah, immunologia zdana, i to na 4








 

 
Poprawiłam @#%&! immunologię. Na 4 wykułam się porządnie, oglądałam filmiki na Youtubie i udało się. I te filmiki mi bardzo pomogły w zrozumieniu, bo nie cierpię kuć na pamięć, ja muszę ROZUMIEĆ czego się uczę i dlaczego coś się dzieje tak a nie inaczej. Polecam kanał Khan Academy, ewentualnie polski kanał (Khan Academy Polska) jeśli macie problem z angielskim. Na pewno wykorzystam go do nauki patofizjologii, jeśli zdam w pierwszym terminie to chyba wyślę im podziękowania

Upolowałam na Vinted moje wymarzone czarne Jeffrey Campbell Lita, używane ale w bardzo dobrym stanie. I kupiłam je za 80 zeta z wysyłką, gdzie nówki kosztują prawie 600 i to w promocji. I jaram się nimi niesamowicie mimo że mama marudzi że zabiję się na tych obcasach może jeszcze upoluję beżowe i więcej botków mi nie trzeba

Po prawie trzech tygodniach nieobecności w domu wróciłam i zważyłam się bo nie mam wagi w akademiku. No i wróciłam 1,5kg lżejsza. Może nie jest to oszałamiający wynik ale udało mi się to samą dietą. Zero słodyczy i fasfoodów, dużo warzyw i owoców, minimum kupnego i przetworzonego jedzenia, nie unikałam smażonego i nie chodziłam głodna. Tylko przez ostatnie dwa dni jadłam nieregularnie no i wpadło trochę słodyczy. Nawet wymiary się zmniejszyły, głównie w nogach

W pracy idzie mi nie najgorzej, obawiałam się pierwszego otwarcia i zamknięcia lokalu (a w sumie to "wyspy", tym bardziej że byłam sama i mogłam liczyć tylko na notatki z procedurami i czat na fb, ale na szczęście nie było większych problemów z czasem dojdę do wprawy

Ogólnie czuję taką fajną pozytywną energię i mam poczucie że wszystko co zrobię pójdzie dobrze oby wystarczyło mi tego na czas sesji
  • awatar Amfitryta: Jeśli chodzi o te buty to jak na nie patrzę nasuwa mi się tylko jedno słowo - kopytko :) A tak na poważnie fajne i bardzo pasują do szczupłych i smukłych dziewczyn - ja wyglądałabym w nich karykaturalnie. Pewnie dlatego mi się nie podobają :) Gratulacje z poprawki immunologii ! Za moich czasów nie było kanałów na YT :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jeśli narzekałam że poprzedni weekend był trochę nudny to tym zdecydowanie to nadrobiłam. Ogólnie piłam rozsądnie, tak żeby było fajnie ale nie tak żeby coś odjebać. Nawet nie miałam zbytnio ochoty na wódkę, wolałam piwo i cydr jabłkowy

W czwartek pomagałam w przygotowaniach do scenki juwenaliowej (nawet miałam niewielki epizod, kto ma mojego fejsa ten wie ), później miałam iść ze współlokatorką i Przemkiem do klubu ale było dużo pracy przy scence no i oni dość szybko wrócili, na dodatek skłóceni.

Ona poszła do pokoju a Przemek wyciągnął mnie na papierosa, spytał co sądzę o tej sytuacji z kobiecego punktu widzenia no i pogadaliśmy trochę o nich. Tak, wrócili do siebie, no ale spoko. Dowiedziałam się że nasza wspólna znajoma miała jakieś obiekcje co do nich (więc to dlatego współlokatorka z nią nie gada...) i żebym na nią uważała. Szczerze mówiąc coś mi tu śmierdzi. Nic do tej koleżanki nie mam, poza tym ona ma chłopaka więc czemu miałaby się wpieprzać w ich związek? Może po prostu go przejrzała a on odwraca kota ogonem i gada na nią że to ona jest zła? Nie pasuje mi to wszystko.

Przy tej okazji dowiedziałam się że jestem spoko bo się nie wpieprzam między nich i nie mam nic przeciwko ich związkowi. Pięknie. Ludzie są dla mnie świniami a ja dalej jestem dobrą Kapibarką. Eh. Przynajmniej dobrze udaję. A mogłabym podpieprzyć współlokatorkę że coś kombinuje. Zanim zaczęli i gdy skończyli związek to ona jarała się takim jednym studentem medycyny który mieszka kilka pokojów dalej, i nie wiem czy to było serio czy tylko żartowała ale z paru jej smsów wywnioskowałam że chce kręcić z jednym i drugim. Zostawię to bez komentarza. Sama święta nie jestem pod tym względem więc nie będę się wtrącać.

Ale miałam z niego niezłą bekę jak dowiedział się że spotkałam się z tym znajomym arabskiego pochodzenia, no taki miał ból dupy że ja pierdolę, coś pięknego xD

W piątek scenka wyszła zajebiście, po wszystkim piłam z resztą ekipy ze scenki, byłam krótko na koncertach w piątek i sobotę, trochę piłam, a dziś powrót do rzeczywistości i nauka do poprawki z immunologii xD W ogóle pijani ludzie są nie do ogarnięcia, wczoraj jakiś chłopak którego znałam z widzenia zwierzał mi się, i to z rzeczy grubego kalibru, i co chwila pytał czy mi to nie przeszkadza xD nawet chciał się ze mną umówić xD

O, nawet B. tró metal i rockman docenił moje przebranie na scence, jestem w szoku xD


Nie wiem czy pamiętacie jak wspominała o chłopaku którego poznałam na badoo, miał w chuj podobny gust do mnie i bardzo żałowałam że już nie piszemy. W czwartek wchodzę na badoo a tu wiadomość od niego że nie pisał bo miał dużo spraw na głowie ale wciąż o mnie pamięta i ma nadzieję że ja o nim też. Zaskoczył mnie, nie ukrywam. Zaproponowałam mu przyjazd na Juwenalia ale niestety nie mógł przez pracę. Jednak mam nadzieję że w przyszłości uda nam się spotkać zobaczymy co z tego wyjdzie. I oby to się nie zjebało, błagam.

Poza tym dobrze że ten weekend się już kończy bo kolejnego dnia pod rząd z Przemkiem i współlokatorką bym nie wytrzymała zwłaszcza gdy ona jest już podpita i się do niego klei a ja nie jestem na tyle pijana żeby mieć to w dupie xD
 

 

Zdecydowałam się jednak na spotkanie z panem Arabem, już dość długo mnie namawiał no i nie chciałam spędzać sama piątkowego wieczoru. I powiem wam że chyba nigdy się tak nie obawiałam spotkania z jakimś facetem. Niby człowiek tolerancyjny, nie wrzuca wszystkich do jednego worka itd. ale jak się poczyta negatywnych rzeczy o kulturze i zachowaniu co niektórych muzułmanów to jednak to zostaje w głowie... i tak, nieraz pakowałam się w ryzykowne sytuacje, picie z obcymi ludźmi i inne akcje a tutaj byłam naprawdę uważna. Zwłaszcza w pubie patrzyłam czy nie "majstruje" mi przy drinku. No i miałam tenisówki więc w razie czego miałam szanse szybko spierdolić xD no ok, tenisówki były bo miałam pęcherze na pięcie i musiałam mieć wygodne buty

Ale było naprawdę fajnie, byliśmy w pubie na Pietrynie, potem spacerowaliśmy, był sympatyczny no i nie zrobił mi krzywdy Także naprawdę pozytywnie było.

I tyle z szaleństw w ten weekend, siedzę sobie teraz sama w pokoju, współlokatorki nie ma od piątku bo siedzi u Przemka i pisała że wróci jutro, także no. Nawet nie mam z kim zrobić dzikiego melanżu xD wczoraj mieliśmy iść większą grupą na jakąś imprezę no ale nie wyszło. Za tydzień Juwenalia więc może chociaż wtedy nie będę nołlajfować

Miałam napisać do W. żeby przyjechał ale chyba nie mam ochoty. Starzeję się czy co? I mam wrażenie że ta relacja coraz bardziej mnie męczy psychicznie. Jeszcze niedawno nie chciałam tracić z nim kontaktu a teraz chyba jest mi to obojętne... Nie wiem co z tym zrobić. Chyba poczekam aż któreś z nas kogoś znajdzie albo kontakt sam się urwie.

W następnym roku mam dwa wesela. No w sumie to jedno bo koleżanka bierze ślub cywilny więc będzie przyjęcie dla rodziny i jakaś impreza dla znajomych, także fajnie. Ale kuzynka będzie robić typowe wesele. Kurwa, z kim ja pójdę? Jeszcze będę miała komunię mojej chrześnicy. Wolę nie myśleć ile hajsów na to wszystko pójdzie.

Ale na szczęście szkolę się teraz w nowej pracy, niedługo powinnam już być normalnie w grafiku, no i stawka godzinowa jest wyższa niż w Subwayu. No ok tam niby były premie ale jakoś żadnej na oczy nie widziałam xD No i mam plany kupić samochód więc hajs jak najbardziej się przyda.

W majówkę spotkałam się z koleżanką na piwo w plenerze no i zaczęłyśmy rozmawiać o Damianie, powiedziałam że nadal za nim tęsknię i nie mogę o nim zapomnieć. Powiedziała żebym spróbowała do niego napisać i może nawet spotkać, żeby szczerze porozmawiać. Tym bardziej że ma depresję i problemy ze sobą. Kurcze, chciałabym mu pomóc bo czuję że zerwał kontakt tylko dlatego że nie chciał mnie obarczać swoimi problemami a odtrąca pomoc innych bo uważa się za przypadek beznadziejny... Zresztą sam mi tak napisał jak odezwał się w święta. Ale z drugiej strony nie wiem czy mam siłę na to wszystko. Tym bardziej że jestem honorowa i nie chcę latać za facetem.

Nie wiem co mam robić, mam mętlik w głowie. Zaczepił mnie ostatnio na facebooku, ale gdy napisałam do niego wymieniliśmy tylko dwie wiadomości. Już nic z tego nie rozumiem. Próbuje nawiązać kontakt ale się boi, czy może robi sobie jaja?
  • awatar Pink Cadillac: odpuść sobie. im prędzej zrozumiesz, że nie warto tym lepiej dla Ciebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- dieta
* kontynuować miesiąc bez słodyczy
* jeść siemię lniane (co najmniej łyżka dziennie) lub używać oleju lnianego (co najmniej łyżka dziennie)
* codziennie jeść co najmniej jedną porcję zielonych warzyw (kapusta, brokuły, spróbuję szpinaku i jarmużu w koktajlach i innych przepisach), najlepiej na surowo
- trening
* minimum trzy razy w tygodniu ćwiczenia na brzuch i nogi
* bieganie 30 minut, minimum dwa razy w tygodniu, wydłużać czas biegu/truchtu a skracać czas marszu, pod koniec maja spróbuję przebiec pół godziny bez przerwy
- pielęgnacja
* balsam do ciała - codziennie
* peeling ciała i twarzy - 3x w tygodniu
* olej lniany na twarz - codziennie na noc
* nie wyciskać i nie rozdrapywać krost, unikać dotykania twarzy rękami, kupić coś do zasuszania krost
- kwestia ubezpieczenia się wyjaśniła więc zasuwam do ginekologa po pigułki, no i zobaczę czy skieruje mnie na dalsze badania. Podejrzewam PCOS, gdyby się to potwierdziło to miałabym pewność jaką dietę sobie ustalić bo policystyczne jajniki mają wpływ na kilka kwestii i można to uregulować dietą.
- uczyć się efektywniej i nie rozpraszać się Facebookiem, You Tubem i milionem innych pierdół. W czasie nauki mieć wyłącznoną przeglądarkę chyba że będę mieć tam strony z materiałami. Do tego opracowywać mapy myśli, schematy, grafiki bo jestem wzrokowcem i mi to pomaga.
- zdać tą #$%^@! immunologię








Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cele, plany i postanowienia na kwiecień:
http://kapibarka.pinger.pl/m/27131165

Wymiary
Waga - + 0,3 kg
Biust - bez zmian
Pod biustem - bez zmian
Talia - bez zmian
Biodra - bez zmian
Udo - - 1 cm
Łydka - - 0,5 cm

Powiem tak, bez rozdrabniania się: do połowy miesiąca było nieźle, a potem się zjebało. Miałam kryzys więc olałam ćwiczenia, jedzeniowo jakoś szło ale parę razy zajadałam emocje słodyczami. Tyle dobrego że w końcu wystawiłam część ciuchów na Vinted.

Trochę mnie to martwi bo mam wiedzę, mam chęci i jak już coś postanowię to z regularnością też nie jest źle. Ale mam problemy z wiarą w siebie i z wiarą w to co robię. Mam i kryzys i wtedy wszystko (albo część rzeczy) rzucam w pizdu. I muszę coś zaczynać od nowa albo część moich postępów zostaje zaprzepaszczona. I to mnie denerwuje bo próbuję coś zmienić a nie idzie mi tak jakbym chciała. No ale z drugiej strony jeśli wiem co jest moim słabym punktem to będę pracować nad nim









 

 
Fuck, ledwo wyprostowałam poprzednie sytuacje a już odwaliłam i nie wiem jak to teraz naprawię. Chciałam tylko nie przysparzać mamie więcej zmartwień a narobiłam jeszcze większego bigosu. I nie wiem jak to teraz odkręcę.

W. na szczęście nie gniewał się o samochód, zażartował tylko żebym następnym razem szybciej otwierała drzwi. W kwestii wolontariatu wyjaśniłam sprawę a koordynatorka nie była zła i wszystko zrozumiała. No, ale mądra Kapibarka musiała znów odwalić.

Jeszcze ujebałam egzamin z immunologii. Uczyłam się bite pięć dni, w prawie każdej wolnej chwili, w miarę wszystko ogarniałam, napisałam na 9 z 12 pytań, byłam przekonana że dobrze. I dostałam 2. Ok, profesorka zapowiedziała że nas ujebie (bo na jednym wykładzie była może jedna czwarta roku i się zdenerwowała), no i sporo osób oblało, ale były też 4, 4+. Rozumiem sytuację gdzie nie umiałam ale tyle się uczyłam i po co... Nie wiem jak ja zdam patofizjologię gdzie materiału będzie jakieś 20x tyle... Chyba zacznę się nastawiać na wrzesień.

Wiem, jeden niezdany egzamin to nie tragedia ale często mam wątpliwości czy się nadaję do tego wszystkiego i czy nie lepiej było mi iść na produkcję i zapierdalać do 67 roku życia skoro i tak do niczego więcej się nie nadaję, a takie coś wcale mi nie pomaga zwalczać takich myśli...

Żeby było zabawniej wczoraj napisał do mnie Damian. Myślałam że śnię. Bo widziałam że jest na czacie i cicho liczyłam że napisze. I stało się. Tyle że rozmowa wyglądała tak:
D:
Ja: A to za co?
D: za wszystko
Ja: to znaczy?
(cisza w eterze)
Ja: no tak, pewnie mnie z kimś pomyliłeś
I do tej pory nic nie napisał. Jak widać czasami marzenia się spełniają. Szkoda tylko że nie tak jak trzeba.

Kurwa, tęsknię za nim. Tłumię to jak się da ale i tak sobie z tym nie radzę. Tak bardzo chciałabym żeby mnie przytulił...

A teraz siedzę w akademiku jak pieprzony nołlajlf i chyba czeka mnie romantyczny wieczór z patofizjologią. Współlokatorka nigdzie nie wychodzi a przecież tak to nie mam z kim gdzieś iść. A specjalnie zostałam na weekend żeby gdzieś wyjść. Niech to szlag.

A nie, mogłabym wyjść z panem arabskiego pochodzenia (nie pamiętam z jakiego kraju jest) który pisał do mnie na badoo, ale on chyba chce mnie przelecieć. Był też inny pan z badoo który miał prawie identyczny gust co ja (książki, muzyka, gry, jak ktoś lubi Wiedźmina i Rammsteina to mogę brać ślub choćby i zaraz) i z wyglądu nie najgorszy, no cudo po prostu, ale się nie odzywa. Na początku dobrze nam się pisało, potem się nie odzywał, pisał tylko gdy ja pierwsza napisałam. Nawet kogoś z podobnymi zainteresowaniami nie potrafię zaciekawić
  • awatar Amfitryta: Egzaminem się nie przejmuj ... a widziałaś swoją pracę ? Faktycznie napisałaś źle ? Czasami warto poprosić profesora o pokazanie pracy i wyjaśnienie co było nie tak. Zwłaszcza że tak długo się uczyłaś. Araba sobie odpuść. Inna kultura. Im chodzi tylko o seks.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- dieta
* kontynuować miesiąc bez słodyczy
* jeść siemię lniane (co najmniej łyżka dziennie) lub używać oleju lnianego (co najmniej łyżka dziennie)
* codziennie jeść co najmniej jedną porcję zielonych warzyw (kapusta, brokuły, spróbuję szpinaku i jarmużu w koktajlach i innych przepisach), najlepiej na surowo
* robię podejście do wyeliminowania mleka i produktów mlecznych, zobaczymy czy pomoże na mój trądzik
- trening
* minimum trzy razy w tygodniu ćwiczenia na brzuch i nogi
* w pierwszej połowie miesiąca bieganie 25 minut, w drugiej połowie miesiąca bieganie 30 minut, minimum dwa razy w tygodniu
- pielęgnacja
* balsam do ciała - codziennie
* peeling ciała i twarzy - 2x w tygodniu
* olej lniany na twarz - codziennie na noc
- wystawić ubrania na Vinted i szafę na sprzedaż
- uczyć się efektywniej i nie rozpraszać się Facebookiem, You Tubem i milionem innych pierdół. W czasie nauki mieć wyłącznoną przeglądarkę chyba że będę mieć tam strony z materiałami. Do tego opracowywać mapy myśli, schematy, grafiki bo jestem wzrokowcem i mi to pomaga.








Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cele plany i postanowienia na marzec
http://kapibarka.pinger.pl/m/27088428

Wymiary
Waga - -1,1 kg
Biust - bez zmian
Pod biustem - bez zmian
Talia - bez zmian
Biodra - bez zmian
Udo - bez zmian
Łydka - bez zmian

Podsumowanie celów:
- dieta
* miesiąc bez słodyczy poszedł mi dobrze, zjadłam czekoladę na dzień kobiet, kilka kawałków ciasta na święta i może były dwa-trzy inne odstępstwa. I w ogóle mnie nie ciągnie do słodyczy
* starałam się jeść siemię lniane ale upierdliwe było to że nie mam jak sama go zmielić a nie zawsze chciało mi się/miałam czas bawić się z rozgniataniem go wałkiem do ciasta ale kupiłam olej lniany tłoczony na zimno i będę go używać nie tylko do twarzy ale także do jedzenia
* jeśli tylko miałam czas to robiłam surówki ale nawet gdy miałam mało czasu to dawałam warzywa do obiadu w innej formie, zazwyczaj mrożonki gotowane/smażone
* nie używałam margaryny, zazwyczaj jadłam kanapki z hummusem lub bez niczego do smarowania. Parę razy jadłam z masłem bo zostało z warsztatów więc trzeba było zużyć
- trening
* znowu wyszło mi dwa tygodnie ćwiczeń bo olałam je przez święta no i parę razy wcześniej też. Jednak zauważyłam że bieganie już mnie tak nie męczy więc jednak coś się poprawia
- na razie ogarniałam notatki z patofizjologii, niedługo egzamin z immunologii więc priorytetem będą te notatki
- do lekarza nie poszłam bo stwierdziłam że skoro znowu dostanę leki przeciwgrzybicze to równie dobrze mogę się sama wyleczyć lekami bez recepty, a głębszej przyczyny problemu i tak będę musiała szukać sama no bo przecież zazwyczaj "zalecza" się skutki a źródło problemu zostaje nieruszone
- nie wystawiłam ubrań i szafy na sprzedaż bo albo nie chce mi się za to zabrać albo jest mnóstwo innych rzeczy do zrobienia

Także generalnie dietetycznie idzie mi bardzo dobrze, treningowo średnio a reszta chujowo